DMSO – odkrycie stulecia

Odkrycie stulecia!

DMSO (dimetylosulfotlenek) to bezwonny płyn, który jest naturalnym produktem pozyskiwanym z drewna. W licznych badaniach naukowych wykazał ON dużą ilość leczniczych zastosowań i dobroczynnych oddziaływań na ludzki i zwierzęcy organizm. Może wchłaniać się przez skórę, być spożywany jako rozcieńczona mieszanka do picia, podawany w formie zastrzyków lub infuzji. Z powodu jego szczególnej zdolności do wnikania w skórę bez uszkadzania jej, chętnie używany jest w maściach, żelach, plastrach i tynkturach.

To naturalny środek leczniczy, który nadaje się do leczenia chorób poważnych i wywołujących silne bóle oraz do łagodzenia dolegliwości, które dopadają nas codziennie. Z powodu braku jakichkolwiek skutków ubocznych, z powodzeniem może być stosowany przez całą rodzinę, Jest środkiem tanim i łatwo dostępnym.

DMSO hamuje stany zapalne, działa bakteriobójczo, zwalcza grzyby i wirusy, wiąże uszkadzające komórki wolne rodniki, wspomaga system immunologiczny i powoduje szybkie gojenie ran, nawet obrażeń spowodowanych promieniowaniem rentgenowskim czy mrozem.

Udowodniono lecznicze działanie DMSO w schorzeniach takich jak: artretyzm, uszkodzenia kręgosłupa, choroby psychiczne, zespół Downa, siniaki, stłuczenia, zwichnięcia, nowotwory w tym włókniaki czy guzy mózgu. Jest pomocny przy chorobach neurodegeneracyjnych takich jak demencje, Parkinson czy SM. Od dawna jest stosowany przez wojskowych i sportowców przy różnego rodzaju kontuzjach. Teraz jest dostępny dla każdego.

Poniżej przedstawiam artykuł znaleziony w necie, którego autorem jest Leszek Korolkiewicz.

Czy istnieje lek na (prawie) wszystko?
Ok, przepraszam – nie lek, bo jako taki nie ostałby się w świecie farmacji… Stąd ten znak zapytania w tytule 🙂
Prosty i tani związek chemiczny. Opisywany zwłaszcza w mediach i podręcznikach niezależnych. Ale o skuteczności podbudowanej tysiącami prac naukowych.
Charakterystyczne jest jak lakonicznie wypowiada się na ten temat wikipedia, tylko krótko wzmiankując o leczeniu:

DMSO – z ang. dimethyl sulfoxide, (CH3)2SO –organiczny związek chemiczny z grupy sulfotlenków. Stosowany jest jako odczynnik analityczny i chemiczny oraz jako rozpuszczalnik, m.in. w spektroskopii i chromatografii. Ma ponadto zastosowanie jako lek ze względu na właściwości przeciwzapalne.
By poznać dokładniej ten środek dalej polecę parę książek, ale tutaj – „na szybko” zestawię wstępne informacje z paru źródeł, które dają dobre wyobrażenie o co chodzi. Jestem pod wrażeniem zakresu i prostoty zastosowań.

Najpierw informacja wprowadzająca od Łukasza Kinga z jego Biuletynu Zdrowia – jako zapowiedź szerszego (56 stron) opracowania które ukazało się w numerze 32, Grudzień 2016. Nie wypada mi cytować z owego numeru, bo jest płatny, zatem tylko poniższa wcześniejsza „zajawka” treści od autora.
„DMSO to skrót od organicznego związku chemicznego o nazwie dimetylosulfotlenek — jednego z najbardziej niezwykłych środków, jaki kiedykolwiek powstał ze świata medycyny konwencjonalnej i przeszedł do świata medycyny komplementarnej. Fakt, że DMSO ma zastosowanie w przypadku roślin, zwierząt i ludzi, doprowadził do ponad 20 000 artykułów [docelowo wspomnianych jest 50 000] opublikowanych w pismach naukowych na całym świecie, licząc od r. 1964, kiedy to doktor Stanley W. Jacob i chemik Robert J. Hershler odkryli jego medyczne zastosowanie. Badacze ci pierwsi udowodnili kliniczne zastosowanie DMSO. Pierwszą odkrytą właściwością była zdolność DMSO do penetracji skóry bez jej uszkadzania. Kilka kropel wsmarowanych w skórę w ciągu kilku minut powodowało czosnkowy posmak na języku, wskazując na natychmiastowe przezskórne przenikanie do krążenia. Później razem ze współpracownikami Jacob opisał inne działania DMSO: przeciwzapalne, przeciwbólowe, rozszerzające naczynia krwionośne, przyspieszające gojenie ran i stłuczeń, przeciwdrobnoustrojowe i wiele innych.
DMSO kupuje się w postaci bezbarwnego płynu, pozyskiwanego z miazgi drzewnej. Jego medyczne zastosowanie było i nadal jest ukrywane, a przez to na ogół po prostu nieznane, tak lekarzom, jak pacjentom. Dla osób, które odkryły istnienie DMSO i jego możliwości, jest to uniwersalny środek leczniczy. Wśród jego użytkowników są zarówno przedstawiciele medycyny komplementarnej, jak konwencjonalnej, ci drudzy jednak się do tego nie przyznają, z uzasadnionych zresztą powodów.

Co robi DMSO? Przede wszystkim jest znakomitym środkiem, który przeciwdziała przewlekłemu zapaleniu. Ta właściwość oraz pozostałe sprawiają, że w bardzo krótkim czasie uśmierza ból mięśni czy stawów spowodowany ich przewlekłym zapaleniem. Ponadto oficjalnie uznano DMSO w leczeniu zapalenia pęcherza moczowego. Do tego chroni zdrowe komórki przed rakiem, również u osób chorych już na raka, którzy stosują chemię. Ba, DMSO było na dobrej drodze, by stać się jednym z podstawowych środków do leczenia raka, ale w Stanach FDA skutecznie tę drogę utrudniło. Historię DMSO i postępowanie FDA w jego sprawie zostawię jednak na kiedy indziej. Dam tu wzmiankę, że jednym z problemów, jakie pracownicy FDA mieli, było to, że trudno ten środek jakkolwiek zakwalifikować… bo ma zbyt dużo korzystnych biologicznie i farmakologicznie właściwości 🙂
I pomimo istnienia ogromnej liczby dowodów, problem stanowi również pytanie: „Ale jak jedna mała, prosta cząsteczka wpływa korzystnie na tak wiele stanów chorobowych?”. Innymi słowo, brakowało dokładnego wytłumaczenia mechanizmów działania.

Powiedzieć, że moje doświadczenia z DMSO są pozytywne, to powiedzieć zbyt mało. Bardziej pasuje słowo „niezwykłe”, zwłaszcza jeśli pomyślę o tacie. Mój tata od prawie 20 lat żyje z bólem w stawie barkowym. Bez wdawania się w szczegóły tej dolegliwości, tata dostawał różne leki w postaci tabletek i zastrzyków bezpośrednio do barku. Nic nie pomagało. Z każdym podniesieniem ręki do góry tata odczuwał ból. Im większy wysiłek, tym większy ból.
Tata pracuje fizycznie, więc można sobie wyobrazić, jak bardzo to musiało utrudniać życie. Pewnego dnia, po moim odkryciu DMSO, zrobiłem tacie roztwór siedemdziesięcioprocentowy, czyli połączyłem DMSO z wodą destylowaną. Gazikami do dezynfekcji skóry oczyściłem tacie cały bark, bo tak trzeba zrobić, i przy pomocy suchych wacików wtarłem trochę roztworu. Robiłem tak w piątek, sobotę i niedzielę. W poniedziałek tata szedł do pracy. Poraz pierwszy od 20 lat tata pracował prawie bez bólu w stawie barkowym, co było dla niego czymś nie do pomyślenia. Jak tyle czasu żyje się z bólem, to kiedy ból nagle odchodzi, człowiek czuje się jakby zamienił się z kimś na ciało, i to o połowę młodsze. Można sobie wyobrazić jego radość z powodu odzyskanej swobody ruchu i znacznego zmniejszenia bólu.

Ale doświadczenie mojego taty z DMSO nie jest niczym niezwykłym, tak prawdę mówiąc. W świecie sportowców, nie wykluczając kadry olimpijskiej, bez DMSO wielu trenerów i ich zawodników nie wyobraża sobie życia. Urazy w sporcie — czyli uszkodzenia tkanek wskutek uderzenia, nacięcia, upadku itd. leczy się przy pomocy DMSO już od 50 lat. Na przykład maratończycy wsmarowują DMSO w nogi przed i po zawodach.
… Jeśli o mnie chodzi, to używanie DMSO jest krokiem dodatkowym do przeciwdziałania przewlekłemu zapaleniu (i nie tylko zapaleniu).
Ale w przypadku wielu osób, na przykład mojego taty, po DMSO sięga się codziennie. Wszystko zależy od potrzeb i tego, czy w danej dolegliwości DMSO potrafi pomóc. …”

A oto wspomniane książki.

www.czarymary.pl/p_900973_dmso_n… – autorstwa doktora Hartmuta P.A. Fischera.
Oprócz szeregu cennych informacji brakuje w niej jednak odnośnika do polskich realiów. W Polsce bowiem nie można kupić dokładnie takich samych produktów DMSO jak w Stanach czy Niemczech, a tym bardziej nie można kupić roztworu DMSO siedemdziesięcioprocentowego, tylko stuprocentowy. Jednak, jak podaje wspomniany Biuletyn to nie jest wielki problem, a w pewnym sensie nawet ułatwienie – wystarczy zaopatrzyć się o tanie rzeczy, takie jak szklane buteleczki, pipety czy strzykawki sterylne do odmierzania i robić sobie roztwory wodne o stężeniu dopasowanym do konkretnych potrzeb (dokładne opisy w Biuletynie).

Nota bibliograficzna książki:
DMSO (dimetylosulfotlenek) to bezwonny płyn, który jest naturalnym produktem pozyskiwanym z drewna. W licznych badaniach naukowych wykazał ON dużą ilość leczniczych zastosowań i dobroczynnych oddziaływań na ludzki i zwierzęcy organizm. Może wchłaniać się przez skórę, być spożywany jako rozcieńczona mieszanka do picia, podawany w formie zastrzyków lub infuzji. Z powodu jego szczególnej zdolności do wnikania w skórę bez uszkadzania jej, chętnie używany jest w maściach, żelach, plastrach i tynkturach.

To naturalny środek leczniczy, który nadaje się do leczenia chorób poważnych i wywołujących silne bóle oraz do łagodzenia dolegliwości, które dopadają nas codziennie. Z powodu braku jakichkolwiek skutków ubocznych, z powodzeniem może być stosowany przez całą rodzinę, Jest środkiem tanim i łatwo dostępnym.

DMSO hamuje stany zapalne, działa bakteriobójczo, zwalcza grzyby i wirusy, wiąże uszkadzające komórki wolne rodniki, wspomaga system immunologiczny i powoduje szybkie gojenie ran, nawet obrażeń spowodowanych promieniowaniem rentgenowskim czy mrozem.

Udowodniono lecznicze działanie DMSO w schorzeniach takich jak: artretyzm, uszkodzenia kręgosłupa, choroby psychiczne, zespół Downa, siniaki, stłuczenia, zwichnięcia, nowotwory w tym włókniaki czy guzy mózgu. Jest pomocny przy chorobach neurodegeneracyjnych takich jak demencje, Parkinson czy SM. Od dawna jest stosowany przez wojskowych i sportowców przy różnego rodzaju kontuzjach. Teraz jest dostępny dla każdego. DMSO – Twój sposób na zdrowie.

DMSO. Strażnik zdrowych komórek, autor Zdzisław Konderka.
Oto nota bibliograficzna książki.
DMSO [dimetylosulfotlenek – (CH3)2SO] zostało po raz pierwszy zsyntetyzowane w 1988 r. przez rosyjskiego naukowca Aleksandra Zaitseva w Kazaniu nad Wołgą. Związek ten ma niebywałą zdolność do rozpuszczania substancji, zarówno polarnych jak i niepolarnych. DMSO to odczynnik, który potrafi przyśpieszyć niektóre reakcje chemiczne miliardokrotnie, otrzymywany jest z drzewa (lignina) lub syntetycznie. Pierwsze zastosowanie medyczne zaproponowano 1959 r. – do ochrony czerwonych krwinek i innych tkanek przed zamarzaniem.

W tych wczesnych badaniach wykazano, że DMSO uśmierza ból, redukuje opuchliznę, spowalnia wzrost bakterii, poprawia ukrwienie, zmiękcza tkankę bliznowatą, zwiększa skuteczność innych środków farmakologicznych, działa jak lek moczopędny oraz rozluźnia mięśnie. Pozbywa się bólu urazowego stawów, uszkodzeń powysiłkowych i artretyzmu, a nawet tego związanego ze złamaniami kości. Weterynarze używali tej substancji przypisując ją na stany artretyczne lub urazy zwierząt. Zainteresowanie medycznymi właściwościami DMSO pojawiło się w początkach lat 60. w Szkole Medycznej Oregońskiego Uniwersytetu Zdrowia i Nauki. Prekursorem badań nad tą niezwykłą substancją był dr. Stanley Jacob. Udowodniono, że DMSO przenosi lecznicze związki głęboko i szybko do skóry i innych tkanek bez ich uszkadzania i jednocześnie samo jest silnym związkiem leczniczym który radykalnie przyczynia sie do apoptozy komórek nowotworowych.

O DMSO pisze też w 2. tomie „Ukrytych Terapii” Jerzy Zięba (str. 186 -192).
Gdzie indziej J. Zięba dzieli się taką praktyczną informacją:
„Do legend naturoterapii należy zastosowanie DMSO jako środek pierwszej pomocy w przypadkach poparzeń. Roztwór składający się z 50% DMSO i 50% wysokiej jakości aloesu powinien być w każdej apteczce domowej, czy też w zestawie pierwszej pomocy w każdym zakładzie produkcyjnym, w każdym biurze. Do tego nie potrzeba żadnych badań naukowych.

Natychmiastowe użycie tego roztworu nawet przypadku ciężkich oparzeń daje rewelacyjne efekty. Jak wykazała praktyka lekarska, nawet w przypadku bardzo ciężkich oparzeń nie dochodzi do wytworzenia się niezwykle uciążliwych dla chorego blizn. Powstanie takich blizn, nawet po wygojeniu oparzenia stanowili tragedię dla tego człowieka.

Roztwór ten powinien należeć do naszego podstawowego ekwipunku jaki zabieramy ze sobą na plażę. Jeśli tylko zorientujemy się że ulegliśmy poparzeniu słonecznym, natychmiast należy zastosować ten środek i wielokrotnie do żadnych efektów ubocznych nie dojdzie. Błyskawiczne zastosowanie tego roztworu, nawet przy silnym oparzeniu spowoduje, że nie pojawią się bąble oparzeniowe.
Można to kupić w każdym sklepie czy firmie, która jest dystrybutorem środków chemicznych. Kosztuje to grosze.”
Poniżej szersze omówienie tematu jako zapożyczony fragment starszego artykułuWaltera Lasta (oryginał www.health-science-spirit.com/msm.html, prawdopodobnie nie ujmuje nowszych badań) – w powiązaniu z preparatem MSM (ten fragment pomijam, bo to osobny temat).

„…
DMSO lub dimetylosulfotlenek – naturalny środek przeciwzapalny i przeciwbólowy.

DMSO ( CH 3) 2SO jest naturalną substancją pochodzącą z miazgi drzewnej. Jest on wytwarzany podczas normalnego rozkładu roślin, a zatem w niskich stężeniach występuje w wielu produktach żywnościowych. DMSO jest przeciwutleniaczem, poprzez tlen jest przekształcany w MSM. W przeciwieństwie do MSM, który jest sprzedawany w postaci proszku lub drobnych kryształów, DMSO jest klarownym płynem, który jest całkowicie mieszalny z wodą. Ma wysoką temperaturę wrzenia 189 ° C i zestala się w temperaturze około 18 ° C. Posiada wszystkie korzystne właściwości MSM, ale często w większym stopniu, dodatkowo posiada kilka dodatkowych właściwości leczniczych. Są one oparte na połączeniu jego natury przeciwutleniacza z doskonałymi właściwości rozpuszczalnika dla szerokiej gamy składników odżywczych i leków. Nie ma innego rozpuszczalnika biologicznego, który może tak łatwo przenikać przez skórę i przenosić takie składniki odżywcze i środki lecznicze do wnętrza organizmu.

Istnieje bardzo długa lista korzyści poprzez używanie DMSO, główne z nich to:

  • Jest to wszechstronny mikrobiocyd skuteczny wobec bakterii, grzybów i wirusów, mykoplazmy
  • Poprawia (działanie) układu odpornościowego i zmniejsza alergie
  • Jest środkiem silnie przeciwzapalnym o dobrych właściwościach przeciwutleniających
  • Blokuje ból, stosowany na dotknięte bólem mięśnie lub stawy
  • Poprawia krążenie krwi poprzez hamowanie tworzenia się skrzepów krwi i nadkrzepliwości
  • Doskonale rozpuszcza nowo utworzone zakrzepy
  • Rozszerza naczynia krwionośne i poprawia pracę serca
  • Skutecznie przenosi cząsteczki przez błonę komórkową i przechodzi przez barierę krew-mózg
  • Wzmacnia tkankę łączną, zmiękcza kolagen i stymuluje gojenie się ran
  • Jest silnym lekiem moczopędnym i bardzo skutecznym w przewlekłym zapaleniu pęcherza moczowego.

Równie imponująca jest lista chorób, które korzystnie reagowały na jego stosowanie, w tym takie, które nie reagują na inne środki, takie jak uszkodzenia mózgu i rdzenia kręgowego, zespół Downa, schizofrenii i ALS (stwardnienie zanikowe boczne ). DMSO jest w stanie rozpuścić skrzepy krwi i zapobiec uszkodzeniom po udarze, poprawia stan przy chorobach skóry, takich jak łuszczyca, twardzina skóry i działa na choroby autoimmunologiczne, zapalenie stawów, wrzody, zapalenie pęcherza i inne stany zapalne. Przy cukrzycy może poprawić kontrolę insuliny i krążenie krwi. Problemy ze wzrokiem również skutecznie leczono z DMSO, w tym zwyrodnienie plamki żółtej, barwnikowe zwyrodnienie siatkówki, jaskra i zaćma, czasami po prostu przez stosowanie doustne, ale czasami także z dodatkiem środków zaradczych w postaci kropli do oczu.

DMSO jest często stosowany jako nośnik w konwencjonalnej chemioterapii lub w terapiach przeciwwirusowych ze względu na jego zdolność do łatwego wnikania do komórek dotkniętych chorobą. W przypadku raka DMSO ogniskuje się na komórkach rakowych i może mieć zastosowanie przy przenoszeniu substancji czynnych. Istnieją również doniesienia o efekcie przeciwnowotworowym samego DMSO. Stosowanie DMSO jest niezwykle pomocne w zdiagnozowanych nowotworach, takich jak rak sutka, płuc i prostaty, białaczki i chłoniaków.

Stosunkowo słabe (2 %) roztwory DMSO eliminowały komórki białaczkowe i z dodatkiem odpowiednich środków, indukowały tak, że różne komórki nowotworowe stawały się normalnymi komórkami. DMSO przyczynia się do śmierci komórek nowotworowych naturalnie (apoptoza), wykazano również, że chroni przed uszkodzeniami z racji promieniowania, zwłaszcza w odniesieniu do leczenia nowotworów.

DMSO zabija pleomorficzne mikroby, które są podstawową przyczyną raka i chorób autoimmunologicznych. Jedną z jego najbardziej imponujących funkcji jest możliwość łatwego wprowadzenia do komórki i zabijania wirusów i mykoplazmy. Istnieją patenty łączące DMSO z przeciwwirusowymi środkami, środkami przeciwnowotworowymi, oraz aminokwasami i innymi środkami odżywczymi w celu poprawienia pamięci i innych funkcji mózgu. DMSO jest również doskonałe do leczenia głębokich urazów tkanek, mięśni, oparzeń i innych ran. Jest szeroko stosowany w medycynie sportowej i wyścigach konnych.

DMSO jest bardzo szybko wchłaniane przez organizm. Redukuje ból w zapaleniu stawów, urazach mięśni, ukąszeniach owadów i niwelowaniu innych miejsc bólu.

Przy stosowaniu doustnym lub aplikacji skórnej DMSO przenika przez wszystkie tkanki miękkie oraz kości. DMSO jest skuteczne przy leczeniu nowotworów i raka kości, oraz infekcjach kości szczęki. Jod łatwo rozpuszcza się w DMSO, można więc niewielką ilość jodu lub płynu Lugola rozpuścić w DMSO i nakładać taki roztwór na zaatakowane dziąsła. DMSO należy rozcieńczyć tak by nie podrażniało chorych miejsc. DMSO wraz z jodem jest skuteczne w przypadku problemów grzybiczych paznokci, skóry lub skóry głowy, np. objawiających się utratą włosów.

DMSO może hamować rozwój Helicobacter pylori oraz pomaga leczyć wrzody trawienne w stosunkowo małych dawkach.

Jak używać DMSO

DMSO zostało opisane jako przezroczysta bezbarwna, bardzo higroskopijna ciecz, praktycznie bez zapachu i lekkim zapachu czosnku, o lekko gorzkim smaku ze słodkim posmakiem. Ponieważ niskiej jakości DMSO może zawierać niebezpieczne zanieczyszczenia, należy stosować (zakupić) produkt wyłącznie najwyższej czystości – co najmniej 99 %. Ponieważ DMSO jest higroskopijny (przyciąga wodę ) głównym zanieczyszczeniem DMSO jest woda. Powszechnie stosowane są gatunki odczynnika laboratoryjnego i medycznego / farmaceutycznego o czystości około 99,5 do 99,9 %. DMSO powinno być przechowywane w opakowaniach szklanych lub w wysokiej jakości pojemnikach HDPE. Przechowywanie w w/w pojemnikach nie ma wpływu na jakość DMSO.

Czyste DMSO nie jest toksyczne i jest bardzo bezpieczne w użytkowaniu, niemniej należy podjąć odpowiednie środki bezpieczeństwa przy stosowaniu tej substancji.
———————————————————————-
Przy stosowaniu DMSO poprzez skórę, należy zadbać o to by skóra była czysta i wolna od niepożądanych substancji chemicznych, takich jak płyny, dezodoranty, olejki lub filtry przeciwsłoneczne. DMSO można nakładać na zapalenie, sztywność lub ból mięśni i stawów, lub na chore narządy lub może być wykorzystywane do przenoszenia leków lub środków odżywczych przez skórę do organizmu. Niemniej jednak nie przenosi drobnoustrojów, dużych cząsteczek lub substancji chemicznych do ciała, które zwykle nie mogą przenikać przez skórę, ono tylko zwiększa szybkość absorpcji tych, które są w stanie przeniknąć jako takie, ale na o wiele niższym poziomie.

W celu uniknięcia podrażnień skóry stosuje się jedynie DMSO w postaci rozcieńczonej do 70 % lub mniej. Niektóre produkty na rynku są już rozcieńczone. Do wspólnego użytku można zrobić roztwór do stosowania, np. w innej butelce, przez rozcieńczenie wysokoprocentowego DMSO. Aby było to około 70 % mieszamy 2 części 100 % DMSO z 1 częścią wody, a dla słabszego roztworu (50 %) zmieszać równe części DMSO i wody. Jeśli również dodajesz inne rozpuszczone środki, takie jak olej magnezowy, gliceryna, MSM i Lugola, to możesz liczyć to jako część wody. To jest w porządku, aby zmieszać DMSO z nie- zakwaszonym chloranem sodu / MMS, ale zakwaszony MMS stanie się prawdopodobnie nieaktywny przez utlenianie DMSO do MSM.

Bądź ostrożny, gdy roztwór staje się ciepły podczas mieszania DMSO z wodą to jednocześnie nie szkodzi skórze, wycieki mogą uszkodzić lakierowane lub plastikowe powierzchnie. Siła potrzebna do miejscowego stosowania może zmieniać się w zależności od wrażliwości skóry. DMSO nie jest zwykle używany na popękaną lub otwartą skórę, ale jest stosowany na świeże cięcia i inne świeże rany i znacznie przyspiesza gojenie, nie powodując bólu lub innych dolegliwości. W zależności od stopnia bólu lub zapalenia DMSO może być stosowane kilka razy w ciągu dnia na obszar bólu, ale potrzeba wielu zastosowań może zmniejszać się przez następne dni. Efekt może być odczuwalny w ciągu kilku minut. Także obrzęki kostek, jak np. przy zwichnięciu szybko znikają, jeśli są pokrywane DMSO.

Podczas gdy DMSO miesza się swobodnie z wodą i gliceryną, to nie miesza się z olejami lub naftą. Nie rozpuszcza chlorku magnezu, ale można poprawić wchłanianie przez rozprowadzenie go wodą, w której rozpuszcza się chlorek magnezu. Wydaje się, że to samo dotyczy też witaminy B12, która nie rozpuszcza się bezpośrednio w DMSO, ale może być lepiej wchłaniana z jego dodaniem. Do ogólnych zastosowań może to być dobre dla skóry, aby dodać niewielką ilość gliceryny.

Kwas alfa-liponowy bardzo dobrze rozpuszcza się w DMSO, a glutation i koenzym Q10 w pewnym stopniu. Ich transdermalna aplikacja może dać lepsze wchłanianie niż doustnie. Generalnie silne utleniacze utleniają DMSO do MSM, podczas gdy drobnoustroje redukują go do dwumetylosiarczku lub DMS, który daje silny zapach siarki. Stwierdzono, że w okresach zakażenia osoby wydzielają zapach znacznie silniejszy zapach czosnku przy użyciu DMSO, niż gdy są zdrowe.

To jest faktycznie główną wadą DMSO, i dlaczego niektórzy ludzie nie lubią go używać – może to prowadzić do problemów społecznych, szczególnie w miejscu pracy. Nie każdy ma ten problem, a każdy może być w stanie zminimalizować stosując jedynie stosunkowo niewielką ilość w godzinach wieczornych lub w eksperymencie ze zwilżaniem lub płukaniem jamy ustnej lub stosowanym na odsłoniętą skórę rozcieńczonym nie zakwaszonym roztworem MMS (Chloryn sodu) (np. 1 łyżeczka MMS na 500 ml wody), który może utleniać i także odwaniać pachnące związki siarki.

Przyjęcie doustne jest inną główną formą stosowania DMSO. Co do jego bezpieczeństwa: dr Stanley Jacob którzy był pionierem medycznego wykorzystania DMSO brał uncję (prawie 30 ml) tego doustnie codziennie przez ponad 40 lat. Jedynym efektem ubocznym wydaje się być, że nie był chory od lat. Inni brali nawet większe dawki przez kilka tygodni lub miesięcy.

DMSO jest skuteczny w ataku serca i dusznicy bolesnej (angina); szybkie użycie go w ataku serca zapobiega uszkodzeniu mięśnia sercowego, ale raczej wysokie dawki powinny być używane. Dr Morton Walker zasugerował 2 gramy na kilogram masy ciała w leczeniu zawałów serca.

Z wyjątkiem sytuacji niebezpiecznych, zawsze najlepiej zacząć od małych dawek, np. pół łyżeczki na drinka i stopniowo zwiększać maksymalnie do zamierzonej dawki lub do czasu gdy zajdą pewne niewyjaśnione reakcje. Ogólnie skuteczne metody lecznicze mają tendencję do wywoływania jakiejś reakcji, czy to skutków mikrobiologicznej śmierci, czy wykwity skórne lub efekty żołądkowo-jelitowe, takie jak biegunka. W takim przypadku tymczasowo przerwać, a gdy reakcja zmaleje stopniowo ponownie podnieść.

Odpowiednia dzienna maksymalna dawka dla przewlekle chorych może wynosić od 20 do 30 ml w podzielonych dawkach, dobrze brać w napoju razem z określonymi suplementami, aby zwiększyć ich wchłanianie. Podobnie jak w przypadku wszystkich dodatków, to jest dobre, aby nie pozostawać na tej samej dawce przez długi czas, ale raczej powoli w cyklu w górę i w dół między maksimum a minimum. Wreszcie, o ile występują problemy w określonych częściach ciała, jest korzystnie stosowanie miejscowe, oprócz stosowania doustnego.

Podczas gdy DMSO jest powszechnie stosowane w wielu krajach jako lek medyczny, w USA jest zatwierdzony tylko do leczenia śródmiąższowego zapalenia pęcherza moczowego. W Australii DMSO jest trucizną na receptę i nie może być stosowane do leczenia ludzi, ale może być bez przeszkód stosowane do celów weterynaryjnych i jako rozpuszczalnik. Dla dobrych uwag o DMSO zobacz: www.thehealingjournal.com/node/1347.

Z DMSO mającym tak wiele wspaniałych funkcji można się zastanawiać, czy jest jeszcze miejsce dla MSM. Wierzę, że jest. MSM zapewnia wiele korzyści wynikających z wysokiej zawartości siarki do spożycia, odtruwania i regeneracji tkanki łącznej bez widocznego skutku ubocznego, a DMSO może powodować problem z zapachu w relacjach społecznych i związanych z pracą. DMSO może również powodować nadmiar gazów jelitowych i luźne jelita. Posiada zdolność do przenoszenia nie tylko pożądanych, ale także niepożądanych substancji chemicznych przez skórę i do mózgu, więc trzeba być bardziej ostrożnym, bo to może wywoływać reakcje śmierci drobnoustrojów, które są ostatecznie korzystne, ale muszą być rozumiane i zarządzane.

Jako, że MSM, a także DMSO są skuteczne w leczeniu raka, ale w nieco inny sposób, to może być korzystne, aby używać obu razem. MSM można rozpuścić w DMSO w ilości 34 g na 100 ml. W przypadku raka sutka, czerniaka i innych guzów blisko skóry ten roztwór może być rozcieńczony 2 : 1 lub 1:1 przy użyciu wody i trzymana jako zestaw na guz, aż pojawi się normalizacja. Do dostępnych guzów wewnętrznych, takich jak żołądek, macica itp. może być najlepiej wystawiać je często na ten roztwór przez przyjmowanie pozycji, która ma tendencję do otaczania połkniętym lub wszczepionym roztworem wokół guza. Jednakże DMSO nie powinno być stosowane doodbytniczo, bo może przenosić toksyny do krwi. W przypadku guzów niedostępnych połączenie wysokiej dawki miejscowej i doustnego spożycia może być próbowane.

Nie wierzę, że istnieje prawdziwa alergia na DMSO. Zamiast tego niektóre osoby reagują z powodu niedoboru mikroelementu molibdenu, który jest wymagany przez enzymy do utleniania związków siarki, takich jak siarczyny na siarczany.”

Myślę, że to wystarczy by zainteresować cię tematem. Ja już DMSO stosuję.

Uwaga: DMSO można nabyć w sklepach chemicznych i na Allegro. Podczas stosowania przestrzegać procedur podanych w podręcznikach, szczególnie dotyczących czystości skóry i przyrządów do aplikacji.

Leszek Korolkiewicz (link do artykułu)


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Jak uniknąć spędzania zimowych dni w łóżku

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Szanowny Czytelniku,

aby uniknąć spędzania dalszych zimowych dni w łóżku, trzeba się zabezpieczyć przed typowymi dla tej pory roku infekcjami (katar, zapalenie oskrzeli, zapalenie ucha…).

Poniżej kilka prostych do zastosowania porad.

Dbaj o higienę

Poprawa warunków higienicznych, a szczególnie upowszechnienie wody bieżącej, odegrały dużo większą rolę w eliminacji chorób zakaźnych od XIX w. niż wszystkie szczepienia i antybiotyki razem wzięte.

A szczególną rolę, jeśli chodzi o czynności higieniczne, przypisuję… myciu rąk. W większości przypadków wirusy przenosisz na dłoniach. Nie mogą one co prawda przeniknąć przez skórę, ale przedostają się do Twojego organizmu wówczas, kiedy dotykasz oczu, nosa, uszu, czyli miejsc, w których przepuszczalna (dla wirusów) śluzówka odgrywa rolę drzwi wejściowych dla wszelkich chorób.

Warto myć ręce regularnie, tradycyjnym mydłem i wodą. Powoli, bez pośpiechu, przez około piętnaście sekund, nie pocierając zbyt silnie, aby nie podrażnić skóry, ponieważ mogłoby to ułatwić wirusom przedostanie się do Twojego organizmu.

Jeśli jesteś w miejscu publicznym, to po umyciu osusz dłonie ręcznikiem papierowym, a potem wykorzystaj ten sam ręcznik, by chwycić klamkę do drzwi.

Klamka w drzwiach jest bowiem najeżona wirusami i resztkami odchodów.

Uwaga na miejsca, których dotykasz

Pamiętaj jak mama i nauczycielka powtarzały: nie wkładaj palców do nosa, do uszu ani do ust.

Po pierwsze jest to mało apetyczny widok dla otoczenia, ale oprócz tego mikroorganizmy łatwo przenikają do organizmu poprzez drogi oddechowe i pokarmowe, które – w przeciwieństwie do reszty organizmu – są przystosowane do wchłaniania ciał obcych (powietrza, pokarmów).

Ogryzanie paznokci niesie za sobą to samo ryzyko.

Używaj własnego długopisu

Pamiętasz jeszcze te czasy, gdy każdy nosił własny długopis w teczce, marynarce, kieszeni koszuli, bluzy czy za uchem – w zależności od wykonywanego zawodu?

Ten zwyczaj ograniczał możliwości zakażenia. Długopisy leżące przy okienku w bankach, na poczcie, w sklepach są bardzo zakażone, tak jak i klawiatura bankomatów, guziki w windzie i uchwyt przy dystrybutorze benzyny.

Wszyscy ich dotykają po tym, jak wkładają palce nie wiadomo gdzie.

Zalecam także przetarcie chusteczką uchwytu wózka w supermarkecie, zanim się nim posłużysz. A bez popadania w paranoję – strzeż się również menu w restauracjach, bardzo rzadko, jeśli w ogóle, przecieranych przez właścicieli.

Unikaj tłumów w ciasnych pomieszczeniach… i stosuj suplementy diety

Zatłoczone pociągi, autobusy i samoloty, przegrzane i przepełnione miejsca publiczne (np. wielkie sklepy w okresie weekendowych zakupów) to raj dla mikroorganizmów.

Jasne jest, że nie zawsze można ich uniknąć.

Jeśli już zastosowałeś te wszystkie środki ostrożności, codziennie stosowane suplementy diety mogą zaważyć na Twojej odporności:

  • Witamina C: występuje w jagodach, brokułach, cytrusach, papryce, pomidorach, awokado, kiwi. Zalecam stosowanie 250 mg dwa razy dziennie;
  • Witamina D: w pożywieniu witamina D występuje w jajkach (niewielka ilość), w wątrobie, w tłustych rybach, jak tuńczyk i łosoś. Ale witaminę D organizm wytwarza w dużych ilościach wyłącznie podczas ekspozycji na słońce. Gdy jej brak – konieczna jest suplementacja (przynajmniej 1500 UI dziennie);
  • Witamina E: najlepszym źródłem witaminy E są orzechy włoskie, ziarna, szpinak i żółtko jaja. Zalecam dawkę 50 mg dziennie;
  • Selen: najlepszym źródłem selenu są orzechy brazylijskie, tuńczyk, drób, czosnek, jajka i brokuły (100 μg dziennie);
  • Cynk: bardzo dużo cynku, składnika mineralnego bardzo istotnego dla układu odpornościowego zawierają ostrygi. Z tego samego powodu także inne owoce morza i ryby powinno się spożywać dwa razy w tygodniu. Problemem jest, że tzw. Zalecana Dzienna Dawka cynku jest obecnie skandalicznie niska (10 mg). Ja szacuję, że potrzebujemy go przynajmniej pięciokrotnie więcej, żeby dobrze zabezpieczyć się przed grypą.

Stosuj zrównoważoną dietę

Staraj się za wszelką cenę przestrzegać pewnych podstawowych zaleceń dietetycznych: warzywa, zielone i tzw. kolorowe, przygotowywane na parze jako podstawa, owoce, orzechy, warzywa strączkowe, jaja, ryby i mięso, ale bez przesady.

Produkty kiszone, takie jak kapusta i ogórki.

Małe tłuste rybki z zimnych mórz przynajmniej trzy razy w tygodniu (sardynki, makrele, śledzie, sardele).

Oleje z pierwszego tłoczenia spożywane na surowo, przede wszystkim oliwa z oliwek, olej kokosowy, olej rzepakowy do przyprawiania potraw oraz wykluczenie z diety olejów produkcji przemysłowej (kukurydzianego, słonecznikowego, z kiełków pszenicy, sojowego).

Unikaj słodyczy, produktów smażonych, i w jak największym stopniu wyeliminuj – z powodu nadmiernej zawartości węglowodanów (cukrów): pieczywo, makarony, ziemniaki i produkty cukiernicze.

Stymuluj krążenie krwi

Pomimo zimna oraz deszczu czy śniegu, wychodź z domu tak często jak to tylko będzie możliwe. Każda aktywność fizyczna wzmacnia organizm i pomaga w walce z infekcjami.

Oczywiście dbaj o to, by się odpowiednio ubrać, chroniąc zwłaszcza głowę i szyję. W chłodne dni możesz tracić tamtędy wiele ciepła.

Jeśli naprawdę nie możesz wyjść z domu, znajdź kryty basen lub ćwicz w domu.

Kontroluj stres

Stres zaburza równowagę hormonalną, co niekorzystnie wpływa na układ odpornościowy i nasze możliwości walki z infekcjami.

Podejście holistyczne obejmujące i ciało, i ducha, takie jak spójny oddech, świadoma medytacja, EDMR (tzw. „terapia odwrażliwiania za pomocą ruchu gałek ocznych”) czy Qi Gong, to skuteczne sposoby obniżenia poziomu stresu.

Czasem odnalezienie spokoju ducha będzie jednak wymagało akceptacji konieczności podjęcia ważnych decyzji dosłownie zmieniających życie (przeprowadzka, zmiana kierunku rozwoju zawodowego, decyzje dot. rodziny lub małżeństwa).

Wtul się w swoje łóżko

Jeśli coraz bardziej brakuje Ci snu, nie będziesz w stanie walczyć z grypą czy przeziębieniem.

Osobom śpiącym mniej niż siedem godzin na dobę grozi trzykrotnie większe ryzyko zachorowania. Bardzo często wracam w Poczcie Zdrowia do tematu snugdyż jest on tak bardzo istotny.

Pij zieloną herbatę i napary ziołowe

Pij zieloną herbatę i napary ziołowe oraz dodawaj do nich przyprawy korzenne! Badian (anyż gwiazdkowaty), imbir, goździki, cynamon, kardamon… to jest dobry moment na ich wypróbowanie z łyżeczką naturalnego miodu. Pyszności.

Te drobne zimowe przyjemności zapewnią Ci dodatkową warstwę ochronną dzięki zawartych w nich substancjach o właściwościach przeciwzapalnych.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis – Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Żółć dobrej jakości, …

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Zawiedziony przez medycynę naturalną?

Szanowny Czytelniku,

co tydzień czytasz w naszych artykułach, że istnieją dobre tłuszcze… że owoce to doskonałe źródło błonnika, tak jak warzywa strączkowe (soczewica, fasola, groch), które z korzyścią dla Ciebie zastępują w daniach makaron i frytki…

Świadomie stosujesz się do tych rad. Ale niektórzy z was są rozczarowani wynikami. Co więcej, odkrywają, że w ogóle nie odpowiada im ten styl żywienia!

To Ciebie dotyczy w tak oczywisty sposób… Źle wchłaniasz te zdrowe pokarmy. Czujesz się ociężały po koszyczku porzeczek. Nie panujesz już nad wzdęciami po zjedzeniu sałatki z soczewicą. Dopada Cię biegunka tłuszczowa, kiedy tylko zaczynasz jeść orzechy.

Gdzie sens, gdzie logika?

Dlaczego, kiedy tylko zaczynasz jeść tak zwaną zdrową żywność, Twój układ pokarmowy wysyła Ci jednoznaczne sygnały, że masz przestać?!

Czy właśnie zacząłeś cierpieć na nietolerancję wszystkiego?

Czy zawiodłeś się na naturalnych sposobach leczenia poprzez zdrowe odżywianie?

Przyjrzyjmy się temu.

Tłuszcze: zrozumieć rolę żółci

Najpierw skoncentrujmy się na tłuszczach:

Prawidłowe trawienie i wchłanianie tłuszczów wymaga ich rozłożenia.

Tłuszcze są rozkładane przez lipazy i żółć.

Lipazy są wytwarzane w trzustce, a następnie uwalniane do jelita, by tam zabrać się za przepływający tłuszcz.

Lipazy są niezbędne, ale nie są w stanie samodzielnie rozłożyć tłuszczu. W tym celu musisz wytworzyć żółć dobrej jakości.

Do czego służy żółć?

Twoja wątroba produkuje żółć, która, ogólnie rzecz biorąc, służy do trawienia, zwłaszcza tłuszczu. Rozkłada ona tłuszcz w procesie emulgacji, aby organizm mógł je wchłonąć. Żółć to żółtawo-zielony płyn zasadowy (pH powyżej 7). Twoja wątroba wytwarza blisko litr żółci dziennie (1).

Żółć składa się przede wszystkim z soli żółciowych i cholesterolu. To właśnie sole umożliwiają rozpuszczanie tłuszczu.

Dwie substancje, dzięki którym możesz wytwarzać żółć lepszej jakości

Aby wytwarzać żółć dobrej jakości, Twoja wątroba potrzebuje witaminy C i tauryny.

Tauryna zawdzięcza swoją nazwę odkryciu jej w żółci byka.

Jeśli chodzi o witaminę C, to należy dbać o jedzenie warzyw i owoców, zaś taurynę dostarczysz sobie, jedząc ryby, jaja, algi i owoce morza.

Żółć trafia do woreczka żółciowego, zbiorniczka o długości 10 cm (2).

Tam jest składowana, dopóki nie zostanie uwolniona do dwunastnicy po spożyciu przez Ciebie tłuszczu.

Kwestia regularności…

Jedzenie nietypowych ilości tłuszczu powoduje gwałtowne uwalnianie żółci. To samo w przypadku kuracji oczyszczających (np. czarna rzepa), które powodują wylanie żółci z woreczka żółciowego.

Ostrożnie, bo żółć to jednak substancja o wielkiej mocy. W dużej ilości sole żółciowe działają drażniąco na przewód pokarmowy, wywołując skurcze. W ten właśnie sposób pojawia się nagła biegunka.

Istnieje żywica, cholestyramina (Questran), często przepisywana przez lekarzy na zneutralizowanie soli żółciowych. Ma ona zdolność dezaktywowania żółci w jelicie, czemu zawdzięcza działanie wywołujące zaparcia.

Przepisuje się ją osobom, którym wycięto woreczek żółciowy. W przeciwnym razie, miałyby one biegunkę po każdym posiłku!

Nadmierna ilość nierozpuszczalnych włókien

To samo w przypadku błonnika stanowiącego składnik warzyw strączkowych i owoców. Wszystko jest kwestią ilości i regularności.

Błonnik występuje w postaci włókien rozpuszczalnych i nierozpuszczalnych.

Włókna rozpuszczalne tworzą pewnego rodzaju żel zapewniający ochronę ścianom jelita. Dzięki temu, mniej szkodliwych substancji, jak np. cukier, jest wchłanianych (3).

Natomiast włókien nierozpuszczalnych organizm nie trawi. Bardzo szybko przemieszczają się w przewodzie pokarmowym, przyspieszając jego normalny rytm pracy. Podczas ich przemieszczania się następują skurcze przewodu pokarmowego.

Są więc idealne, by uniknąć zaparcia. Ale jeśli zjesz ich zbyt wiele, to łatwo mogą wywołać biegunkę.

Odruchy pozwalające uniknąć kłopotów

Powolutku

Podstawowa zasada spożywania rzadko przyjmowanych pokarmów, w tym także tych tzw. zdrowych: ich konsumpcję należy zwiększać stopniowo.

Jest to trudne, gdyż sezon na czereśnie i śliwki jest krótki. I gdy nadejdzie, ma się ochotę z niego jak najwięcej skorzystać.

To samo w przypadku roślin strączkowych… ważne jest, by zaczynać od małych porcji.

Znam ludzi, którzy nagle rzucają się na migdały, ponieważ przeczytali w newsletterze na temat medycyny naturalnej, że to zdrowe 😉

Spożycie zwiększaj stopniowo przez kilka tygodni, kładąc nacisk na źródła zdrowych tłuszczów: oliwę z oliwek, awokado, orzechy, jajka.

Jedz bez pośpiechu

Aby wydzielało się jak najwięcej żółci i soków żołądkowych, Twój organizm musi działać w trybie przywspółczulnym (4). To stan rozluźnienia i relaksacji, charakteryzujący się brakiem pośpiechu, hałasu i gwałtownych ruchów.

Dlatego gorąco radzę Ci nie śpieszyć się, przeżuwając, jeść na siedząco, w spokoju, bez rozproszeń takich jak telewizja czy telefon komórkowy.

Z poważaniem,
Eric Müller

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Przyczyna skurczów nóg

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Szanowny Czytelniku,

skurcze nóg powodują bardzo osobliwy ból: bardzo intensywny, który szybko rozchodzi się na całą nogę. Wydajemy okrzyk, przygotowujemy się na straszliwe cierpienia, ale zazwyczaj ból przechodzi bez śladu po kilkudziesięciu sekundach.

Wydaje się więc, że to nic poważnego. Tylko, że skurcze często przydarzają się nocą, a u wielu pechowców nawet kilka razy w ciągu nocy.

Osoby te cierpią więc z powodu nocnych pobudek, które kończą się bezsennością lub przynajmniej nieefektywnym snem. Jedno z badań wykazało, że wśród osób w wieku ponad sześćdziesiąt lat aż 31% zgłasza, że w nocy budzą je skurcze nóg, zaś u 15% zdarza się to średnio więcej niż trzy razy w ciągu miesiąca1. Najczęściej skurcze te dotyczą łydek.

Problem polega na tym, że im gorzej sypiasz, tym więcej masz skurczów.

Co się dzieje?

Skurcze, odwieczna tajemnica dla medycyny!

Medycyna nigdy do końca nie zrozumiała mechanizmu skurczów. Wiadomo, że jest on powiązany zarówno z zaburzeniami układu nerwowego i zmęczeniem mięśni, jak i z rozregulowaniem gospodarki mineralnej w komórkach (wapń, magnez, potas i sód są elektrolitami regulującymi wymianę komórkową).

Statystycznie obserwuje się, że wiele chorób wiąże się z częstszym występowaniem skurczów: leczenie nowotworów, choroby serca, choroby wątroby, dializa nerek, niedoczynność tarczycy, zapalenie tętnic, cukrzyca, niewydolność żylna i ciąża. Mnóstwo leków może także wywoływać skurcze, na przykład statyny, pigułki antykoncepcyjne, naproksen, leki moczopędne, leki przeciwpsychotyczne i kortyzon.

Ogólnie rzecz biorąc, wszystko, co opóźnia ukrwienie mięśni, podwyższa ryzyko skurczów: mogą to być leki eliminujące lub blokujące działanie substancji odżywczych, ale także odwodnienie lub zwyczajnie długotrwałe pozostawanie w jednej pozycji, np. siedzącej ze skrzyżowanymi łydkami.

Osoby cierpiące na niewydolność żylną oczywiście są bardziej zagrożone wystąpieniem skurczów, tak jak cukrzycy, u których najcieńsze naczynia krwionośne (włosowate) ulegają zniszczeniu i źle doprowadzają krew do narządów wewnętrznych.

Nadmierna eliminacja soli mineralnych, na przykład w razie wystąpienia przedłużającej się biegunki, także może wywołać pewien deficyt w mięśniach. Występują skurcze. W takich przypadkach rozwiązanie polega na odpowiednim nawadnianiu organizmu poprzez picie wody o wysokiej zawartości soli mineralnych (na przykład wywarów z warzyw). I odwrotnie, w razie intensywnych ćwiczeń fizycznych należy czuwać, by nie pić zbyt dużo wody, gdyż wówczas stężenie składników mineralnych we krwi krwi jest zbyt niskie, co wywołuje skurcze.

Walka z toksynami

Raport opublikowany w 2017 r. dotyczący 5 563 osób w wieku od 18 do 85 lat wykazał, że podwyższony poziom pestycydów, metali ciężkich, ftalanów i wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych związany jest z występowaniem skurczów nóg w czasie snu2.

Tak samo niektóre substancje występujące w pożywieniu podwyższają ryzyko wystąpienia skurczów. Są to:

  • aspartam (syntetyczny słodzik),
  • kofeina,
  • gluten,
  • glutaminian monosodowy (MSG) – dodatek do żywności bardzo często spotykany w daniach gotowych,
  • alkohol,
  • tytoń,
  • rafinowany cukier.

Badania prowadzone na Uniwersytecie Stanu Washington (Washington State University) wykazały, że u osób, u których występowały skurcze związane z fibromialgią, poprawa następowała po całkowitym wyeliminowaniu z diety aspartamu i glutaminianu sodu.

Aspartam i glutaminian sodu to tzw. ekscytotoksyny dla tkanek nerwowych, które mogą wywoływać skurcze mięśni.

Deficyt magnezu także może wywoływać skurcze nóg

Siedmiu na dziesięciu dorosłych ma niski poziom magnezu, nic o tym nie wiedząc. Klasycznymi objawami braku magnezu w organizmie są mrowienia i drżenie mięśni (mimowolne skurcze mięśni, często np. w powiece), a także skurcze.

Jak to możliwe, że brakuje nam magnezu, skoro powinien zadziałać mechanizm wewnętrznej regulacji zapewniający równowagę (wchłanianie jelitowe, resorpcja w nerkach)?

Częściowa odpowiedź jest następująca: w przypadku występowania skurczów magnezu brakuje w mięśniach, co trudno zmierzyć i zazwyczaj nie jest w ogóle brany pod uwagę.

Deficyt magnezu często określa się na podstawie badania krwi, choć tylko 1% magnezu zawartego w naszym organizmie znajduje się we krwi. Około połowy naszego zapasu znajduje się w komórkach, zaś druga połowa w kościach. Zmiany ilości na tych poziomach są bardzo płynne i trudno je interpretować. To samo w przypadku wapnia, którego mniej niż 1% znajduje się we krwi. Dlatego literatura naukowa wskazuje, że diagnostyka zbyt optymistycznie ocenia braki magnezu i wapnia.

Jakby tego było mało, zalecane dawki dzienne są zbyt niskie w porównaniu do optymalnego stanu zdrowia. Wynoszą one około 350 mg dziennie, zaś 70% osób i tak ich nie osiąga3. Piszę „około”, gdyż różnią się one w zależności od wieku, płci, stanu zdrowia, a także w zależności od państwa… Dietetyka nie jest jeszcze nauką ścisłą.

Lekarze i aptekarze nie wahają się przepisywać lub wydawać magnezu w przypadku zmęczenia, apatii, podenerwowania czy stresu. Magnez jest więc jednym z najczęściej stosowanych suplementów diety, wraz z witaminą C. Ale trzeba go przyjmować w łatwo przyswajalnej postaci, gdyż w innym przypadku zostanie od razu wydalony z odchodami (jeśli nie przejdzie bariery jelitowej) lub moczem (przez nerki, jeśli nie zostanie wchłonięty przez kości i komórki organizmu).

Ale magnez występuje w wielu postaciach, które praktycznie mają ze sobą bardzo niewiele wspólnego. Przede wszystkim nie wolno mylić:

  • nieorganicznych soli magnezu (chlorków i tlenków), o bardzo przeczyszczającym działaniu po przekroczeniu pewnego stężenia;
  • organicznych soli magnezu, takich jak cytrynian, mleczan, pidolan i asparginian;
  • nowych soli rozpuszczalnych w tłuszczach, które nie przyśpieszają jego tranzytu (glicerofosforan magnezu);
  • chelatów soli (diglicynian).

Należy wybierać te dwie ostatnie postaci, gdyż są one lepiej przyswajalne.

Jakie produkty spożywcze wybierać?

W dużych ilościach magnez występuje w soczewicy i innych warzywach strączkowych, zielonych warzywach, morelach, bananach, gorzkiej czekoladzie i gryce. W niektórych wodach mineralnych jest bardzo dużo magnezu, ale zwykle jest to siarczan magnezu, o niskiej biodostępności i o działaniu przeczyszczającym – dlatego picie tej wody zaleca się w przypadku zaparć.

Rośliny kontra skurcze

Rośliny lecznicze stosowane na skurcze nazywa się przeciwskurczowymi. Określenie to oznacza, że służą one jako środek przeciw niekontrolowanym skurczom mięśni. Najbardziej znane to krwawnik pospolity, arcydzięgiel, goryczka, pokrzywa, mniszek lekarski, babka, szałwia, waleriana oraz passiflora.

Są to rośliny o działaniu odprężającym, uspokajającym. Można je stosować w postaci naparów lub jako roztwór nalewki albo zewnętrznie – na obszar, w którym występują skurcze.

Sportowcy stosują zapobiegawczo następującą mieszankę olejków aromatycznych, wmasowując w dany mięsień:

  • 1 kropla olejku aromatycznego z lawendy (o działaniu przeciwbólowym i odprężającym mięśnie),
  • 1 kropla olejku aromatycznego z goździków (przeciwskurczowy, rozgrzewa skórę),
  • 1 kropla olejku aromatycznego z liścia laurowego (o działaniu tonizującym dla mięśni i drenującym).

Kładą oni również nacisk na znaczenie rozgrzewki i rozciągania, w trakcie których zwłaszcza mięsień, w którym występują skurcze, jest stopniowo rozciągany. Trzeba przy tym unikać wszelkiej przesady, która mogłaby prowadzić do urazów.

Uwaga: jestem absolutnie świadomy, że być może nie znajdziesz w tym artykule rozwiązania swojego problemu związanego ze skurczami. Powtarzam: choć to zjawisko banalne, to nie w pełni zrozumiałe przez medycynę, a bez wątpienia niewystarczająco zbadane.

Jeśli poodwiedzasz fora internetowe, znajdziesz ogromną ilość mniej lub bardziej wiarygodnych środków i sztuczek. Niektórzy zarzekają się, że kilka kryształów soli pod język przynosi im bardzo szybką poprawę; inni – że to chlorek magnezu (choć słabo przyswajalny) jest najlepszym lekiem na skurcze. Bardzo popularne są także środki homeopatyczne.

Zachęcam do przeprowadzenia Twojego własnego dochodzenia, gdyż z pewnością znajdziesz produkty, które zadziałają właśnie u Ciebie. Ale jak zwykle w przypadku nieco tajemniczych kwestii, związanych z wieloma przyczynami, to na Tobie, a nie na Twoim terapeucie czy lekarzu, spocznie prawdopodobnie odpowiedzialność – i zaszczyt! – znalezienia skutecznego dla Ciebie rozwiązania.

Zdrowia życzę, Jean-Marc Dupuis

Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia

Źródła:

1) Maisonneuve H., Chambe J., Delacour C., at all «Prevalence of cramps in patients over the age of 60 in primary care: a cross sectional study». BMC Fam. Pract., 2016 Aug. 12, 17 (1): 111. PubMed PMID: 27520635.
2) Shiue I. «Urinary arsenic, pesticides, heavy metals, phthalates, polyaromatic hydrocarbons, and polyfluoroalkyl compounds are associated with sleep troubles in adults: USA NHANES, 2005-2006». Environ. Sci. Pollut. Res. Int., 2017 Jan., 24 (3): 3108-3116. PubMed PMID: 27858272.
3) Les besoins en magnésium et les excès. http://www.guide-vitamines.

org/mineraux/magnesium/besoins-magnesium-exces.html 


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Żurawina nie pozostawia bakteriom żadnych szans!

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Szanowny Czytelniku,

w latach 20. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych uznano żurawinę za wiodące lekarstwo na infekcje układu moczowego. Długo sądzono, że jest skuteczna z uwagi na zawarte w niej kwasy.
W rzeczywistości jednak mechanizm działania żurawiny jest dużo bardziej… zabawny!

Żurawina wielkoowocowa (łac. Vaccinium macrocarpon) spokrewniona jest z jagodami i borówkami. Ma małe, czerwone, kwaskowate owoce (jagody). 98% produkcji światowej żurawiny pochodzi z Ameryki Północnej. W USA od wielu lat jest najlepiej sprzedającą się rośliną.

Od jednej tradycji do drugiej

Gdy do Nowego Świata dotarli kolonizatorzy z Europy, szybko poznali pemikan, kulinarny specjał Indian. Pemikan, czyli mieszanina suszonego mięsa, tłuszczu, żurawiny i innych owoców jagodowych, stał się dla kolonizatorów inspiracją kulinarną. W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić Dzień Dziękczynienia bez indyka z sosem żurawinowym!

Kolonizatorzy dostrzegli także, że Indianie wykorzystywali owoce żurawiny do leczenia różnych chorób żołądka, nerek, a także infekcji dróg moczowych. To zastosowanie przejęli lekarze tamtej epoki. Używano więc żurawinę na tego rodzaju infekcje dużo wcześniej niż wynaleziono antybiotyki.

Tym sposobem żurawina weszła do tradycji zachodniej. A od kilkudziesięciu lat przeprowadzane są kolejne badania naukowe, które potwierdzają jej skuteczność i wyjaśniają mechanizm działania.

Zabawa żurawiny z bakteriami

Żurawina rzeczywiście zakwasza mocz, jednak nie ma to nic wspólnego z jej oddziaływaniem na bakterie niepożądane w drogach moczowych. Roślina woli się „bawić” z bakteriami, sprawiając, że te ześlizgują się po błonie śluzowej jak po zjeżdżalni.

Taki efekt prawdopodobnie wynika w głównej mierze z działania konkretnych związków o nazwie proantocyjanidyny (OPC). Są to substancje o właściwościach antyadhezyjnych, które uniemożliwiają bakteriom przyleganie. A jeśli nie ma przylegania, nie ma namnażania!

Dotyczy to Escherichia coli1, czyli bakterii odpowiedzialnej za 75% infekcji układu moczowego. Ma to zastosowanie również w odniesieniu do żołądka i Helicobacter pylori2, uporczywej bakterii odpowiedzialnej za 60–80% wrzodów żołądka!

Warto dodać, że spożywanie żurawiny w przewlekłej chorobie wrzodowej żołądka zwiększa skuteczność antybiotyków standardowo przepisywanych na tę chorobę. Jednak aby roślina zadziałała, trzeba spożywać znaczne ilości.

Dawka ma znaczenie

Sok z żurawiny znakomicie sprawdza się do celów profilaktycznych. Aby zauważyć wystarczające efekty, trzeba spożywać od 80 do 160 ml nierozcieńczonego soku dziennie.

Można także wybrać skoncentrowany ekstrakt suchy. Wówczas minimalna dawka do celów profilaktycznych wynosi 600 mg 2 razy dziennie. Jeśli infekcja się zaczyna lub jeśli masz infekcję przewlekłą, możesz zwiększyć dawkę nawet do 5000 mg dziennie, podzielone na 2 lub 3 części. Bardzo ważne jest, aby każdorazowo popijać ekstrakt dużą szklanką wody.

Infekcje układu moczowego należy traktować bardzo poważnie. Jeśli objawy nie ustępują po 1 dniu lub 2 dniach, powinieneś szybko udać się do lekarza.

Uwaga! Nie stosuj żurawiny, jeśli zażywasz leki przeciwzakrzepowe, ponieważ efekty działania mogą się nasilić.

Za to bez ryzyka mogą ją spożywać nawet kobiety w ciąży i dzieci powyżej 2. roku życia. W przypadku pojawienia się infekcji u małych dzieci nie ograniczaj się nigdy wyłącznie do żurawiny, ale udaj się do specjalisty.

Z poważaniem,
Nicolas Wirth
naturopata

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Źródła

1. Rafsanjany, Senker, Brandt, Dobrindt, Hensel. In Vivo Consumption of Cranberry Exerts ex Vivo Antiadhesive Activity against FimH-Dominated Uropathogenic Escherichia coli: A Combined in Vivo, ex Vivo, and in Vitro Study of an Extract from Vaccinium macrocarpon. J Agric Food Chem. 2015 Oct.
2. Zhang L, Ma J, Pan K, Go VL, Chen J, You WC. Efficacy of cranberry juice on Helicobacter pylori infection: a double-blind, randomized placebo-controlled trial. Helicobacter. 2005 Apr; 10 (2): 139-45. 14; 63 (40): 8804-18. doi : 10.1021/acs. jafc.5b03030. Epub 2015 Sep 29.


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Magnezowa kuracja Ojca Beno

Magnezowa kuracja Ojca Beno

Coraz więcej osób cierpi na deficyty magnezu. Spowodowane jest to zwykle dietą ubogą w ten pierwiastek. Na szczęście uzupełnienie jego poziomu jest łatwe. Jednym ze sposobów jest kuracja uzupełniająca, zwana też magnezową kuracją Ojca Beno. Podstawową dzienną dawką, stosowaną w tej kuracji jest 100 ml roztworu chlorku magnezu, przyjmowane doustnie. Zalecaną dawką w stanach ostrych jest jej trzykrotność – 300 ml. Ojciec Beno zaleca stosowanie tych dawek przez 3-8, a nawet do 12 miesięcy. Poleca też zastępczo, albo równolegle, metodę przezskórną. Oznacza to moczenie stóp lub nacieranie ciała roztworem. Metoda przezskórna polecana jest głównie osobom ze słabą przyswajalnością z przewodu pokarmowego, lub z nietolerancją magnezu w formie doustnej.

Historia Ojca Beno

Urodzony w Lajeado, Ojciec Joseph Beno Schorr z Zakonu Jezuitów, borykał się w wieku 61 lat z silnymi bólami kręgosłupa. Lekarz postawił diagnozę:  zwapnione wyrostki kręgowe, popularnie nazywane „dziobami papugi”. Medycyna nie znała skutecznych metod leczenia tego schorzenia, możliwe było jedynie stosowanie środków przeciwbólowych. Okazało się jednak , że istnieje inny środek…

Oto jak swoją historię opowiedział Ojciec Beno

Jak wykonać roztwór do kuracji Ojca Beno

Roztwór do kuracji Ojca Beno wykonujemy w następujący sposób. Całą zawartość opakowania – 80 gram chlorku magnezu – wsypujemy do 3 l dzbanka i zalewamy 3 litrami wody przegoto­wanej. Uzyskamy w ten sposób dawkę na cały miesiąc. Można też 1/3 opakowania, to jest około 27 gram, rozpuszczać co 10 dni sukcesywnie, w 1 l litrze. Daje to porcję na 10 dni.

Stosowanie kuracji magnezowej

Magnez ma właściwości przeczyszczające. Należy zatem wypijać dzienną dawkę w małych porcjach, by nie było nadmiernie luźnych stolców czy biegunki. Osoby, u których nie występuje efekt przeczyszczający, mogą wypijać dzienną porcję na jeden raz. Ale „diabeł tkwi w szczegółach”. Diabeł w wypadku magnezu leży w rozcieńczeniu, czyli w przyswajalności. Magnez połykany w tabletkach wytwarza w pewnej partii treści jelitowej duże stężenie. Chlorek magnezu, gdy jest stężony, powoduje garbowanie i niszczenie kosmków jelitowych. W takim wypadku jego przyswajanie staje pod znakiem zapytania. Zdarzają się przypadki, gdy  magnez przyjmowany jest miesiącami, w postaci tabletek, a jednak jego poziom stale jest na najniższym poziomie normy. Czasami ledwie co ją przekracza. Ponadto często osoby przyjmujące, odczuwają dolegliwości brzuszne po połknięciu tabletek.

Osoby, które mają dobre, a nawet znakomite samopoczucie, najczęściej mają magnez blisko górnej granicy normy lub lekko ją przekraczają. Ponadto, należy pamiętać, że równoczesne spożywanie większych ilości fosforu, blokuje nawet na całą dobę, przyswajalność magnezu. Najwięcej fosforu ma Coca-cola i Pepsi, ponadto serki topione.

Przyswajalność u osób zdrowych jest przeważnie do­bra i osoby te nie potrzebują magnezu. Problem niedoboru pojawia się właśnie u osób chorych, czu­jących się słabo, będący w depresjach i cierpiących na nerwice. Osoby takie najczęściej charakteryzują się słabą przyswajalnością, zwłaszcza w formie ta­bletek. Rozcieńczony magnez natomiast przyswaja się znacznie lepiej.

Dlatego najlepiej przyswaja się on w formie proszku rozpuszczonego w wodzie. Jeśli natomiast mamy już magnez w tabletkach, to należy je jak najdokładniej rozdrobnić, a wtedy przyswajalność znacznie się poprawi. Jest jeszcze lepiej, gdy magnez połączymy z pokarmem, na przykład z zupą, lub z sokiem.

Niedobór magnezu i metody jego podawania

Występujące powszechnie błędy żywieniowe oraz wszechogarniający nas stres, powodują, że poziom magnezu w naszych organizmach jest znacznie obniżony. Nasz organizm potrzebuje średnio około 300-350 mg magnezu dziennie. Codzienna dieta, zawierająca m. in. nadmierne ilości wapnia i fosforu, powoduje, że magnez niezbyt dobrze wchłania się z przewodu pokarmowego. Aby ominąć ten problem, można użyć „zręcznego środka”, stosując zewnętrznie chlorek magnezu. Używać go można w postaci roztworu do moczenia stóp oraz pod postacią oliwy magnezowej.

Sól magnezowa (moczenie stóp)

Prostą metodą na uzupełnienie niedoboru magnezu jest moczenie stóp w roztworze 5–15% chlorku magnezu.

Przygotowanie roztworu chlorku magnezu:

Podgrzać 2 – 3 litry wody do ok. 50oC. Wystarczy sprawdzić ręką, czy woda jest gorąca, tak aby nie parzyła. Wodę wlać do miski i rozpuścić w niej 250 g chlorku magnezu. Miska powinna być na tyle wąska, aby roztwór przykrył stopy prawie do kostek. Przed moczeniem, by złuszczyć gromadzący się naskórek, stopy umyć mydłem i wytrzeć ręcznikiem. Moczyć stopy w roztworze chlorku około 10 minut.

Po moczeniu, stóp nie wycierać ręcznikiem! Osuszyć trzymając na brzegach miski lub suszarką. Na lekko wilgotne stopy można już założyć bawełniane skarpetki.

Ważne! Roztworu nie należy wylewać. W następnych dniach można go ponownie podgrzać i użyć.

Moczenie stóp kontynuować 1 – 3 miesiące. Podobny efekt do kąpieli stóp można uzyskać nosząc skarpetki nasączone w tym roztworze, wysuszone i noszone przez cały dzień.

Oliwa magnezowa

Magnez można również stosować zewnętrznie pod postacią oliwy magnezowej. Oliwa magnezowa, jest określeniem lekko mylącym, z uwagi na to, że nie zawiera ona żadnego tłuszczu. Jest to po prostu nasycony roztwór soli magnezowej – chlorku magnezu. Oliwa magnezowa znakomicie nadaje się do nacierania i głębokiego masażu tkanek. Stosować ją można również w postaci gorących okładów. W wielu dolegliwościach, takich jak artretyzm oraz inne formy zesztywnienia i bólu, dobrze jest posmarować nią okolice dotknięte chorobą, a na noc owinąć czymś, utrzymującym ciepło.

Wchłonięty do organizmu magnez odpowiada za uelastycznianie i jędrność naszych tkanek miękkich oraz za odporność i twardość naszych zębów i kości, działa też odmładzająco. Chlorek magnezu jest substancją antyseptyczną oraz wspomagającą naszą odporność. Stosowanie oliwy magnezowej na skórę pach działa jak dezodorant – zero zapachu, a pot wydziela się swobodnie i jest bezwonny. Dodatkowo, gdy chlorek magnezu znajdzie się na skórze wilgotnych okolic pachowych, ulega stopniowemu wchłanianiu, zmniejszając niemal powszechny dziś deficyt magnezu w organizmie.

Ważne! Należy zachować ostrożność w przypadku wrażliwej skóry, ponieważ oliwa magnezowa może przez pewien czas wywoływać uczucie pieczenia. W takim przypadku najlepiej rozcieńczyć ją wodą, do poziomu możliwego do zaakceptowania. W przypadku formy skoncentrowanej, na skórze pozostaje klejąca się warstwa, która po pewnym czasie musi być starta lub zmyta bieżącą wodą. W formie rozcieńczonej, zostaje ona powoli wchłonięta przez skórę.

Waga i rola magnezu, określanego jako pierwiastek życia, jest podkreślana przez wielu lekarzy i naukowców.

Opracował: Jan Pokrywka, Kłodzko 2015


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Współpraca

Wspinając się po Drabinie Sukcesu, upewnij się, że opiera się o właściwą ścianę.


Dlaczego coraz więcej osób pyta o tę branżę

Dr Alina Vogelgesang, jest Rektorem Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości w Gliwicach. Jest także aktywnym członkiem Business Centre Club oraz Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.


Próbowałeś zarabiać w różnych programach partnerskich?

Inwestowałeś w paczki i klikałeś w reklamy?

Kupowałeś pakiety startowe w firmach multilewel marketingu i nic z tego nie wyszło?

Zamiast zarobić, Ty wciąż wydawałeś pieniądze?

Miałem podobne doświadczenia, aż w końcu znalazłem firmę z wyjątkowymi produktami, które przywracają organizmowi równowagę, działającą w systemie rekomendacyjnym, którą bez obaw mogę polecać. Tym bardziej, że temat zdrowia jest dla mnie bardzo ważny. Zachęcam do zapoznania się z produktami Aegea. Kliknij w baner poniżej:

Dołącz do mojego zespołu w Aegea.

Niezobowiązująco, bez ponoszenia kosztów, możesz założyć konto w Aegea. Zapoznać się z najnowszym odkryciem na rynku medycznym. Jeżeli tak zdecydujesz, możesz zrobić zakupy i pozostać tylko klientem.

Jeśli zdecydujesz inaczej, otrzymasz wszystko co potrzebne by zarabiać. Oprócz linku partnerskiego i materiałów ogólnie dostępnych, możesz otrzymać dodatkowe, przygotowane wyłącznie dla Ciebie.

Jeżeli chcesz być w moim zespole, użyj tego linku: https://aegea.com/tatem

Sprawdź pod formularzem rejestracyjnym, czy jest mój nr ID 810575

Jeżeli masz pytania, skontaktuj się ze mną, pisząc na cenasukcesu@gmail.com.


 

Chcesz prowadzić biznes, potrzebujesz tego narzędzia.

W doskonałym zdrowiu do setnych urodzin

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Dlaczego niektóre osoby są sprawne fizycznie nawet w wieku 100 lat, a inne nie mogą podnieść się z fotela czy łóżka jeszcze przed siedemdziesiątką?

Szanowny Czytelniku,

niewielu jest lekarzy, którzy z własnej inicjatywy omawiają z pacjentami sposoby zapobiegania chorobom związanym z wiekiem. Jeszcze mniej z nich proponuje terapie, które mogą spowolnić starzenie się organizmu.

A przecież znamy naturalne sposoby zachowania – i to nawet po osiemdziesiątce:

  • ruchomości stawów i siły mięśni – niezbędnych do codziennej aktywności w domu, na świeżym powietrzu, podczas uprawiania sportu czy podróżowania,
  • pamięci i czujności – tak potrzebnych przy rekreacji ruchowej, aktywności kulturalnej czy nawiązywaniu nowych znajomości,
  • młodego serca i zdrowych tętnic, dzięki którym objawy szybkiego męczenia się, a nawet ryzyko zawału serca zostaną maksymalnie zredukowane,
  • dobrego wzroku i słuchu, dzięki którym można bez najmniejszych kłopotów rozmawiać nawet w hałaśliwym miejscu i dostrzegać, także z oddali, wszystkie szczegóły krajobrazu, nawet te bardzo drobne,
  • jędrnej skóry, również pod pachami,
  • głębokiego snu, wewnętrznego spokoju, poczucia własnej wartości i energii do działania.

Dlaczego lekarze o tym nie mówią?

Głównym powodem jest fakt, że lekarze w naszej części świata nie są w tym zakresie przeszkoleni.

Uczy się ich, jak leczyć choroby, szczepić, wstawiać protezy, przeprowadzać operacje.

Masz złamaną nogę? Zestawiają ją.
Raka? Usuwają go.
Chore serce? Naprawiają je.

Ten rodzaj medycyny jest rzeczywiście skuteczny, szczególnie w nagłych przypadkach i sytuacjach zagrażających życiu. Ale jego ciemną stroną jest to, że nie pomaga pacjentom zachować pełni zdrowia.

I smutne jest to, że gdy się starzejesz, musisz czekać, aż pewne objawy nasilą się, a nawet dojdzie do znaczącego pogorszenia stanu Twojego zdrowia, żeby lekarz w ogóle się Tobą zajął.

Tylko że w tej sytuacji zastosowane przez niego leczenie może okazać się niewystarczające, bo zostało zaordynowane zbyt późno.

Chirurgia i leki chemiczne, choć nieocenione w wielu sytuacjach, zawsze niosą za sobą ryzyko poważnych skutków ubocznych.

Wiele osób czuje się bardziej osłabionych w wyniku leczenia i przeprowadzanych zabiegów medycznych niż z powodu, dla którego poddali się leczeniu.

Ale Ty na szczęście nie musisz podążać tą samą drogą

Pomóż swojemu organizmowi regenerować się całkowicie naturalnie.

Choroby, które najczęściej rozwijają się z wiekiem, takie jak artroza, choroby układu sercowo-naczyniowego, demencja, rak, problemy ze wzrokiem i słuchem, można powstrzymać, a nawet pokonać, tylko dzięki uruchomieniu naturalnych procesów regeneracji Twojego organizmu.

Organizm człowieka nie jest maszyną, która zużywa się w miarę upływu lat.

Czy wiesz, że większość komórek w Twoim ciele ma mniej niż 2 lata?

Komórki w Twoich jelitach odnawiają się co 3 dni. Te w siatkówce oka – co 10 dni. Twoja wątroba, nerki, śledziona i płuca całkowicie odnawiają się co 300–500 dni. Nawet Twój szkielet odnawia się całkowicie co 10 lat.

Starzenie się nie oznacza „zużywania” się Twojego ciała. Jeśli się starzejesz, to tylko dlatego, że istnieją jakieś niedobory lub została zachwiana naturalna równowaga, co hamuje właściwą regenerację Twoich organów.

Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie te niedobory i brak równowagi można korygować.

Właśnie dlatego namawiam Cię, abyś zainwestował w swoje zdrowieTo może być bardzo ważna decyzja dla Twojego dalszego życia.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Co należy jeść by być w formie.

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE 

Mit cukrów wolnych.

Szanowny Czytelniku,

czy najlepsi sportowcy w przeddzień ważnych zawodów lub istotnego meczu nie zjadają pokaźnych porcji makaronu, by w ten sposób zgromadzić zapas „cukrów wolnych” zapewniających maksimum energii?

Rzeczywiście tak robią, choć dziś już wiemy, że to błędne przekonanie.

Najnowsze badania w dziedzinie żywienia wykazały, że spożycie makaronu nie zwiększa naszego poziomu energii ani wydolności.

Tymczasem trenerzy szkoleni w latach 80. i 90. oraz konwencjonalni dietetycy nadal wmawiają nam, że cukry wolno przyswajalne to doskonałe pożywienie dla sportowców.

W przeprowadzonym jakiś czas temu badaniu dowiedziono, że unikanie węglowodanów (zarówno cukrów wolnych, jak i szybkich) przez dziesięć tygodni przed zawodami optymalnie poprawiało wyniki sportowców1.

Również inne badanie, opublikowane w periodyku specjalistycznym Exercise and Sport Sciences Reviews, potwierdziło, że korzystniej jest wystrzegać się cukrów wolnych przed wysiłkiem fizycznym2Czołowi sportowcy zaczynają już więc rezygnować ze zwyczaju opychania się kluskami. To dlatego, że unikanie węglowodanów sprzyja przyzwyczajaniu organizmu do wysiłku.

Przyzwyczajenie do wysiłku to zdolność organizmu do ulegania zmianom wskutek fizycznych wymagań, które mu stawiamy. Na przykład, jeśli ćwiczysz mięśnie, których na co dzień rzadko używasz, będą Cię one bolały. Jeśli jednak powtórzysz te ćwiczenia kilkakrotnie, mięśnie rozwiną się i przestaniesz odczuwać w nich ból.

A zatem, jeśli nie cukry wolno przyswajalne, to co należy jeść, by być w formie?

Jedz białko

Jeden gram białka dostarcza tyle samo energii co jeden gram węglowodanów. Zresztą, węglowodany – w przeciwieństwie do białek – nie są nam niezbędne do przeżycia.

Zaletą białek jest również to, że organizm może posłużyć się nimi jako cegiełkami do budowy mięśni oraz regeneracji narządów, krwi i skóry.

Wyobraźmy sobie duży, 300-gramowy kotlet – solidna porcja mięsa, prawda? Właśnie tyle tkanek każdego dnia odbudowuje Twój organizm.

Częściowo wykorzystuje w tym celu własne komórki, jednak niezbędne jest mu również wysokogatunkowe białko, które musisz dostarczyć w żywności. Tym bardziej, że istnieje aż osiem tak zwanych aminokwasów egzogennych, których Twój organizm nie potrafi samodzielnie wytwarzać.

Niedobór jednego lub kilku z nich wywołuje następujące objawy:

  • zmęczenie,
  • wypadanie włosów, łamliwość paznokci,
  • pogorszenie wzroku,
  • osłabienie więzadeł,
  • osteoporozę,
  • osłabienie układu odpornościowego (nawracające infekcje).

Wysokogatunkowych protein dostarczają między innymi jajka. Dla sportowców przed wysiłkiem najlepszym źródłem białka jest serwatka mleka krowiego. O ile oczywiście ją tolerują, ponieważ na przykład osoby cierpiące na chorobę autoimmunologiczną powinny raczej ograniczać białka pochodzące z nabiału.

Serwatka jest znana od dawien dawna – często spożywana przez ludzi niezamożnych, obecnie jednak coraz bardziej popularna wśród sportowców. Mało kto wie, że właśnie serwatka mleka krowiego jest podstawowym składnikiem koktajli proteinowych sprzedawanych (po astronomicznych cenach) w sklepach dla sportowców! (Serwatka to ten mętny, białawy płyn, który pozostaje na dnie opakowania twarogu po zjedzeniu jego zawartości).

Kulturyści za ciężkie pieniądze kupują w specjalistycznych sklepach tzw. whey. Tymczasem whey to nic innego jak angielska nazwa… serwatki właśnie. I rzeczywiście, bardzo dobrze wpływa ona na rozwój mięśni.

Jest to produkt bogaty w aminokwasy siarkowe (metioninę i cysteinę), aminokwasy o rozgałęzionych łańcuchach (leucynę, izoleucynę i walinę) oraz glutaminę.

Należy się upewnić, że serwatka pochodzi z mleka krowy karmionej trawą i sianem, a nie paszą zbożową. Wybierajmy serwatkę ekologiczną, z hodowli, w których nie stosuje się antybiotyków.

Warto zapamiętać, że białka są doskonałym źródłem energii. Są niezbędne nie tylko do budowy lub zastępowania komórek mięśni, lecz także do zregenerowania się po wysiłku fizycznym.

Przed wysiłkiem należy również dostarczyć organizmowi wartościowych tłuszczów, które także są źródłem energii. Już prawdopodobnie wiesz, tłuszcze są dla Ciebie dobre, zwłaszcza jeśli uprawiasz sport. Najlepsza ich postać to kwasy tłuszczowe omega-3, ponieważ dostarczają energii, która wystarcza na dłużej niż ta pochodząca z cukrów wolnych.

Bogate źródła kwasów omega-3 to orzechy, w tym orzechy pekan, sardynki, dziki łosoś, rośliny o ciemnozielonych liściach, żółtka jajek od kur z wolnego wybiegu, nasiona kabaczka, olej lniany.

Zawierają je także czerwone i czarne porzeczki, jednak najbogatszym źródłem kwasów omega-3 jest peruwiański olej sacha inchi, który w jednej łyżce zawiera ich aż 7 gramów.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Źródła:

1. Hansen, Anne K., et al, “Skeletal muscle adaptation: training twice every second day vs. training once daily” Journal of Applied Physiology January 2005; 98 (1): 93-99.

2. Hawley, J., Burke, L., “Carbohydrate Availability and Training Adaptation: Effects on Cell Metabolism” Exercise and Sport Sciences Reviews 2010; http://journals.lww.com/acsm-essr/Citation/2010
/10000/Carbohydrate_Availability
_and_Training_Adaptation.1.aspx


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Na początku każdej choroby jest psychika

Motto współczesnego hipochondryka powinno brzmieć następująco: „Nie ma ludzi zdrowych. Są tylko źle zdiagnozowani”. Aktualna re-definicja hipochondrii powinna jeszcze zawierać informację, że jest to choroba zakaźna, która najłatwiej przenosi się poprzez kontakt z internetem.

Po pierwsze, definicja zdrowia przyjęta przez Światową Organizację Zdrowia mówi, że zdrowie to nie tylko brak choroby, ale przede wszystkim „poczucie fizycznego i psychicznego dobrostanu”, a o to znacznie trudniej niż o nieobecność dolegliwych objawów zapalenia zatok czy dyskopatii.

Po drugie, aktualne założenia rozwoju medycyny jako nauki są z grubsza takie, że większość naszych problemów zdrowotnych ma podłoże w biologii. W tym nowym rozumieniu chorobą, zespołem lub syndromem wymagającym leczenia jest więc nie tylko banalne przeziębienie czy znacznie poważniejsza „wieńcówka”, ale również to, co dotąd nie wchodziło w zakres zainteresowań medycyny. Na przykład zahamowania albo fobie.

Opisy symptomów tych nowych chorób, zespołów i syndromów krążą zaś po internecie, gdzie całe społeczności zawzięcie dyskutują na przykład o ignorowanych przez oficjalną medycynę objawach boreliozy. Boli kogoś głowa, no to wklepuje w przeglądarkę „bóle głowy, przyczyny” i za chwilę już wie, że to może być: glejak, tętniak, SM, udar, wylew, ale też toksoplazmoza lub – naturalnie – borelioza.

W tej sytuacji hipochondryk, czyli – jak stanowi aktualna definicja encyklopedyczna – człowiek, który przesadnie koncentruje się na swoim zdrowiu, dopatruje u siebie symptomów różnych groźnych schorzeń, a potem usiłuje przekonać kolejnych lekarzy, jak bardzo jest chory, ma teraz wyjątkowo sprzyjające warunki do kreatywnej autodiagnostyki. Epidemii hipochondrii sprzyja też – paradoksalnie – wzrost przeciętnego poziomu świadomości na temat zagrożeń zdrowotnych płynących ze środowiska. No bo jak się tu nie rozchorować, skoro z każdej półki w spożywczym czyha na hipochondryka zabójczy cholesterol, mordercza sól i trująca glukoza, na polach rośnie – na jego zgubę – roślinność modyfikowana genetycznie a do wody dodawana jest szkodliwa „chemia”, o kleszczach roznoszących boreliozę po trawnikach, to już nawet nie wspominając. Ba, osobisty kot może być nosicielem groźnej dla życia toksoplazmozy!

Toteż obok hipochondryków „prawdziwych”, czyli ludzi cierpiących na poważne zaburzenie nerwicowe, polegające na przesadnej obawie o zdrowie (stanowiących mniej więcej 2-4 procent populacji), rośnie też liczba chorych z urojenia produkowanych przez media. Bo to zwykle właśnie one podają doniesienia ze świata medycyny w tonie sensacji.

Tymczasem już wiadomo, że na początku każdej choroby jest nasza psychika. Za każdym zachorowaniem kryje się osłabienie naturalnego układu odporności. Ten zaś okazuje się wyjątkowo wrażliwy na negatywne bodźce ze strony układu nerwowego. Najlepszym przykładem tego sprzężenia jest zespół stresu pourazowego, kiedy dramatyczne doświadczenie natury psychicznej może w następstwie sprowokować szereg poważnych zaburzeń fizjologicznych. Podręcznikowym przykładem działania tej zasady jest także „syndrom trzeciego roku”, kiedy to większość studentów medycyny odkrywa u siebie objawy tych wszystkich chorób, o których istnieniu dowiaduje się z podręczników diagnostyki.

Nie trzeba zresztą studiować na AM. Wystarczy zajrzeć do „Podręcznika hipochondryka” (2009) autorstwa brytyjskiego dziennikarza Johna Naisha. Zebrane tam relacje prasowe dotyczące najnowszych odkryć w dziedzinie medycyny, z każdego relatywnie zdrowego czytelnika są w stanie uczynić chorego z urojenia. O ile wcześniej nie umrze on z przerażenia czytając, jak to romantyczna kolacja przy świecach może się skończyć śmiertelnym zatruciem ołowiem. Lekturę może też zakłócić letalny atak śmiechu. Bo trudno zachować powagę dowiadując się o takich jednostkach chorobowych, jak udar telefoniczny, demencja szczękowa lub nerwica roszczeniowa!

Tymczasem nie ma się z czego śmiać, bo hipochondria to całkiem poważny problem medyczny. Chorzy z urojenia odczuwają bolesne symptomy w sposób fizyczny. I cierpią naprawdę. Zamiast odsyłania z kwitkiem wśród ironicznych komentarzy, powinni więc otrzymać sensowną pomoc psychologiczną.

Czytelnicy codziennej prasy, regularnie zarażający się z gazety kolejnymi mutacjami boreliozy, powinni zaś wziąć pod rozwagę, że zgodnie z ustaleniami Johna Naisha strach przed chorobą zabija częściej, niż sama choroba.

Według oficjalnych statystyk medycznych hipochondrycy żyją krócej!

Artykuł pochodzi z Deon.pl / Marian Polak


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.