Aby wytwarzać żółć dobrej jakości, potrzebujesz …

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Zawiedziony przez medycynę naturalną?

Szanowny Czytelniku,

co tydzień czytasz w naszych artykułach, że istnieją dobre tłuszcze… że owoce to doskonałe źródło błonnika, tak jak warzywa strączkowe (soczewica, fasola, groch), które z korzyścią dla Ciebie zastępują w daniach makaron i frytki…

Świadomie stosujesz się do tych rad. Ale niektórzy z was są rozczarowani wynikami. Co więcej, odkrywają, że w ogóle nie odpowiada im ten styl żywienia!

To Ciebie dotyczy w tak oczywisty sposób… Źle wchłaniasz te zdrowe pokarmy. Czujesz się ociężały po koszyczku porzeczek. Nie panujesz już nad wzdęciami po zjedzeniu sałatki z soczewicą. Dopada Cię biegunka tłuszczowa, kiedy tylko zaczynasz jeść orzechy.

Gdzie sens, gdzie logika?

Dlaczego, kiedy tylko zaczynasz jeść tak zwaną zdrową żywność, Twój układ pokarmowy wysyła Ci jednoznaczne sygnały, że masz przestać?!

Czy właśnie zacząłeś cierpieć na nietolerancję wszystkiego?

Czy zawiodłeś się na naturalnych sposobach leczenia poprzez zdrowe odżywianie?

Przyjrzyjmy się temu.

Tłuszcze: zrozumieć rolę żółci

Najpierw skoncentrujmy się na tłuszczach:

Prawidłowe trawienie i wchłanianie tłuszczów wymaga ich rozłożenia.

Tłuszcze są rozkładane przez lipazy i żółć.

Lipazy są wytwarzane w trzustce, a następnie uwalniane do jelita, by tam zabrać się za przepływający tłuszcz.

Lipazy są niezbędne, ale nie są w stanie samodzielnie rozłożyć tłuszczu. W tym celu musisz wytworzyć żółć dobrej jakości.

Do czego służy żółć?

Twoja wątroba produkuje żółć, która, ogólnie rzecz biorąc, służy do trawienia, zwłaszcza tłuszczu. Rozkłada ona tłuszcz w procesie emulgacji, aby organizm mógł je wchłonąć. Żółć to żółtawo-zielony płyn zasadowy (pH powyżej 7). Twoja wątroba wytwarza blisko litr żółci dziennie (1).

Żółć składa się przede wszystkim z soli żółciowych i cholesterolu. To właśnie sole umożliwiają rozpuszczanie tłuszczu.

Dwie substancje, dzięki którym możesz wytwarzać żółć lepszej jakości

Aby wytwarzać żółć dobrej jakości, Twoja wątroba potrzebuje witaminy C i tauryny.

Tauryna zawdzięcza swoją nazwę odkryciu jej w żółci byka.

Jeśli chodzi o witaminę C, to należy dbać o jedzenie warzyw i owoców, zaś taurynę dostarczysz sobie, jedząc ryby, jaja, algi i owoce morza.

Żółć trafia do woreczka żółciowego, zbiorniczka o długości 10 cm (2).

Tam jest składowana, dopóki nie zostanie uwolniona do dwunastnicy po spożyciu przez Ciebie tłuszczu.

Kwestia regularności…

Jedzenie nietypowych ilości tłuszczu powoduje gwałtowne uwalnianie żółci. To samo w przypadku kuracji oczyszczających (np. czarna rzepa), które powodują wylanie żółci z woreczka żółciowego.

Ostrożnie, bo żółć to jednak substancja o wielkiej mocy. W dużej ilości sole żółciowe działają drażniąco na przewód pokarmowy, wywołując skurcze. W ten właśnie sposób pojawia się nagła biegunka.

Istnieje żywica, cholestyramina (Questran), często przepisywana przez lekarzy na zneutralizowanie soli żółciowych. Ma ona zdolność dezaktywowania żółci w jelicie, czemu zawdzięcza działanie wywołujące zaparcia.

Przepisuje się ją osobom, którym wycięto woreczek żółciowy. W przeciwnym razie, miałyby one biegunkę po każdym posiłku!

Nadmierna ilość nierozpuszczalnych włókien

To samo w przypadku błonnika stanowiącego składnik warzyw strączkowych i owoców. Wszystko jest kwestią ilości i regularności.

Błonnik występuje w postaci włókien rozpuszczalnych i nierozpuszczalnych.

Włókna rozpuszczalne tworzą pewnego rodzaju żel zapewniający ochronę ścianom jelita. Dzięki temu, mniej szkodliwych substancji, jak np. cukier, jest wchłanianych (3).

Natomiast włókien nierozpuszczalnych organizm nie trawi. Bardzo szybko przemieszczają się w przewodzie pokarmowym, przyspieszając jego normalny rytm pracy. Podczas ich przemieszczania się następują skurcze przewodu pokarmowego.

Są więc idealne, by uniknąć zaparcia. Ale jeśli zjesz ich zbyt wiele, to łatwo mogą wywołać biegunkę.

Odruchy pozwalające uniknąć kłopotów

Powolutku

Podstawowa zasada spożywania rzadko przyjmowanych pokarmów, w tym także tych tzw. zdrowych: ich konsumpcję należy zwiększać stopniowo.

Jest to trudne, gdyż sezon na czereśnie i śliwki jest krótki. I gdy nadejdzie, ma się ochotę z niego jak najwięcej skorzystać.

To samo w przypadku roślin strączkowych… ważne jest, by zaczynać od małych porcji.

Znam ludzi, którzy nagle rzucają się na migdały, ponieważ przeczytali w newsletterze na temat medycyny naturalnej, że to zdrowe 😉

Spożycie zwiększaj stopniowo przez kilka tygodni, kładąc nacisk na źródła zdrowych tłuszczów: oliwę z oliwek, awokado, orzechy, jajka.

Jedz bez pośpiechu

Aby wydzielało się jak najwięcej żółci i soków żołądkowych, Twój organizm musi działać w trybie przywspółczulnym (4). To stan rozluźnienia i relaksacji, charakteryzujący się brakiem pośpiechu, hałasu i gwałtownych ruchów.

Dlatego gorąco radzę Ci nie śpieszyć się, przeżuwając, jeść na siedząco, w spokoju, bez rozproszeń takich jak telewizja czy telefon komórkowy.

Z poważaniem,
Eric Müller

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Przyczyna skurczów nóg

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Szanowny Czytelniku,

skurcze nóg powodują bardzo osobliwy ból: bardzo intensywny, który szybko rozchodzi się na całą nogę. Wydajemy okrzyk, przygotowujemy się na straszliwe cierpienia, ale zazwyczaj ból przechodzi bez śladu po kilkudziesięciu sekundach.

Wydaje się więc, że to nic poważnego. Tylko, że skurcze często przydarzają się nocą, a u wielu pechowców nawet kilka razy w ciągu nocy.

Osoby te cierpią więc z powodu nocnych pobudek, które kończą się bezsennością lub przynajmniej nieefektywnym snem. Jedno z badań wykazało, że wśród osób w wieku ponad sześćdziesiąt lat aż 31% zgłasza, że w nocy budzą je skurcze nóg, zaś u 15% zdarza się to średnio więcej niż trzy razy w ciągu miesiąca1. Najczęściej skurcze te dotyczą łydek.

Problem polega na tym, że im gorzej sypiasz, tym więcej masz skurczów.

Co się dzieje?

Skurcze, odwieczna tajemnica dla medycyny!

Medycyna nigdy do końca nie zrozumiała mechanizmu skurczów. Wiadomo, że jest on powiązany zarówno z zaburzeniami układu nerwowego i zmęczeniem mięśni, jak i z rozregulowaniem gospodarki mineralnej w komórkach (wapń, magnez, potas i sód są elektrolitami regulującymi wymianę komórkową).

Statystycznie obserwuje się, że wiele chorób wiąże się z częstszym występowaniem skurczów: leczenie nowotworów, choroby serca, choroby wątroby, dializa nerek, niedoczynność tarczycy, zapalenie tętnic, cukrzyca, niewydolność żylna i ciąża. Mnóstwo leków może także wywoływać skurcze, na przykład statyny, pigułki antykoncepcyjne, naproksen, leki moczopędne, leki przeciwpsychotyczne i kortyzon.

Ogólnie rzecz biorąc, wszystko, co opóźnia ukrwienie mięśni, podwyższa ryzyko skurczów: mogą to być leki eliminujące lub blokujące działanie substancji odżywczych, ale także odwodnienie lub zwyczajnie długotrwałe pozostawanie w jednej pozycji, np. siedzącej ze skrzyżowanymi łydkami.

Osoby cierpiące na niewydolność żylną oczywiście są bardziej zagrożone wystąpieniem skurczów, tak jak cukrzycy, u których najcieńsze naczynia krwionośne (włosowate) ulegają zniszczeniu i źle doprowadzają krew do narządów wewnętrznych.

Nadmierna eliminacja soli mineralnych, na przykład w razie wystąpienia przedłużającej się biegunki, także może wywołać pewien deficyt w mięśniach. Występują skurcze. W takich przypadkach rozwiązanie polega na odpowiednim nawadnianiu organizmu poprzez picie wody o wysokiej zawartości soli mineralnych (na przykład wywarów z warzyw). I odwrotnie, w razie intensywnych ćwiczeń fizycznych należy czuwać, by nie pić zbyt dużo wody, gdyż wówczas stężenie składników mineralnych we krwi krwi jest zbyt niskie, co wywołuje skurcze.

Walka z toksynami

Raport opublikowany w 2017 r. dotyczący 5 563 osób w wieku od 18 do 85 lat wykazał, że podwyższony poziom pestycydów, metali ciężkich, ftalanów i wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych związany jest z występowaniem skurczów nóg w czasie snu2.

Tak samo niektóre substancje występujące w pożywieniu podwyższają ryzyko wystąpienia skurczów. Są to:

  • aspartam (syntetyczny słodzik),
  • kofeina,
  • gluten,
  • glutaminian monosodowy (MSG) – dodatek do żywności bardzo często spotykany w daniach gotowych,
  • alkohol,
  • tytoń,
  • rafinowany cukier.

Badania prowadzone na Uniwersytecie Stanu Washington (Washington State University) wykazały, że u osób, u których występowały skurcze związane z fibromialgią, poprawa następowała po całkowitym wyeliminowaniu z diety aspartamu i glutaminianu sodu.

Aspartam i glutaminian sodu to tzw. ekscytotoksyny dla tkanek nerwowych, które mogą wywoływać skurcze mięśni.

Deficyt magnezu także może wywoływać skurcze nóg

Siedmiu na dziesięciu dorosłych ma niski poziom magnezu, nic o tym nie wiedząc. Klasycznymi objawami braku magnezu w organizmie są mrowienia i drżenie mięśni (mimowolne skurcze mięśni, często np. w powiece), a także skurcze.

Jak to możliwe, że brakuje nam magnezu, skoro powinien zadziałać mechanizm wewnętrznej regulacji zapewniający równowagę (wchłanianie jelitowe, resorpcja w nerkach)?

Częściowa odpowiedź jest następująca: w przypadku występowania skurczów magnezu brakuje w mięśniach, co trudno zmierzyć i zazwyczaj nie jest w ogóle brany pod uwagę.

Deficyt magnezu często określa się na podstawie badania krwi, choć tylko 1% magnezu zawartego w naszym organizmie znajduje się we krwi. Około połowy naszego zapasu znajduje się w komórkach, zaś druga połowa w kościach. Zmiany ilości na tych poziomach są bardzo płynne i trudno je interpretować. To samo w przypadku wapnia, którego mniej niż 1% znajduje się we krwi. Dlatego literatura naukowa wskazuje, że diagnostyka zbyt optymistycznie ocenia braki magnezu i wapnia.

Jakby tego było mało, zalecane dawki dzienne są zbyt niskie w porównaniu do optymalnego stanu zdrowia. Wynoszą one około 350 mg dziennie, zaś 70% osób i tak ich nie osiąga3. Piszę „około”, gdyż różnią się one w zależności od wieku, płci, stanu zdrowia, a także w zależności od państwa… Dietetyka nie jest jeszcze nauką ścisłą.

Lekarze i aptekarze nie wahają się przepisywać lub wydawać magnezu w przypadku zmęczenia, apatii, podenerwowania czy stresu. Magnez jest więc jednym z najczęściej stosowanych suplementów diety, wraz z witaminą C. Ale trzeba go przyjmować w łatwo przyswajalnej postaci, gdyż w innym przypadku zostanie od razu wydalony z odchodami (jeśli nie przejdzie bariery jelitowej) lub moczem (przez nerki, jeśli nie zostanie wchłonięty przez kości i komórki organizmu).

Ale magnez występuje w wielu postaciach, które praktycznie mają ze sobą bardzo niewiele wspólnego. Przede wszystkim nie wolno mylić:

  • nieorganicznych soli magnezu (chlorków i tlenków), o bardzo przeczyszczającym działaniu po przekroczeniu pewnego stężenia;
  • organicznych soli magnezu, takich jak cytrynian, mleczan, pidolan i asparginian;
  • nowych soli rozpuszczalnych w tłuszczach, które nie przyśpieszają jego tranzytu (glicerofosforan magnezu);
  • chelatów soli (diglicynian).

Należy wybierać te dwie ostatnie postaci, gdyż są one lepiej przyswajalne.

Jakie produkty spożywcze wybierać?

W dużych ilościach magnez występuje w soczewicy i innych warzywach strączkowych, zielonych warzywach, morelach, bananach, gorzkiej czekoladzie i gryce. W niektórych wodach mineralnych jest bardzo dużo magnezu, ale zwykle jest to siarczan magnezu, o niskiej biodostępności i o działaniu przeczyszczającym – dlatego picie tej wody zaleca się w przypadku zaparć.

Rośliny kontra skurcze

Rośliny lecznicze stosowane na skurcze nazywa się przeciwskurczowymi. Określenie to oznacza, że służą one jako środek przeciw niekontrolowanym skurczom mięśni. Najbardziej znane to krwawnik pospolity, arcydzięgiel, goryczka, pokrzywa, mniszek lekarski, babka, szałwia, waleriana oraz passiflora.

Są to rośliny o działaniu odprężającym, uspokajającym. Można je stosować w postaci naparów lub jako roztwór nalewki albo zewnętrznie – na obszar, w którym występują skurcze.

Sportowcy stosują zapobiegawczo następującą mieszankę olejków aromatycznych, wmasowując w dany mięsień:

  • 1 kropla olejku aromatycznego z lawendy (o działaniu przeciwbólowym i odprężającym mięśnie),
  • 1 kropla olejku aromatycznego z goździków (przeciwskurczowy, rozgrzewa skórę),
  • 1 kropla olejku aromatycznego z liścia laurowego (o działaniu tonizującym dla mięśni i drenującym).

Kładą oni również nacisk na znaczenie rozgrzewki i rozciągania, w trakcie których zwłaszcza mięsień, w którym występują skurcze, jest stopniowo rozciągany. Trzeba przy tym unikać wszelkiej przesady, która mogłaby prowadzić do urazów.

Uwaga: jestem absolutnie świadomy, że być może nie znajdziesz w tym artykule rozwiązania swojego problemu związanego ze skurczami. Powtarzam: choć to zjawisko banalne, to nie w pełni zrozumiałe przez medycynę, a bez wątpienia niewystarczająco zbadane.

Jeśli poodwiedzasz fora internetowe, znajdziesz ogromną ilość mniej lub bardziej wiarygodnych środków i sztuczek. Niektórzy zarzekają się, że kilka kryształów soli pod język przynosi im bardzo szybką poprawę; inni – że to chlorek magnezu (choć słabo przyswajalny) jest najlepszym lekiem na skurcze. Bardzo popularne są także środki homeopatyczne.

Zachęcam do przeprowadzenia Twojego własnego dochodzenia, gdyż z pewnością znajdziesz produkty, które zadziałają właśnie u Ciebie. Ale jak zwykle w przypadku nieco tajemniczych kwestii, związanych z wieloma przyczynami, to na Tobie, a nie na Twoim terapeucie czy lekarzu, spocznie prawdopodobnie odpowiedzialność – i zaszczyt! – znalezienia skutecznego dla Ciebie rozwiązania.

Zdrowia życzę, Jean-Marc Dupuis

Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia

Źródła:

1) Maisonneuve H., Chambe J., Delacour C., at all «Prevalence of cramps in patients over the age of 60 in primary care: a cross sectional study». BMC Fam. Pract., 2016 Aug. 12, 17 (1): 111. PubMed PMID: 27520635.
2) Shiue I. «Urinary arsenic, pesticides, heavy metals, phthalates, polyaromatic hydrocarbons, and polyfluoroalkyl compounds are associated with sleep troubles in adults: USA NHANES, 2005-2006». Environ. Sci. Pollut. Res. Int., 2017 Jan., 24 (3): 3108-3116. PubMed PMID: 27858272.
3) Les besoins en magnésium et les excès. http://www.guide-vitamines.org/mineraux/magnesium/besoins-magnesium-exces.html

Żurawina nie pozostawia bakteriom żadnych szans!

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Szanowny Czytelniku,

w latach 20. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych uznano żurawinę za wiodące lekarstwo na infekcje układu moczowego. Długo sądzono, że jest skuteczna z uwagi na zawarte w niej kwasy.
W rzeczywistości jednak mechanizm działania żurawiny jest dużo bardziej… zabawny!

Żurawina wielkoowocowa (łac. Vaccinium macrocarpon) spokrewniona jest z jagodami i borówkami. Ma małe, czerwone, kwaskowate owoce (jagody). 98% produkcji światowej żurawiny pochodzi z Ameryki Północnej. W USA od wielu lat jest najlepiej sprzedającą się rośliną.

Od jednej tradycji do drugiej

Gdy do Nowego Świata dotarli kolonizatorzy z Europy, szybko poznali pemikan, kulinarny specjał Indian. Pemikan, czyli mieszanina suszonego mięsa, tłuszczu, żurawiny i innych owoców jagodowych, stał się dla kolonizatorów inspiracją kulinarną. W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić Dzień Dziękczynienia bez indyka z sosem żurawinowym!

Kolonizatorzy dostrzegli także, że Indianie wykorzystywali owoce żurawiny do leczenia różnych chorób żołądka, nerek, a także infekcji dróg moczowych. To zastosowanie przejęli lekarze tamtej epoki. Używano więc żurawinę na tego rodzaju infekcje dużo wcześniej niż wynaleziono antybiotyki.

Tym sposobem żurawina weszła do tradycji zachodniej. A od kilkudziesięciu lat przeprowadzane są kolejne badania naukowe, które potwierdzają jej skuteczność i wyjaśniają mechanizm działania.

Zabawa żurawiny z bakteriami

Żurawina rzeczywiście zakwasza mocz, jednak nie ma to nic wspólnego z jej oddziaływaniem na bakterie niepożądane w drogach moczowych. Roślina woli się „bawić” z bakteriami, sprawiając, że te ześlizgują się po błonie śluzowej jak po zjeżdżalni.

Taki efekt prawdopodobnie wynika w głównej mierze z działania konkretnych związków o nazwie proantocyjanidyny (OPC). Są to substancje o właściwościach antyadhezyjnych, które uniemożliwiają bakteriom przyleganie. A jeśli nie ma przylegania, nie ma namnażania!

Dotyczy to Escherichia coli1, czyli bakterii odpowiedzialnej za 75% infekcji układu moczowego. Ma to zastosowanie również w odniesieniu do żołądka i Helicobacter pylori2, uporczywej bakterii odpowiedzialnej za 60–80% wrzodów żołądka!

Warto dodać, że spożywanie żurawiny w przewlekłej chorobie wrzodowej żołądka zwiększa skuteczność antybiotyków standardowo przepisywanych na tę chorobę. Jednak aby roślina zadziałała, trzeba spożywać znaczne ilości.

Dawka ma znaczenie

Sok z żurawiny znakomicie sprawdza się do celów profilaktycznych. Aby zauważyć wystarczające efekty, trzeba spożywać od 80 do 160 ml nierozcieńczonego soku dziennie.

Można także wybrać skoncentrowany ekstrakt suchy. Wówczas minimalna dawka do celów profilaktycznych wynosi 600 mg 2 razy dziennie. Jeśli infekcja się zaczyna lub jeśli masz infekcję przewlekłą, możesz zwiększyć dawkę nawet do 5000 mg dziennie, podzielone na 2 lub 3 części. Bardzo ważne jest, aby każdorazowo popijać ekstrakt dużą szklanką wody.

Infekcje układu moczowego należy traktować bardzo poważnie. Jeśli objawy nie ustępują po 1 dniu lub 2 dniach, powinieneś szybko udać się do lekarza.

Uwaga! Nie stosuj żurawiny, jeśli zażywasz leki przeciwzakrzepowe, ponieważ efekty działania mogą się nasilić.

Za to bez ryzyka mogą ją spożywać nawet kobiety w ciąży i dzieci powyżej 2. roku życia. W przypadku pojawienia się infekcji u małych dzieci nie ograniczaj się nigdy wyłącznie do żurawiny, ale udaj się do specjalisty.

Z poważaniem,
Nicolas Wirth
naturopata

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Źródła

1. Rafsanjany, Senker, Brandt, Dobrindt, Hensel. In Vivo Consumption of Cranberry Exerts ex Vivo Antiadhesive Activity against FimH-Dominated Uropathogenic Escherichia coli: A Combined in Vivo, ex Vivo, and in Vitro Study of an Extract from Vaccinium macrocarpon. J Agric Food Chem. 2015 Oct.
2. Zhang L, Ma J, Pan K, Go VL, Chen J, You WC. Efficacy of cranberry juice on Helicobacter pylori infection: a double-blind, randomized placebo-controlled trial. Helicobacter. 2005 Apr; 10 (2): 139-45. 14; 63 (40): 8804-18. doi : 10.1021/acs. jafc.5b03030. Epub 2015 Sep 29.

Magnezowa kuracja

Magnezowa kuracja Ojca Beno

Coraz więcej osób cierpi na deficyty magnezu. Spowodowane jest to zwykle dietą ubogą w ten pierwiastek. Na szczęście uzupełnienie jego poziomu jest łatwe. Jednym ze sposobów jest kuracja uzupełniająca, zwana też magnezową kuracją Ojca Beno. Podstawową dzienną dawką, stosowaną w tej kuracji jest 100 ml roztworu chlorku magnezu, przyjmowane doustnie. Zalecaną dawką w stanach ostrych jest jej trzykrotność – 300 ml. Ojciec Beno zaleca stosowanie tych dawek przez 3-8, a nawet do 12 miesięcy. Poleca też zastępczo, albo równolegle, metodę przezskórną. Oznacza to moczenie stóp lub nacieranie ciała roztworem. Metoda przezskórna polecana jest głównie osobom ze słabą przyswajalnością z przewodu pokarmowego, lub z nietolerancją magnezu w formie doustnej.

Historia Ojca Beno

Urodzony w Lajeado, Ojciec Joseph Beno Schorr z Zakonu Jezuitów, borykał się w wieku 61 lat z silnymi bólami kręgosłupa. Lekarz postawił diagnozę:  zwapnione wyrostki kręgowe, popularnie nazywane „dziobami papugi”. Medycyna nie znała skutecznych metod leczenia tego schorzenia, możliwe było jedynie stosowanie środków przeciwbólowych. Okazało się jednak , że istnieje inny środek… Oto jak swoją historię opowiedział Ojciec Beno:

Jak wykonać roztwór do kuracji Ojca Beno

Roztwór do kuracji Ojca Beno wykonujemy w następujący sposób. Całą zawartość opakowania – 80 gram chlorku magnezu – wsypujemy do 3 l dzbanka i zalewamy 3 litrami wody przegoto­wanej. Uzyskamy w ten sposób dawkę na cały miesiąc. Można też 1/3 opakowania, to jest około 27 gram, rozpuszczać co 10 dni sukcesywnie, w 1 l litrze. Daje to porcję na 10 dni.

Stosowanie kuracji magnezowej

Magnez ma właściwości przeczyszczające. Należy zatem wypijać dzienną dawkę w małych porcjach, by nie było nadmiernie luźnych stolców czy biegunki. Osoby, u których nie występuje efekt przeczyszczający, mogą wypijać dzienną porcję na jeden raz. Ale „diabeł tkwi w szczegółach”. Diabeł w wypadku magnezu leży w rozcieńczeniu, czyli w przyswajalności. Magnez połykany w tabletkach wytwarza w pewnej partii treści jelitowej duże stężenie. Chlorek magnezu, gdy jest stężony, powoduje garbowanie i niszczenie kosmków jelitowych. W takim wypadku jego przyswajanie staje pod znakiem zapytania. Zdarzają się przypadki, gdy  magnez przyjmowany jest miesiącami, w postaci tabletek, a jednak jego poziom stale jest na najniższym poziomie normy. Czasami ledwie co ją przekracza. Ponadto często osoby przyjmujące, odczuwają dolegliwości brzuszne po połknięciu tabletek.

Osoby, które mają dobre, a nawet znakomite samopoczucie, najczęściej mają magnez blisko górnej granicy normy lub lekko ją przekraczają. Ponadto, należy pamiętać, że równoczesne spożywanie większych ilości fosforu, blokuje nawet na całą dobę, przyswajalność magnezu. Najwięcej fosforu ma Coca-cola i Pepsi, ponadto serki topione.

Przyswajalność u osób zdrowych jest przeważnie do­bra i osoby te nie potrzebują magnezu. Problem niedoboru pojawia się właśnie u osób chorych, czu­jących się słabo, będący w depresjach i cierpiących na nerwice. Osoby takie najczęściej charakteryzują się słabą przyswajalnością, zwłaszcza w formie ta­bletek. Rozcieńczony magnez natomiast przyswaja się znacznie lepiej.

Dlatego najlepiej przyswaja się on w formie proszku rozpuszczonego w wodzie. Jeśli natomiast mamy już magnez w tabletkach, to należy je jak najdokładniej rozdrobnić, a wtedy przyswajalność znacznie się poprawi. Jest jeszcze lepiej, gdy magnez połączymy z pokarmem, na przykład z zupą, lub z sokiem.

Niedobór magnezu i metody jego podawania

Występujące powszechnie błędy żywieniowe oraz wszechogarniający nas stres, powodują, że poziom magnezu w naszych organizmach jest znacznie obniżony. Nasz organizm potrzebuje średnio około 300-350 mg magnezu dziennie. Codzienna dieta, zawierająca m. in. nadmierne ilości wapnia i fosforu, powoduje, że magnez niezbyt dobrze wchłania się z przewodu pokarmowego. Aby ominąć ten problem, można użyć „zręcznego środka”, stosując zewnętrznie chlorek magnezu. Używać go można w postaci roztworu do moczenia stóp oraz pod postacią oliwy magnezowej.

Sól magnezowa (moczenie stóp)

Prostą metodą na uzupełnienie niedoboru magnezu jest moczenie stóp w roztworze 5–15% chlorku magnezu.

Przygotowanie roztworu chlorku magnezu:

Podgrzać 2 – 3 litry wody do ok. 50oC. Wystarczy sprawdzić ręką, czy woda jest gorąca, tak aby nie parzyła. Wodę wlać do miski i rozpuścić w niej 250 g chlorku magnezu. Miska powinna być na tyle wąska, aby roztwór przykrył stopy prawie do kostek. Przed moczeniem, by złuszczyć gromadzący się naskórek, stopy umyć mydłem i wytrzeć ręcznikiem. Moczyć stopy w roztworze chlorku około 10 minut.

Po moczeniu, stóp nie wycierać ręcznikiem! Osuszyć trzymając na brzegach miski lub suszarką. Na lekko wilgotne stopy można już założyć bawełniane skarpetki.

Ważne! Roztworu nie należy wylewać. W następnych dniach można go ponownie podgrzać i użyć.

Moczenie stóp kontynuować 1 – 3 miesiące. Podobny efekt do kąpieli stóp można uzyskać nosząc skarpetki nasączone w tym roztworze, wysuszone i noszone przez cały dzień.

Oliwa magnezowa

Magnez można również stosować zewnętrznie pod postacią oliwy magnezowej. Oliwa magnezowa, jest określeniem lekko mylącym, z uwagi na to, że nie zawiera ona żadnego tłuszczu. Jest to po prostu nasycony roztwór soli magnezowej – chlorku magnezu. Oliwa magnezowa znakomicie nadaje się do nacierania i głębokiego masażu tkanek. Stosować ją można również w postaci gorących okładów. W wielu dolegliwościach, takich jak artretyzm oraz inne formy zesztywnienia i bólu, dobrze jest posmarować nią okolice dotknięte chorobą, a na noc owinąć czymś, utrzymującym ciepło.

Wchłonięty do organizmu magnez odpowiada za uelastycznianie i jędrność naszych tkanek miękkich oraz za odporność i twardość naszych zębów i kości, działa też odmładzająco. Chlorek magnezu jest substancją antyseptyczną oraz wspomagającą naszą odporność. Stosowanie oliwy magnezowej na skórę pach działa jak dezodorant – zero zapachu, a pot wydziela się swobodnie i jest bezwonny. Dodatkowo, gdy chlorek magnezu znajdzie się na skórze wilgotnych okolic pachowych, ulega stopniowemu wchłanianiu, zmniejszając niemal powszechny dziś deficyt magnezu w organizmie.

Ważne! Należy zachować ostrożność w przypadku wrażliwej skóry, ponieważ oliwa magnezowa może przez pewien czas wywoływać uczucie pieczenia. W takim przypadku najlepiej rozcieńczyć ją wodą, do poziomu możliwego do zaakceptowania. W przypadku formy skoncentrowanej, na skórze pozostaje klejąca się warstwa, która po pewnym czasie musi być starta lub zmyta bieżącą wodą. W formie rozcieńczonej, zostaje ona powoli wchłonięta przez skórę.

Waga i rola magnezu, określanego jako pierwiastek życia, jest podkreślana przez wielu lekarzy i naukowców.

Opracował: Jan Pokrywka, Kłodzko 2015

Współpraca

Wspinając się po Drabinie Sukcesu, upewnij się, że opiera się o właściwą ścianę.


Dołącz do mojego zespołu w Aegea.

Kliknij Baner by poznać szczegóły.

Próbowałeś zarabiać w różnych programach partnerskich?

Inwestowałeś w paczki i klikałeś w reklamy?

Kupowałeś pakiety startowe w firmach multilewel marketingu i nic z tego nie wyszło?

Zamiast zarobić, Ty wciąż wydawałeś pieniądze?

Miałem podobne doświadczenia, aż w końcu znalazłem firmę z wyjątkowymi produktami, które przywracają organizmowi równowagę, działającą w systemie rekomendacyjnym, którą bez obaw mogę polecać. Tym bardziej, że temat zdrowia jest dla mnie bardzo ważny. Zachęcam do zapoznania się z produktami Aegea.

Chcesz prowadzić biznes, potrzebujesz tego narzędzia.

W doskonałym zdrowiu do setnych urodzin

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Dlaczego niektóre osoby są sprawne fizycznie nawet w wieku 100 lat, a inne nie mogą podnieść się z fotela czy łóżka jeszcze przed siedemdziesiątką?

Szanowny Czytelniku,

niewielu jest lekarzy, którzy z własnej inicjatywy omawiają z pacjentami sposoby zapobiegania chorobom związanym z wiekiem. Jeszcze mniej z nich proponuje terapie, które mogą spowolnić starzenie się organizmu.

A przecież znamy naturalne sposoby zachowania – i to nawet po osiemdziesiątce:

  • ruchomości stawów i siły mięśni – niezbędnych do codziennej aktywności w domu, na świeżym powietrzu, podczas uprawiania sportu czy podróżowania,
  • pamięci i czujności – tak potrzebnych przy rekreacji ruchowej, aktywności kulturalnej czy nawiązywaniu nowych znajomości,
  • młodego serca i zdrowych tętnic, dzięki którym objawy szybkiego męczenia się, a nawet ryzyko zawału serca zostaną maksymalnie zredukowane,
  • dobrego wzroku i słuchu, dzięki którym można bez najmniejszych kłopotów rozmawiać nawet w hałaśliwym miejscu i dostrzegać, także z oddali, wszystkie szczegóły krajobrazu, nawet te bardzo drobne,
  • jędrnej skóry, również pod pachami,
  • głębokiego snu, wewnętrznego spokoju, poczucia własnej wartości i energii do działania.

Dlaczego lekarze o tym nie mówią?

Głównym powodem jest fakt, że lekarze w naszej części świata nie są w tym zakresie przeszkoleni.

Uczy się ich, jak leczyć choroby, szczepić, wstawiać protezy, przeprowadzać operacje.

Masz złamaną nogę? Zestawiają ją.
Raka? Usuwają go.
Chore serce? Naprawiają je.

Ten rodzaj medycyny jest rzeczywiście skuteczny, szczególnie w nagłych przypadkach i sytuacjach zagrażających życiu. Ale jego ciemną stroną jest to, że nie pomaga pacjentom zachować pełni zdrowia.

I smutne jest to, że gdy się starzejesz, musisz czekać, aż pewne objawy nasilą się, a nawet dojdzie do znaczącego pogorszenia stanu Twojego zdrowia, żeby lekarz w ogóle się Tobą zajął.

Tylko że w tej sytuacji zastosowane przez niego leczenie może okazać się niewystarczające, bo zostało zaordynowane zbyt późno.

Chirurgia i leki chemiczne, choć nieocenione w wielu sytuacjach, zawsze niosą za sobą ryzyko poważnych skutków ubocznych.

Wiele osób czuje się bardziej osłabionych w wyniku leczenia i przeprowadzanych zabiegów medycznych niż z powodu, dla którego poddali się leczeniu.

Ale Ty na szczęście nie musisz podążać tą samą drogą

Pomóż swojemu organizmowi regenerować się całkowicie naturalnie.

Choroby, które najczęściej rozwijają się z wiekiem, takie jak artroza, choroby układu sercowo-naczyniowego, demencja, rak, problemy ze wzrokiem i słuchem, można powstrzymać, a nawet pokonać, tylko dzięki uruchomieniu naturalnych procesów regeneracji Twojego organizmu.

Organizm człowieka nie jest maszyną, która zużywa się w miarę upływu lat.

Czy wiesz, że większość komórek w Twoim ciele ma mniej niż 2 lata?

Komórki w Twoich jelitach odnawiają się co 3 dni. Te w siatkówce oka – co 10 dni. Twoja wątroba, nerki, śledziona i płuca całkowicie odnawiają się co 300–500 dni. Nawet Twój szkielet odnawia się całkowicie co 10 lat.

Starzenie się nie oznacza „zużywania” się Twojego ciała. Jeśli się starzejesz, to tylko dlatego, że istnieją jakieś niedobory lub została zachwiana naturalna równowaga, co hamuje właściwą regenerację Twoich organów.

Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie te niedobory i brak równowagi można korygować.

Właśnie dlatego namawiam Cię, abyś zainwestował w swoje zdrowieTo może być bardzo ważna decyzja dla Twojego dalszego życia.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Co należy jeść by być w formie.

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE 

Mit cukrów wolnych.

Szanowny Czytelniku,

czy najlepsi sportowcy w przeddzień ważnych zawodów lub istotnego meczu nie zjadają pokaźnych porcji makaronu, by w ten sposób zgromadzić zapas „cukrów wolnych” zapewniających maksimum energii?

Rzeczywiście tak robią, choć dziś już wiemy, że to błędne przekonanie.

Najnowsze badania w dziedzinie żywienia wykazały, że spożycie makaronu nie zwiększa naszego poziomu energii ani wydolności.

Tymczasem trenerzy szkoleni w latach 80. i 90. oraz konwencjonalni dietetycy nadal wmawiają nam, że cukry wolno przyswajalne to doskonałe pożywienie dla sportowców.

W przeprowadzonym jakiś czas temu badaniu dowiedziono, że unikanie węglowodanów (zarówno cukrów wolnych, jak i szybkich) przez dziesięć tygodni przed zawodami optymalnie poprawiało wyniki sportowców1.

Również inne badanie, opublikowane w periodyku specjalistycznym Exercise and Sport Sciences Reviews, potwierdziło, że korzystniej jest wystrzegać się cukrów wolnych przed wysiłkiem fizycznym2Czołowi sportowcy zaczynają już więc rezygnować ze zwyczaju opychania się kluskami. To dlatego, że unikanie węglowodanów sprzyja przyzwyczajaniu organizmu do wysiłku.

Przyzwyczajenie do wysiłku to zdolność organizmu do ulegania zmianom wskutek fizycznych wymagań, które mu stawiamy. Na przykład, jeśli ćwiczysz mięśnie, których na co dzień rzadko używasz, będą Cię one bolały. Jeśli jednak powtórzysz te ćwiczenia kilkakrotnie, mięśnie rozwiną się i przestaniesz odczuwać w nich ból.

A zatem, jeśli nie cukry wolno przyswajalne, to co należy jeść, by być w formie?

Jedz białko

Jeden gram białka dostarcza tyle samo energii co jeden gram węglowodanów. Zresztą, węglowodany – w przeciwieństwie do białek – nie są nam niezbędne do przeżycia.

Zaletą białek jest również to, że organizm może posłużyć się nimi jako cegiełkami do budowy mięśni oraz regeneracji narządów, krwi i skóry.

Wyobraźmy sobie duży, 300-gramowy kotlet – solidna porcja mięsa, prawda? Właśnie tyle tkanek każdego dnia odbudowuje Twój organizm.

Częściowo wykorzystuje w tym celu własne komórki, jednak niezbędne jest mu również wysokogatunkowe białko, które musisz dostarczyć w żywności. Tym bardziej, że istnieje aż osiem tak zwanych aminokwasów egzogennych, których Twój organizm nie potrafi samodzielnie wytwarzać.

Niedobór jednego lub kilku z nich wywołuje następujące objawy:

  • zmęczenie,
  • wypadanie włosów, łamliwość paznokci,
  • pogorszenie wzroku,
  • osłabienie więzadeł,
  • osteoporozę,
  • osłabienie układu odpornościowego (nawracające infekcje).

Wysokogatunkowych protein dostarczają między innymi jajka. Dla sportowców przed wysiłkiem najlepszym źródłem białka jest serwatka mleka krowiego. O ile oczywiście ją tolerują, ponieważ na przykład osoby cierpiące na chorobę autoimmunologiczną powinny raczej ograniczać białka pochodzące z nabiału.

Serwatka jest znana od dawien dawna – często spożywana przez ludzi niezamożnych, obecnie jednak coraz bardziej popularna wśród sportowców. Mało kto wie, że właśnie serwatka mleka krowiego jest podstawowym składnikiem koktajli proteinowych sprzedawanych (po astronomicznych cenach) w sklepach dla sportowców! (Serwatka to ten mętny, białawy płyn, który pozostaje na dnie opakowania twarogu po zjedzeniu jego zawartości).

Kulturyści za ciężkie pieniądze kupują w specjalistycznych sklepach tzw. whey. Tymczasem whey to nic innego jak angielska nazwa… serwatki właśnie. I rzeczywiście, bardzo dobrze wpływa ona na rozwój mięśni.

Jest to produkt bogaty w aminokwasy siarkowe (metioninę i cysteinę), aminokwasy o rozgałęzionych łańcuchach (leucynę, izoleucynę i walinę) oraz glutaminę.

Należy się upewnić, że serwatka pochodzi z mleka krowy karmionej trawą i sianem, a nie paszą zbożową. Wybierajmy serwatkę ekologiczną, z hodowli, w których nie stosuje się antybiotyków.

Warto zapamiętać, że białka są doskonałym źródłem energii. Są niezbędne nie tylko do budowy lub zastępowania komórek mięśni, lecz także do zregenerowania się po wysiłku fizycznym.

Przed wysiłkiem należy również dostarczyć organizmowi wartościowych tłuszczów, które także są źródłem energii. Już prawdopodobnie wiesz, tłuszcze są dla Ciebie dobre, zwłaszcza jeśli uprawiasz sport. Najlepsza ich postać to kwasy tłuszczowe omega-3, ponieważ dostarczają energii, która wystarcza na dłużej niż ta pochodząca z cukrów wolnych.

Bogate źródła kwasów omega-3 to orzechy, w tym orzechy pekan, sardynki, dziki łosoś, rośliny o ciemnozielonych liściach, żółtka jajek od kur z wolnego wybiegu, nasiona kabaczka, olej lniany.

Zawierają je także czerwone i czarne porzeczki, jednak najbogatszym źródłem kwasów omega-3 jest peruwiański olej sacha inchi, który w jednej łyżce zawiera ich aż 7 gramów.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Źródła:

1. Hansen, Anne K., et al, “Skeletal muscle adaptation: training twice every second day vs. training once daily” Journal of Applied Physiology January 2005; 98 (1): 93-99.

2. Hawley, J., Burke, L., “Carbohydrate Availability and Training Adaptation: Effects on Cell Metabolism” Exercise and Sport Sciences Reviews 2010; http://journals.lww.com/acsm-essr/Citation/2010
/10000/Carbohydrate_Availability
_and_Training_Adaptation.1.aspx

Na początku każdej choroby jest psychika

Motto współczesnego hipochondryka powinno brzmieć następująco: „Nie ma ludzi zdrowych. Są tylko źle zdiagnozowani”. Aktualna re-definicja hipochondrii powinna jeszcze zawierać informację, że jest to choroba zakaźna, która najłatwiej przenosi się poprzez kontakt z internetem.

Po pierwsze, definicja zdrowia przyjęta przez Światową Organizację Zdrowia mówi, że zdrowie to nie tylko brak choroby, ale przede wszystkim „poczucie fizycznego i psychicznego dobrostanu”, a o to znacznie trudniej niż o nieobecność dolegliwych objawów zapalenia zatok czy dyskopatii.

Po drugie, aktualne założenia rozwoju medycyny jako nauki są z grubsza takie, że większość naszych problemów zdrowotnych ma podłoże w biologii. W tym nowym rozumieniu chorobą, zespołem lub syndromem wymagającym leczenia jest więc nie tylko banalne przeziębienie czy znacznie poważniejsza „wieńcówka”, ale również to, co dotąd nie wchodziło w zakres zainteresowań medycyny. Na przykład zahamowania albo fobie.

Opisy symptomów tych nowych chorób, zespołów i syndromów krążą zaś po internecie, gdzie całe społeczności zawzięcie dyskutują na przykład o ignorowanych przez oficjalną medycynę objawach boreliozy. Boli kogoś głowa, no to wklepuje w przeglądarkę „bóle głowy, przyczyny” i za chwilę już wie, że to może być: glejak, tętniak, SM, udar, wylew, ale też toksoplazmoza lub – naturalnie – borelioza.

W tej sytuacji hipochondryk, czyli – jak stanowi aktualna definicja encyklopedyczna – człowiek, który przesadnie koncentruje się na swoim zdrowiu, dopatruje u siebie symptomów różnych groźnych schorzeń, a potem usiłuje przekonać kolejnych lekarzy, jak bardzo jest chory, ma teraz wyjątkowo sprzyjające warunki do kreatywnej autodiagnostyki. Epidemii hipochondrii sprzyja też – paradoksalnie – wzrost przeciętnego poziomu świadomości na temat zagrożeń zdrowotnych płynących ze środowiska. No bo jak się tu nie rozchorować, skoro z każdej półki w spożywczym czyha na hipochondryka zabójczy cholesterol, mordercza sól i trująca glukoza, na polach rośnie – na jego zgubę – roślinność modyfikowana genetycznie a do wody dodawana jest szkodliwa „chemia”, o kleszczach roznoszących boreliozę po trawnikach, to już nawet nie wspominając. Ba, osobisty kot może być nosicielem groźnej dla życia toksoplazmozy!

Toteż obok hipochondryków „prawdziwych”, czyli ludzi cierpiących na poważne zaburzenie nerwicowe, polegające na przesadnej obawie o zdrowie (stanowiących mniej więcej 2-4 procent populacji), rośnie też liczba chorych z urojenia produkowanych przez media. Bo to zwykle właśnie one podają doniesienia ze świata medycyny w tonie sensacji.

Tymczasem już wiadomo, że na początku każdej choroby jest nasza psychika. Za każdym zachorowaniem kryje się osłabienie naturalnego układu odporności. Ten zaś okazuje się wyjątkowo wrażliwy na negatywne bodźce ze strony układu nerwowego. Najlepszym przykładem tego sprzężenia jest zespół stresu pourazowego, kiedy dramatyczne doświadczenie natury psychicznej może w następstwie sprowokować szereg poważnych zaburzeń fizjologicznych. Podręcznikowym przykładem działania tej zasady jest także „syndrom trzeciego roku”, kiedy to większość studentów medycyny odkrywa u siebie objawy tych wszystkich chorób, o których istnieniu dowiaduje się z podręczników diagnostyki.

Nie trzeba zresztą studiować na AM. Wystarczy zajrzeć do „Podręcznika hipochondryka” (2009) autorstwa brytyjskiego dziennikarza Johna Naisha. Zebrane tam relacje prasowe dotyczące najnowszych odkryć w dziedzinie medycyny, z każdego relatywnie zdrowego czytelnika są w stanie uczynić chorego z urojenia. O ile wcześniej nie umrze on z przerażenia czytając, jak to romantyczna kolacja przy świecach może się skończyć śmiertelnym zatruciem ołowiem. Lekturę może też zakłócić letalny atak śmiechu. Bo trudno zachować powagę dowiadując się o takich jednostkach chorobowych, jak udar telefoniczny, demencja szczękowa lub nerwica roszczeniowa!

Tymczasem nie ma się z czego śmiać, bo hipochondria to całkiem poważny problem medyczny. Chorzy z urojenia odczuwają bolesne symptomy w sposób fizyczny. I cierpią naprawdę. Zamiast odsyłania z kwitkiem wśród ironicznych komentarzy, powinni więc otrzymać sensowną pomoc psychologiczną.

Czytelnicy codziennej prasy, regularnie zarażający się z gazety kolejnymi mutacjami boreliozy, powinni zaś wziąć pod rozwagę, że zgodnie z ustaleniami Johna Naisha strach przed chorobą zabija częściej, niż sama choroba.

Według oficjalnych statystyk medycznych hipochondrycy żyją krócej!

Artykuł pochodzi z Deon.pl / Marian Polak

Drażetki m&m’s, kolor którego lepiej się wystrzegać

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Szanowny Czytelniku,

koncepcja m&m’sów jest prosta:

Orzeszki w czekoladzie powleczone otoczką cukrową na podobieństwo drażetek po to, aby nie roztapiały się w rękach („Rozpływają się w ustach, a nie w dłoni”).

To z pewnością kaloryczny produkt, ale efektywnie podnosił on morale amerykańskich żołnierzy podczas II wojny światowej.

Dziś m&m’sy to 400 milionów słodyczy produkowanych każdego dnia1, doskonała machina marketingowa (z wykorzystaniem maskotek stworzonych w 1973 roku) i wielopiętrowe sklepy w Nowym Jorku, Las Vegas, Orlando, Londynie i Szanghaju…

M&M’sy osiągnęły sukces dzięki marketingowi skupionemu na kolorze drażetek

Sztuczne barwniki

W samym użyciu barwników nie ma nic skandalicznego. W starożytnym Rzymie mędrcy powiadali: „Jemy oczami w takim samym stopniu co ustami”. Czyż to nie prawdziwa przyjemność patrzeć na żółte curry, puree z marchewki, kosz pełen ciemnych jagód, sos malinowy…

Jednak, aby uzyskać całe spektrum psychodelicznych kolorów, producenci m&m’sów postawili w pełni na sztuczne barwniki.

Od 1976 roku organizacje konsumenckie alarmują opinię publiczną, sporządzają petycje i próbują wywrzeć nacisk na producenta, Mars Inc., aby zaczął korzystać z naturalnych barwników.

W ostatnich latach coś powoli drgnęło… ale zmiany w dużej mierze zależą od kraju. Firma produkująca m&m’sy nie używa tych samych składników w każdym z państw. Na przykład w Stanach Zjednoczonych wykorzystywane barwniki są bardzo szkodliwe, podczas gdy w Europie nieco dostosowano ich paletę.

Przyjrzyjmy się im zatem bliżej.

Czerwony: zakazany już w latach siedemdziesiątych

Firma Mars Inc. już w 1976 roku w wyniku nałożonego zakazu wycofała kolor czerwony.

I nie bez powodu… czerwony barwnik amarant E123 jest klasyfikowany jako „prawdopodobnie lub zdecydowanie” rakotwórczy przez ARTAC (z fr. Stowarzyszenie na rzecz Terapeutycznych Badań Przeciwnowotworowych)2.

Ale w 1986 roku przywrócono czerwone draże z użyciem innego sztucznego barwnika: czerwieni allura E129.

Z tym barwnikiem nie ma żartów. U myszy prowadzi on do raka pęcherza moczowego3. Przyczynia się on także do nadpobudliwości u predysponowanych do niej dzieci4.

We Francji i w Polsce czerwone m&m’sy uzyskuje się z użyciem naturalnego barwnika – kwasu karminowego E120, znanego również jako koszenila5. Otrzymuje się go z małych czerwonych owadów, czerwców kaktusowych, żerujących na kaktusach w Meksyku. (Ich czerwone ubarwienie ma za zadanie chronić je przed drapieżnikami)6.

Owady wykorzystuje się do produkcji barwnika E120, który można znaleźć w wielu produktach przemysłowych: w parówkach7, kiełbasie merguez, taramosalacie (paście z ikry), truskawkowych słodyczach Tagada, napojach Oasis, gruszkach w winie, skórce sera do raclette czy napojach alkoholowych itd. (trudno się przed E120 uchronić…).

Francja jest największym konsumentem kwasu karminowego E120 na świecie. U niektórych ludzi wywołuje on reakcje alergiczne, takie jak astma czy wysypka8.

Niebieski: najgorszy ze wszystkich

Jeśli chodzi o niebieski, istnieją dwa mieszane barwniki sztuczne:

Indygotyna (E132) i błękit brylantowy FCF (E133).

Indygotyna E132 to barwnik bazujący na ropie naftowej. Przyczynia się on do rozwoju anormalnych komórek, a dokładniej: guzów mózgu u szczurów. Z kolei u dzieci powoduje nadpobudliwość.

Spożywanie błękitu brylantowego FCF (E133) wywołuje nowotwory złośliwe u szczurów. Należy mieć się na baczności z tym kolorem, jeśli jest się wrażliwym na aspirynę. E133 powoduje reakcje alergiczne i podejrzewa się, że – podobnie jak inne barwniki – powoduje on nadpobudliwość u dzieci predysponowanych9.

We Francji i w Polsce wykorzystuje się tylko jeden niebieski barwnik – błękit brylantowy FCF5 E133, który jest bardzo szkodliwy dla zdrowia!

Jest to – moim zdaniem – kolor, którego należy unikać za wszelką cenę!

Żółty: rozwiązanie jest dość proste

Barwnik stosowany w żółtych m&m’sach to żółcień pomarańczowa E110. Jest to, moim zdaniem, najgorszy ze wszystkich barwników.

E110 wiąże się z:

  • nowotworami (guzami nerek),
  • nadpobudliwością,
  • uszkodzeniami chromosomów,
  • biegunką,
  • nudnościami i wymiotami,
  • bólami brzucha,
  • reakcjami alergicznymi,
  • zapaleniami błony śluzowej nosa (katarem),
  • pokrzywką (swędzące płaty na skórze),
  • migrenami,
  • obrzękami skóry.

Odradza się podawanie go dzieciom10.

W Norwegii i Finlandii E110 jest zakazany, a we Francji, jak również i w Polsce na szczęście został on zastąpiony przez E100, czyli kurkuminę (tak po prostu!).

Jakie kolory nam pozostały?

W opakowaniu zwykłym m&m’sów można też znaleźć drażetki w kolorze zielonym, brązowym i pomarańczowym.

A jednak lista składników nie wspomina o tych kolorach.

Dr Frank Walmsley z Uniwersytetu Trinity w Teksasie zauważa: „Jak to możliwe, że w paczce są zielone m&m’sy, choć w składnikach nie znajdziemy zielonego barwnika?”.

Jeśli przypomnisz sobie lekcje fizyki (i plastyki), trzy podstawowe kolory to czerwony (magenta), niebieski (cyjan) i żółty (synteza subtraktywna).

Mieszając je, można uzyskać wszystkie kolory tęczy.

  • zielony = niebieski + żółty,
  • pomarańczowy = czerwony + żółty,
  • brązowy = niebieski + żółty + dużo czerwonego.

Zatem – wszystkie inne kolory m&m’sów to mieszanki szkodliwych barwników syntetycznych, których należy unikać.

Mimo że m&m’sy zawierają olej palmowy, znajdujący się w nich beta-karoten pochodzi z palmy o dojrzałych pomarańczowych owocach. Barwnik ten jest zatem nieszkodliwy, o ile nie bierze się pod uwagę zagrożenia dla środowiska wynikającego z eksploatacji palm olejowych.

Źródło: wrm.org.uy 

β-Apo-8′-karotenal prawdopodobnie pochodzi od szpinaku11.

Śmiertelny w skutkach składnik m&m’sów

Aby warstwa koloru na zewnątrz drażetki lepiej się utrzymywała, biała cukrowa powłoczka we francuskich w polskich m&m’sach zawiera biały pigment, dwutlenek tytanu E171.

Od dawna wiadomo, że E171 jest najprawdopodobniej rakotwórczy dla ludzi.

Jednak w ostatnich latach zaczęto wykorzystywać dwutlenek tytanu w nanocząsteczkach niewidocznych gołym okiem – cóż za świństwo! Można go znaleźć nie tylko w m&m’sach, ale także w gumach do żucia, pastach do zębów i filtrach przeciwsłonecznych.

Te mikroskopijne nanocząstki pokonują wszystkie filtry i bariery ludzkiego ciała: płuca, wątrobę, skórę… Docierają wszędzie, w tym do mózgu12.

Nanocząstki mogą złamać helisy DNA13, przyczyniając się do obumierania komórek i powodując zapalenie płuc, jamy ustnej i jelit14.

Według niektórych badań stosowanie filtrów przeciwsłonecznych zawierających dwutlenek tytanu na oparzenia słoneczne przyspiesza starzenie skóry i przyczynia się do pojawienia się raka skóry.

Mimo tego, odpowiedzailni za zdrowie publiczne we Francji utrzymują, że nanocząsteczki dwutlenku tytanu są bezpieczne.

Aby dać pełne wyobrażenie sytuacji, wspomnę, że niektóre osoby odzyskują dwutlenek tytanu z m&m’sów15 i wykorzystują go do produkcji… paneli słonecznych16!

Mówię całkiem poważne…
… i moim zdaniem nie wróży to nic dobrego.

Czy zagrożenie jest realne?

Ilość barwnika w każdej drażetce pozostaje bardzo mała.

Maksymalna zalecana dzienna dawka każdego barwnika wynosi około 5 mg na kilogram, czyli 350 mg dla osoby dorosłej ważącej 70 kg.

Problem polega na tym, że barwniki są absolutnie wszędzie, a zwłaszcza tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy: w chlebie, wędzonych rybach, wędlinach, korniszonach, skórce serów, owocach w syropie.

Zatem dawki się kumulują. Trzeba przyznać, że naukowcy są przytłoczeni złożonością efektów takich „mieszanek”. Dlatego z czystej ostrożności najlepiej jest unikać dodatków.

Zawsze ta sama historia

Zagrożenia żywieniowe i sanitarne takie jak dwutlenek tytanu naukowcy odkrywają dosłownie każdego dnia.

Musi minąć wiele lat, zanim opinia publiczna zostanie o tym poinformowana. Aby media podały tego typu informacje do powszechnej wiadomości, zwykle potrzeba, aby najpierw jakaś znana osoba zainteresowała się tematem.

System ten sprawia, że ​​uciekają cenne lata.

Z poważaniem,
Eric Müller

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Źródła

1) How many „M&M’s”® are consumed and produced each day? https://la.utexas.edu/users/jmciver/350K/NOTES/
M&Ms_FAQ.pdf

2) Additifs alimentaires, E123. http://www.additifs-alimentaires.net/E123.php

3) E129. http://www.ivyroses.com/Define/E129

4) E129: Allura Red. http://www.food-info.net/uk/e/e129.htm

5) M&Ms Peanut – Mars Chocolat France – 330 g. https://fr.openfoodfacts.org/produit/5000159452595/m-ms-
peanut-mars-chocolat-france

6) Il y a un bug dans vos blinis au tarama. http://www.acheterbio.net/2014/04/il-y-bug-vos-
blinis-au-tarama/

7) E120 – Acide carminique.
https://fr.openfoodfacts.org/additif/e120-acide-carminique

8) A.I. Tabar et al., Asthma and allergy due to carmine dye; PMID 13679965; An Sist Sanit Navar. 2003;26 Suppl 2:65–73.

9) Additifs alimentaires, E133. http://www.additifs-alimentaires.net/E133.php

10) E110, Sunset Yellow, FCF Orange Yellow S, FD&C Yellow 6. http://www.ukfoodguide.net/e110.htm

11) Wikipedia, Apocaroténal. https://fr.wikipedia.org/wiki/Apocarot%C3%A9nal

12) Amélie Padioleau, E171: ce poison ne se cache pas que dans les bonbons…, Alternatif Bien-Être, N°109, octobre 2015, SNI Editions.

13) Schiestl R.H., Trouiller B., Reliene R., Westbrook A., Solaimani P., Titanium Dioxide Nanoparticles Induce DNA Damage and Genetic Instability In vivo in Mice, Cancer Res November 15, 2009 69:8784-8789; Published OnlineFirst November 3, 2009.

14) Hussain, Salik, et al. «Research Carbon black and titanium dioxide nanoparticles elicit distinct apoptotic pathways in bronchial epithelial cells.» (2010).

15) How do you get the Titanium Dioxide Out of M and M’s? http://www.answers.com/Q/How_do_you_get_the_
Titanium_Dioxide_Out_of_M_and_M’s

16) Vidéo : Make a Solar Cell – TiO2/Raspberry based. https://www.youtube.com/watch?v=WHTbw5jy6qU

Możesz cofnąć zegar biologiczny

Codziennie milionom ludzi podaje się leki, które mają niebezpieczne skutki uboczne, podczas gdy istnieją naturalne sposoby na wiele powszechnych dolegliwości, bez leków lub przy ich minimalnym wykorzystaniu.
Zacznij młodnieć już teraz!
Jeśli nie jesteś osobą niepełnosprawną, możesz natychmiast cofnąć zegar biologiczny w sposób całkowicie naturalny, poprzez zwiększenie aktywności fizycznej. Niewątpliwie sprzyja ona zachowaniu organizmu w dobrej formie i zahamowaniu procesu starzenia.
Nawet jeśli na razie prowadzisz siedzący tryb życia, możesz odzyskać swoją formę z czasów młodości. A także radość życia, witalność i dobre samopoczucie, które się z nią wiążą.
Jednak musisz wiedzieć, że niektóre ćwiczenia są niewskazane, a nawet szkodliwe dla osób w średnim wieku. Nieprawidłowo wykonywane mogą spowodować nieodwracalne szkody. Warto więc wiedzieć, z jakich ćwiczeń zrezygnować, a które są bezpieczne, zdrowe i korzystne.
Błędy żywieniowe których należy unikać
Aktywność fizyczna to jeden z krytycznych obszarów, w których łatwo o poważne błędy – takie, które mogą zaszkodzić Twojemu organizmowi, odbierając Ci miesiące, a nawet lata życia w dobrym zdrowiu.
Kolejnym takim obszarem jest odżywianie.
Wielu z nas popełnia niebezpieczny błąd, jedząc zbyt wiele podczas jednego posiłku. Czy Ty również?
Kolejny zły nawyk żywieniowy powoduje, że składniki odżywcze nie docierają do tkanek, które wymagają odnowy lub naprawy. Przez to Twoje tkanki – a więc i Twój organizm – starzeją się zbyt szybko.
Jednym z najbardziej poważnych skutków nieprawidłowego żywienia, który pojawia się w wieku średnim i niewątpliwie skraca długość życia, jest cukrzyca.
Jeśli ktoś z Twoich krewnych cierpi na tę chorobę, Twoje ryzyko zachorowania rośnie. Jeśli masz nadwagę, Twoja podatność też się zwiększa.
Ale niezależnie od skłonności, cukrzyca po 50. roku życia zawsze jest poważnym niebezpieczeństwem. Warto wiedzieć, jaką dietę stosować, aby przeciwdziałać zachorowaniu.
A jeśli już masz stwierdzoną tę chorobę, jak można wyleczyć ją dietą (tak, badania naukowe pokazały już, że to możliwe!).
Jak pozbyć się uzależnienia od cukru?
Cukier jest ściśle powiązany zarówno z cukrzycą, jak i innymi problemami zdrowotnymi. W rzeczywistości wiele osób jest od niego uzależnionych. Jeśli i Ty na to cierpisz, mało prawdopodobne, żebyś wytrzymał więcej niż 2–3 dni bez słodyczy.
Na szczęście są sposoby, aby pozbyć się tego uzależnienia.
Najlepiej jest zacząć dzień posiłkiem zrównoważonym, w skład którego wchodzi produkt mleczny, owoc i napój – to porady zaczerpnięte wprost z oficjalnych zaleceń żywieniowych.
Na pozór śniadanie złożone z kanapki z masłem i dżemem, soku pomarańczowego i szklanki mleka wydaje się więc dobrym rozwiązaniem. 
To jednak bomba cukru!
Większość ludzi nie jest świadoma, że cukier jest dodawany do wielu pokarmów, po które sięgają na co dzień, myśląc, że odżywiają się zdrowo.
Nie wierz w oficjalne 
zalecenia żywieniowe. 
Są przestarzałe i błędne!
Wmawia nam się ponadto, że mleko jest dobre dla kości, chociaż nie ma najmniejszego dowodu na to, żeby wpływało na twardość kości albo chroniło przed złamaniami. Nowe badania przeprowadzone na Harvardzie pokazują, że jest wręcz przeciwnie (to już kolejne informacje naukowe, które to stwierdzają).
Kolejnym zalecanym błędem jest spożywanie niskokalorycznych produktów light, z których usunięto tłuszcz, ale w zamian za to, dla poprawy smaku, dodano substancje szkodliwe dla zdrowia jak syrop glukozowo-fruktozowy, cukier lub sztuczne słodziki, takie jak aspartam.

Podobnych zaleceń na co dzień słyszę dziesiątki i jeśli się do nich stosujesz, to nieświadomie szkodzisz swojemu zdrowiu.
A gdy już wyeliminuję te błędy, to co?
Po wyeliminowaniu błędów żywieniowych i tych dotyczących aktywności fizycznej, jest jeszcze jedna istotna rzecz – uważność.
Powinieneś uważać na siebie.
Nie chodzi jednak o to, żeby z osoby beztroskiej stać się hipochondrykiem. Moim celem jest, żebyś był beztroski, cieszący się doskonałym zdrowiem i to jeszcze długo po swoich 100. urodzinach.
Zapobieganie nie wymaga bowiem ciągłego martwienia się o swoje zdrowie – tylko wiedzy i odrobiny uwagi poświęconej własnemu organizmowi w odpowiednim czasie.
Warto więc wiedzieć, jakie są rzeczywiste sygnały ostrzegawcze i co należy od czasu do czasu kontrolować, a także, w jaki sposób.
Pomoc w dokonywaniu właściwych wyborów
Dożycie w dobrym zdrowiu setnych urodzin jest bardzo realne. Nawet jeśli Twoi rodzice zmarli młodo… Nawet jeśli jesteś w grupie ryzyka wielu chorób przewlekłych… Nadal masz ogromną szansę, że podobnie jak inni będziesz żyć ponad 100 lat.
Ale musisz wiedzieć, na co jesteś podatny… i jakich konkretnie błędów powinieneś unikać.
Wbrew pozorom uzyskanie takich informacji nie jest tak łatwe, jakby się wydawało. Bo trzeba oddzielić ziarno od plew. Prawdziwą wiedzę naukową i rzeczywiście przełomowe odkrycia od pseudomedycznego bełkotu marketingowego. Zdrowie stało się obecnie modnym tematem, którym zajmuje się niemal każdy. Już nie tylko ekspert, ale też stażyści w redakcjach różnych pism czy bloggerzy. Jesteśmy zasypywani setkami mniej lub bardziej rozsądnych porad, jak uniknąć zachorowań i jak się leczyć.
Część ich jest całkowicie wyssana z palca. Część to powtarzanie nieprawdziwych mitów medycznych. Ogromna część to kryptoreklama leków i suplementów produkowanych przez firmy farmaceutyczne.
W tym całym chaosie informacyjnym bardzo trudno jest zorientować się, co jest prawdą, a co mrzonką.
Dlaczego lekarze o tym nie mówią?
Głównym powodem jest fakt, że lekarze w naszej części świata nie są w tym zakresie przeszkoleni.
Uczy się ich, jak leczyć choroby, szczepić, wstawiać protezy, przeprowadzać operacje.
Masz złamaną nogę? Zestawiają ją.
Raka? Usuwają go.
Chore serce? Naprawiają je.
Ten rodzaj medycyny jest rzeczywiście skuteczny, szczególnie w nagłych przypadkach i sytuacjach zagrażających życiu. Ale jego ciemną stroną jest to, że nie pomaga pacjentom zachować pełni zdrowia.
I smutne jest to, że gdy się starzejesz, musisz czekać, aż pewne objawy nasilą się, a nawet dojdzie do znaczącego pogorszenia stanu Twojego zdrowia, żeby lekarz w ogóle się Tobą zajął.
Tylko że w tej sytuacji zastosowane przez niego leczenie może okazać się niewystarczające, bo zostało zaordynowane zbyt późno.
Chirurgia i leki chemiczne, choć nieocenione w wielu sytuacjach, zawsze niosą za sobą ryzyko poważnych skutków ubocznych.
Wiele osób czuje się bardziej osłabionych w wyniku leczenia i przeprowadzanych zabiegów medycznych niż z powodu, dla którego poddali się leczeniu.
Na szczęście nie musisz podążać tą drogą.