W doskonałym zdrowiu do setnych urodzin

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Dlaczego niektóre osoby są sprawne fizycznie nawet w wieku 100 lat, a inne nie mogą podnieść się z fotela czy łóżka jeszcze przed siedemdziesiątką?

Szanowny Czytelniku,

niewielu jest lekarzy, którzy z własnej inicjatywy omawiają z pacjentami sposoby zapobiegania chorobom związanym z wiekiem. Jeszcze mniej z nich proponuje terapie, które mogą spowolnić starzenie się organizmu.

A przecież znamy naturalne sposoby zachowania – i to nawet po osiemdziesiątce:

  • ruchomości stawów i siły mięśni – niezbędnych do codziennej aktywności w domu, na świeżym powietrzu, podczas uprawiania sportu czy podróżowania,
  • pamięci i czujności – tak potrzebnych przy rekreacji ruchowej, aktywności kulturalnej czy nawiązywaniu nowych znajomości,
  • młodego serca i zdrowych tętnic, dzięki którym objawy szybkiego męczenia się, a nawet ryzyko zawału serca zostaną maksymalnie zredukowane,
  • dobrego wzroku i słuchu, dzięki którym można bez najmniejszych kłopotów rozmawiać nawet w hałaśliwym miejscu i dostrzegać, także z oddali, wszystkie szczegóły krajobrazu, nawet te bardzo drobne,
  • jędrnej skóry, również pod pachami,
  • głębokiego snu, wewnętrznego spokoju, poczucia własnej wartości i energii do działania.

Dlaczego lekarze o tym nie mówią?

Głównym powodem jest fakt, że lekarze w naszej części świata nie są w tym zakresie przeszkoleni.

Uczy się ich, jak leczyć choroby, szczepić, wstawiać protezy, przeprowadzać operacje.

Masz złamaną nogę? Zestawiają ją.
Raka? Usuwają go.
Chore serce? Naprawiają je.

Ten rodzaj medycyny jest rzeczywiście skuteczny, szczególnie w nagłych przypadkach i sytuacjach zagrażających życiu. Ale jego ciemną stroną jest to, że nie pomaga pacjentom zachować pełni zdrowia.

I smutne jest to, że gdy się starzejesz, musisz czekać, aż pewne objawy nasilą się, a nawet dojdzie do znaczącego pogorszenia stanu Twojego zdrowia, żeby lekarz w ogóle się Tobą zajął.

Tylko że w tej sytuacji zastosowane przez niego leczenie może okazać się niewystarczające, bo zostało zaordynowane zbyt późno.

Chirurgia i leki chemiczne, choć nieocenione w wielu sytuacjach, zawsze niosą za sobą ryzyko poważnych skutków ubocznych.

Wiele osób czuje się bardziej osłabionych w wyniku leczenia i przeprowadzanych zabiegów medycznych niż z powodu, dla którego poddali się leczeniu.

Ale Ty na szczęście nie musisz podążać tą samą drogą

Pomóż swojemu organizmowi regenerować się całkowicie naturalnie.

Choroby, które najczęściej rozwijają się z wiekiem, takie jak artroza, choroby układu sercowo-naczyniowego, demencja, rak, problemy ze wzrokiem i słuchem, można powstrzymać, a nawet pokonać, tylko dzięki uruchomieniu naturalnych procesów regeneracji Twojego organizmu.

Organizm człowieka nie jest maszyną, która zużywa się w miarę upływu lat.

Czy wiesz, że większość komórek w Twoim ciele ma mniej niż 2 lata?

Komórki w Twoich jelitach odnawiają się co 3 dni. Te w siatkówce oka – co 10 dni. Twoja wątroba, nerki, śledziona i płuca całkowicie odnawiają się co 300–500 dni. Nawet Twój szkielet odnawia się całkowicie co 10 lat.

Starzenie się nie oznacza „zużywania” się Twojego ciała. Jeśli się starzejesz, to tylko dlatego, że istnieją jakieś niedobory lub została zachwiana naturalna równowaga, co hamuje właściwą regenerację Twoich organów.

Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie te niedobory i brak równowagi można korygować.

Właśnie dlatego namawiam Cię, abyś zainwestował w swoje zdrowieTo może być bardzo ważna decyzja dla Twojego dalszego życia.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Co należy jeść by być w formie.

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE 

Mit cukrów wolnych.

Szanowny Czytelniku,

czy najlepsi sportowcy w przeddzień ważnych zawodów lub istotnego meczu nie zjadają pokaźnych porcji makaronu, by w ten sposób zgromadzić zapas „cukrów wolnych” zapewniających maksimum energii?

Rzeczywiście tak robią, choć dziś już wiemy, że to błędne przekonanie.

Najnowsze badania w dziedzinie żywienia wykazały, że spożycie makaronu nie zwiększa naszego poziomu energii ani wydolności.

Tymczasem trenerzy szkoleni w latach 80. i 90. oraz konwencjonalni dietetycy nadal wmawiają nam, że cukry wolno przyswajalne to doskonałe pożywienie dla sportowców.

W przeprowadzonym jakiś czas temu badaniu dowiedziono, że unikanie węglowodanów (zarówno cukrów wolnych, jak i szybkich) przez dziesięć tygodni przed zawodami optymalnie poprawiało wyniki sportowców1.

Również inne badanie, opublikowane w periodyku specjalistycznym Exercise and Sport Sciences Reviews, potwierdziło, że korzystniej jest wystrzegać się cukrów wolnych przed wysiłkiem fizycznym2Czołowi sportowcy zaczynają już więc rezygnować ze zwyczaju opychania się kluskami. To dlatego, że unikanie węglowodanów sprzyja przyzwyczajaniu organizmu do wysiłku.

Przyzwyczajenie do wysiłku to zdolność organizmu do ulegania zmianom wskutek fizycznych wymagań, które mu stawiamy. Na przykład, jeśli ćwiczysz mięśnie, których na co dzień rzadko używasz, będą Cię one bolały. Jeśli jednak powtórzysz te ćwiczenia kilkakrotnie, mięśnie rozwiną się i przestaniesz odczuwać w nich ból.

A zatem, jeśli nie cukry wolno przyswajalne, to co należy jeść, by być w formie?

Jedz białko

Jeden gram białka dostarcza tyle samo energii co jeden gram węglowodanów. Zresztą, węglowodany – w przeciwieństwie do białek – nie są nam niezbędne do przeżycia.

Zaletą białek jest również to, że organizm może posłużyć się nimi jako cegiełkami do budowy mięśni oraz regeneracji narządów, krwi i skóry.

Wyobraźmy sobie duży, 300-gramowy kotlet – solidna porcja mięsa, prawda? Właśnie tyle tkanek każdego dnia odbudowuje Twój organizm.

Częściowo wykorzystuje w tym celu własne komórki, jednak niezbędne jest mu również wysokogatunkowe białko, które musisz dostarczyć w żywności. Tym bardziej, że istnieje aż osiem tak zwanych aminokwasów egzogennych, których Twój organizm nie potrafi samodzielnie wytwarzać.

Niedobór jednego lub kilku z nich wywołuje następujące objawy:

  • zmęczenie,
  • wypadanie włosów, łamliwość paznokci,
  • pogorszenie wzroku,
  • osłabienie więzadeł,
  • osteoporozę,
  • osłabienie układu odpornościowego (nawracające infekcje).

Wysokogatunkowych protein dostarczają między innymi jajka. Dla sportowców przed wysiłkiem najlepszym źródłem białka jest serwatka mleka krowiego. O ile oczywiście ją tolerują, ponieważ na przykład osoby cierpiące na chorobę autoimmunologiczną powinny raczej ograniczać białka pochodzące z nabiału.

Serwatka jest znana od dawien dawna – często spożywana przez ludzi niezamożnych, obecnie jednak coraz bardziej popularna wśród sportowców. Mało kto wie, że właśnie serwatka mleka krowiego jest podstawowym składnikiem koktajli proteinowych sprzedawanych (po astronomicznych cenach) w sklepach dla sportowców! (Serwatka to ten mętny, białawy płyn, który pozostaje na dnie opakowania twarogu po zjedzeniu jego zawartości).

Kulturyści za ciężkie pieniądze kupują w specjalistycznych sklepach tzw. whey. Tymczasem whey to nic innego jak angielska nazwa… serwatki właśnie. I rzeczywiście, bardzo dobrze wpływa ona na rozwój mięśni.

Jest to produkt bogaty w aminokwasy siarkowe (metioninę i cysteinę), aminokwasy o rozgałęzionych łańcuchach (leucynę, izoleucynę i walinę) oraz glutaminę.

Należy się upewnić, że serwatka pochodzi z mleka krowy karmionej trawą i sianem, a nie paszą zbożową. Wybierajmy serwatkę ekologiczną, z hodowli, w których nie stosuje się antybiotyków.

Warto zapamiętać, że białka są doskonałym źródłem energii. Są niezbędne nie tylko do budowy lub zastępowania komórek mięśni, lecz także do zregenerowania się po wysiłku fizycznym.

Przed wysiłkiem należy również dostarczyć organizmowi wartościowych tłuszczów, które także są źródłem energii. Już prawdopodobnie wiesz, tłuszcze są dla Ciebie dobre, zwłaszcza jeśli uprawiasz sport. Najlepsza ich postać to kwasy tłuszczowe omega-3, ponieważ dostarczają energii, która wystarcza na dłużej niż ta pochodząca z cukrów wolnych.

Bogate źródła kwasów omega-3 to orzechy, w tym orzechy pekan, sardynki, dziki łosoś, rośliny o ciemnozielonych liściach, żółtka jajek od kur z wolnego wybiegu, nasiona kabaczka, olej lniany.

Zawierają je także czerwone i czarne porzeczki, jednak najbogatszym źródłem kwasów omega-3 jest peruwiański olej sacha inchi, który w jednej łyżce zawiera ich aż 7 gramów.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Źródła:

1. Hansen, Anne K., et al, “Skeletal muscle adaptation: training twice every second day vs. training once daily” Journal of Applied Physiology January 2005; 98 (1): 93-99.

2. Hawley, J., Burke, L., “Carbohydrate Availability and Training Adaptation: Effects on Cell Metabolism” Exercise and Sport Sciences Reviews 2010; http://journals.lww.com/acsm-essr/Citation/2010
/10000/Carbohydrate_Availability
_and_Training_Adaptation.1.aspx

Na początku każdej choroby jest psychika

Motto współczesnego hipochondryka powinno brzmieć następująco: „Nie ma ludzi zdrowych. Są tylko źle zdiagnozowani”. Aktualna re-definicja hipochondrii powinna jeszcze zawierać informację, że jest to choroba zakaźna, która najłatwiej przenosi się poprzez kontakt z internetem.

Po pierwsze, definicja zdrowia przyjęta przez Światową Organizację Zdrowia mówi, że zdrowie to nie tylko brak choroby, ale przede wszystkim „poczucie fizycznego i psychicznego dobrostanu”, a o to znacznie trudniej niż o nieobecność dolegliwych objawów zapalenia zatok czy dyskopatii.

Po drugie, aktualne założenia rozwoju medycyny jako nauki są z grubsza takie, że większość naszych problemów zdrowotnych ma podłoże w biologii. W tym nowym rozumieniu chorobą, zespołem lub syndromem wymagającym leczenia jest więc nie tylko banalne przeziębienie czy znacznie poważniejsza „wieńcówka”, ale również to, co dotąd nie wchodziło w zakres zainteresowań medycyny. Na przykład zahamowania albo fobie.

Opisy symptomów tych nowych chorób, zespołów i syndromów krążą zaś po internecie, gdzie całe społeczności zawzięcie dyskutują na przykład o ignorowanych przez oficjalną medycynę objawach boreliozy. Boli kogoś głowa, no to wklepuje w przeglądarkę „bóle głowy, przyczyny” i za chwilę już wie, że to może być: glejak, tętniak, SM, udar, wylew, ale też toksoplazmoza lub – naturalnie – borelioza.

W tej sytuacji hipochondryk, czyli – jak stanowi aktualna definicja encyklopedyczna – człowiek, który przesadnie koncentruje się na swoim zdrowiu, dopatruje u siebie symptomów różnych groźnych schorzeń, a potem usiłuje przekonać kolejnych lekarzy, jak bardzo jest chory, ma teraz wyjątkowo sprzyjające warunki do kreatywnej autodiagnostyki. Epidemii hipochondrii sprzyja też – paradoksalnie – wzrost przeciętnego poziomu świadomości na temat zagrożeń zdrowotnych płynących ze środowiska. No bo jak się tu nie rozchorować, skoro z każdej półki w spożywczym czyha na hipochondryka zabójczy cholesterol, mordercza sól i trująca glukoza, na polach rośnie – na jego zgubę – roślinność modyfikowana genetycznie a do wody dodawana jest szkodliwa „chemia”, o kleszczach roznoszących boreliozę po trawnikach, to już nawet nie wspominając. Ba, osobisty kot może być nosicielem groźnej dla życia toksoplazmozy!

Toteż obok hipochondryków „prawdziwych”, czyli ludzi cierpiących na poważne zaburzenie nerwicowe, polegające na przesadnej obawie o zdrowie (stanowiących mniej więcej 2-4 procent populacji), rośnie też liczba chorych z urojenia produkowanych przez media. Bo to zwykle właśnie one podają doniesienia ze świata medycyny w tonie sensacji.

Tymczasem już wiadomo, że na początku każdej choroby jest nasza psychika. Za każdym zachorowaniem kryje się osłabienie naturalnego układu odporności. Ten zaś okazuje się wyjątkowo wrażliwy na negatywne bodźce ze strony układu nerwowego. Najlepszym przykładem tego sprzężenia jest zespół stresu pourazowego, kiedy dramatyczne doświadczenie natury psychicznej może w następstwie sprowokować szereg poważnych zaburzeń fizjologicznych. Podręcznikowym przykładem działania tej zasady jest także „syndrom trzeciego roku”, kiedy to większość studentów medycyny odkrywa u siebie objawy tych wszystkich chorób, o których istnieniu dowiaduje się z podręczników diagnostyki.

Nie trzeba zresztą studiować na AM. Wystarczy zajrzeć do „Podręcznika hipochondryka” (2009) autorstwa brytyjskiego dziennikarza Johna Naisha. Zebrane tam relacje prasowe dotyczące najnowszych odkryć w dziedzinie medycyny, z każdego relatywnie zdrowego czytelnika są w stanie uczynić chorego z urojenia. O ile wcześniej nie umrze on z przerażenia czytając, jak to romantyczna kolacja przy świecach może się skończyć śmiertelnym zatruciem ołowiem. Lekturę może też zakłócić letalny atak śmiechu. Bo trudno zachować powagę dowiadując się o takich jednostkach chorobowych, jak udar telefoniczny, demencja szczękowa lub nerwica roszczeniowa!

Tymczasem nie ma się z czego śmiać, bo hipochondria to całkiem poważny problem medyczny. Chorzy z urojenia odczuwają bolesne symptomy w sposób fizyczny. I cierpią naprawdę. Zamiast odsyłania z kwitkiem wśród ironicznych komentarzy, powinni więc otrzymać sensowną pomoc psychologiczną.

Czytelnicy codziennej prasy, regularnie zarażający się z gazety kolejnymi mutacjami boreliozy, powinni zaś wziąć pod rozwagę, że zgodnie z ustaleniami Johna Naisha strach przed chorobą zabija częściej, niż sama choroba.

Według oficjalnych statystyk medycznych hipochondrycy żyją krócej!

Artykuł pochodzi z Deon.pl / Marian Polak

Drażetki m&m’s, kolor którego lepiej się wystrzegać

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Szanowny Czytelniku,

koncepcja m&m’sów jest prosta:

Orzeszki w czekoladzie powleczone otoczką cukrową na podobieństwo drażetek po to, aby nie roztapiały się w rękach („Rozpływają się w ustach, a nie w dłoni”).

To z pewnością kaloryczny produkt, ale efektywnie podnosił on morale amerykańskich żołnierzy podczas II wojny światowej.

Dziś m&m’sy to 400 milionów słodyczy produkowanych każdego dnia1, doskonała machina marketingowa (z wykorzystaniem maskotek stworzonych w 1973 roku) i wielopiętrowe sklepy w Nowym Jorku, Las Vegas, Orlando, Londynie i Szanghaju…

M&M’sy osiągnęły sukces dzięki marketingowi skupionemu na kolorze drażetek

Sztuczne barwniki

W samym użyciu barwników nie ma nic skandalicznego. W starożytnym Rzymie mędrcy powiadali: „Jemy oczami w takim samym stopniu co ustami”. Czyż to nie prawdziwa przyjemność patrzeć na żółte curry, puree z marchewki, kosz pełen ciemnych jagód, sos malinowy…

Jednak, aby uzyskać całe spektrum psychodelicznych kolorów, producenci m&m’sów postawili w pełni na sztuczne barwniki.

Od 1976 roku organizacje konsumenckie alarmują opinię publiczną, sporządzają petycje i próbują wywrzeć nacisk na producenta, Mars Inc., aby zaczął korzystać z naturalnych barwników.

W ostatnich latach coś powoli drgnęło… ale zmiany w dużej mierze zależą od kraju. Firma produkująca m&m’sy nie używa tych samych składników w każdym z państw. Na przykład w Stanach Zjednoczonych wykorzystywane barwniki są bardzo szkodliwe, podczas gdy w Europie nieco dostosowano ich paletę.

Przyjrzyjmy się im zatem bliżej.

Czerwony: zakazany już w latach siedemdziesiątych

Firma Mars Inc. już w 1976 roku w wyniku nałożonego zakazu wycofała kolor czerwony.

I nie bez powodu… czerwony barwnik amarant E123 jest klasyfikowany jako „prawdopodobnie lub zdecydowanie” rakotwórczy przez ARTAC (z fr. Stowarzyszenie na rzecz Terapeutycznych Badań Przeciwnowotworowych)2.

Ale w 1986 roku przywrócono czerwone draże z użyciem innego sztucznego barwnika: czerwieni allura E129.

Z tym barwnikiem nie ma żartów. U myszy prowadzi on do raka pęcherza moczowego3. Przyczynia się on także do nadpobudliwości u predysponowanych do niej dzieci4.

We Francji i w Polsce czerwone m&m’sy uzyskuje się z użyciem naturalnego barwnika – kwasu karminowego E120, znanego również jako koszenila5. Otrzymuje się go z małych czerwonych owadów, czerwców kaktusowych, żerujących na kaktusach w Meksyku. (Ich czerwone ubarwienie ma za zadanie chronić je przed drapieżnikami)6.

Owady wykorzystuje się do produkcji barwnika E120, który można znaleźć w wielu produktach przemysłowych: w parówkach7, kiełbasie merguez, taramosalacie (paście z ikry), truskawkowych słodyczach Tagada, napojach Oasis, gruszkach w winie, skórce sera do raclette czy napojach alkoholowych itd. (trudno się przed E120 uchronić…).

Francja jest największym konsumentem kwasu karminowego E120 na świecie. U niektórych ludzi wywołuje on reakcje alergiczne, takie jak astma czy wysypka8.

Niebieski: najgorszy ze wszystkich

Jeśli chodzi o niebieski, istnieją dwa mieszane barwniki sztuczne:

Indygotyna (E132) i błękit brylantowy FCF (E133).

Indygotyna E132 to barwnik bazujący na ropie naftowej. Przyczynia się on do rozwoju anormalnych komórek, a dokładniej: guzów mózgu u szczurów. Z kolei u dzieci powoduje nadpobudliwość.

Spożywanie błękitu brylantowego FCF (E133) wywołuje nowotwory złośliwe u szczurów. Należy mieć się na baczności z tym kolorem, jeśli jest się wrażliwym na aspirynę. E133 powoduje reakcje alergiczne i podejrzewa się, że – podobnie jak inne barwniki – powoduje on nadpobudliwość u dzieci predysponowanych9.

We Francji i w Polsce wykorzystuje się tylko jeden niebieski barwnik – błękit brylantowy FCF5 E133, który jest bardzo szkodliwy dla zdrowia!

Jest to – moim zdaniem – kolor, którego należy unikać za wszelką cenę!

Żółty: rozwiązanie jest dość proste

Barwnik stosowany w żółtych m&m’sach to żółcień pomarańczowa E110. Jest to, moim zdaniem, najgorszy ze wszystkich barwników.

E110 wiąże się z:

  • nowotworami (guzami nerek),
  • nadpobudliwością,
  • uszkodzeniami chromosomów,
  • biegunką,
  • nudnościami i wymiotami,
  • bólami brzucha,
  • reakcjami alergicznymi,
  • zapaleniami błony śluzowej nosa (katarem),
  • pokrzywką (swędzące płaty na skórze),
  • migrenami,
  • obrzękami skóry.

Odradza się podawanie go dzieciom10.

W Norwegii i Finlandii E110 jest zakazany, a we Francji, jak również i w Polsce na szczęście został on zastąpiony przez E100, czyli kurkuminę (tak po prostu!).

Jakie kolory nam pozostały?

W opakowaniu zwykłym m&m’sów można też znaleźć drażetki w kolorze zielonym, brązowym i pomarańczowym.

A jednak lista składników nie wspomina o tych kolorach.

Dr Frank Walmsley z Uniwersytetu Trinity w Teksasie zauważa: „Jak to możliwe, że w paczce są zielone m&m’sy, choć w składnikach nie znajdziemy zielonego barwnika?”.

Jeśli przypomnisz sobie lekcje fizyki (i plastyki), trzy podstawowe kolory to czerwony (magenta), niebieski (cyjan) i żółty (synteza subtraktywna).

Mieszając je, można uzyskać wszystkie kolory tęczy.

  • zielony = niebieski + żółty,
  • pomarańczowy = czerwony + żółty,
  • brązowy = niebieski + żółty + dużo czerwonego.

Zatem – wszystkie inne kolory m&m’sów to mieszanki szkodliwych barwników syntetycznych, których należy unikać.

Mimo że m&m’sy zawierają olej palmowy, znajdujący się w nich beta-karoten pochodzi z palmy o dojrzałych pomarańczowych owocach. Barwnik ten jest zatem nieszkodliwy, o ile nie bierze się pod uwagę zagrożenia dla środowiska wynikającego z eksploatacji palm olejowych.

Źródło: wrm.org.uy 

β-Apo-8′-karotenal prawdopodobnie pochodzi od szpinaku11.

Śmiertelny w skutkach składnik m&m’sów

Aby warstwa koloru na zewnątrz drażetki lepiej się utrzymywała, biała cukrowa powłoczka we francuskich w polskich m&m’sach zawiera biały pigment, dwutlenek tytanu E171.

Od dawna wiadomo, że E171 jest najprawdopodobniej rakotwórczy dla ludzi.

Jednak w ostatnich latach zaczęto wykorzystywać dwutlenek tytanu w nanocząsteczkach niewidocznych gołym okiem – cóż za świństwo! Można go znaleźć nie tylko w m&m’sach, ale także w gumach do żucia, pastach do zębów i filtrach przeciwsłonecznych.

Te mikroskopijne nanocząstki pokonują wszystkie filtry i bariery ludzkiego ciała: płuca, wątrobę, skórę… Docierają wszędzie, w tym do mózgu12.

Nanocząstki mogą złamać helisy DNA13, przyczyniając się do obumierania komórek i powodując zapalenie płuc, jamy ustnej i jelit14.

Według niektórych badań stosowanie filtrów przeciwsłonecznych zawierających dwutlenek tytanu na oparzenia słoneczne przyspiesza starzenie skóry i przyczynia się do pojawienia się raka skóry.

Mimo tego, odpowiedzailni za zdrowie publiczne we Francji utrzymują, że nanocząsteczki dwutlenku tytanu są bezpieczne.

Aby dać pełne wyobrażenie sytuacji, wspomnę, że niektóre osoby odzyskują dwutlenek tytanu z m&m’sów15 i wykorzystują go do produkcji… paneli słonecznych16!

Mówię całkiem poważne…
… i moim zdaniem nie wróży to nic dobrego.

Czy zagrożenie jest realne?

Ilość barwnika w każdej drażetce pozostaje bardzo mała.

Maksymalna zalecana dzienna dawka każdego barwnika wynosi około 5 mg na kilogram, czyli 350 mg dla osoby dorosłej ważącej 70 kg.

Problem polega na tym, że barwniki są absolutnie wszędzie, a zwłaszcza tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy: w chlebie, wędzonych rybach, wędlinach, korniszonach, skórce serów, owocach w syropie.

Zatem dawki się kumulują. Trzeba przyznać, że naukowcy są przytłoczeni złożonością efektów takich „mieszanek”. Dlatego z czystej ostrożności najlepiej jest unikać dodatków.

Zawsze ta sama historia

Zagrożenia żywieniowe i sanitarne takie jak dwutlenek tytanu naukowcy odkrywają dosłownie każdego dnia.

Musi minąć wiele lat, zanim opinia publiczna zostanie o tym poinformowana. Aby media podały tego typu informacje do powszechnej wiadomości, zwykle potrzeba, aby najpierw jakaś znana osoba zainteresowała się tematem.

System ten sprawia, że ​​uciekają cenne lata.

Z poważaniem,
Eric Müller

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Źródła

1) How many „M&M’s”® are consumed and produced each day? https://la.utexas.edu/users/jmciver/350K/NOTES/
M&Ms_FAQ.pdf

2) Additifs alimentaires, E123. http://www.additifs-alimentaires.net/E123.php

3) E129. http://www.ivyroses.com/Define/E129

4) E129: Allura Red. http://www.food-info.net/uk/e/e129.htm

5) M&Ms Peanut – Mars Chocolat France – 330 g. https://fr.openfoodfacts.org/produit/5000159452595/m-ms-
peanut-mars-chocolat-france

6) Il y a un bug dans vos blinis au tarama. http://www.acheterbio.net/2014/04/il-y-bug-vos-
blinis-au-tarama/

7) E120 – Acide carminique.
https://fr.openfoodfacts.org/additif/e120-acide-carminique

8) A.I. Tabar et al., Asthma and allergy due to carmine dye; PMID 13679965; An Sist Sanit Navar. 2003;26 Suppl 2:65–73.

9) Additifs alimentaires, E133. http://www.additifs-alimentaires.net/E133.php

10) E110, Sunset Yellow, FCF Orange Yellow S, FD&C Yellow 6. http://www.ukfoodguide.net/e110.htm

11) Wikipedia, Apocaroténal. https://fr.wikipedia.org/wiki/Apocarot%C3%A9nal

12) Amélie Padioleau, E171: ce poison ne se cache pas que dans les bonbons…, Alternatif Bien-Être, N°109, octobre 2015, SNI Editions.

13) Schiestl R.H., Trouiller B., Reliene R., Westbrook A., Solaimani P., Titanium Dioxide Nanoparticles Induce DNA Damage and Genetic Instability In vivo in Mice, Cancer Res November 15, 2009 69:8784-8789; Published OnlineFirst November 3, 2009.

14) Hussain, Salik, et al. «Research Carbon black and titanium dioxide nanoparticles elicit distinct apoptotic pathways in bronchial epithelial cells.» (2010).

15) How do you get the Titanium Dioxide Out of M and M’s? http://www.answers.com/Q/How_do_you_get_the_
Titanium_Dioxide_Out_of_M_and_M’s

16) Vidéo : Make a Solar Cell – TiO2/Raspberry based. https://www.youtube.com/watch?v=WHTbw5jy6qU