Drażetki m&m’s, kolor którego lepiej się wystrzegać

Wpis pochodzi z newslettera NUTRITERAPIE

Szanowny Czytelniku,

koncepcja m&m’sów jest prosta:

Orzeszki w czekoladzie powleczone otoczką cukrową na podobieństwo drażetek po to, aby nie roztapiały się w rękach („Rozpływają się w ustach, a nie w dłoni”).

To z pewnością kaloryczny produkt, ale efektywnie podnosił on morale amerykańskich żołnierzy podczas II wojny światowej.

Dziś m&m’sy to 400 milionów słodyczy produkowanych każdego dnia1, doskonała machina marketingowa (z wykorzystaniem maskotek stworzonych w 1973 roku) i wielopiętrowe sklepy w Nowym Jorku, Las Vegas, Orlando, Londynie i Szanghaju…

M&M’sy osiągnęły sukces dzięki marketingowi skupionemu na kolorze drażetek

Sztuczne barwniki

W samym użyciu barwników nie ma nic skandalicznego. W starożytnym Rzymie mędrcy powiadali: „Jemy oczami w takim samym stopniu co ustami”. Czyż to nie prawdziwa przyjemność patrzeć na żółte curry, puree z marchewki, kosz pełen ciemnych jagód, sos malinowy…

Jednak, aby uzyskać całe spektrum psychodelicznych kolorów, producenci m&m’sów postawili w pełni na sztuczne barwniki.

Od 1976 roku organizacje konsumenckie alarmują opinię publiczną, sporządzają petycje i próbują wywrzeć nacisk na producenta, Mars Inc., aby zaczął korzystać z naturalnych barwników.

W ostatnich latach coś powoli drgnęło… ale zmiany w dużej mierze zależą od kraju. Firma produkująca m&m’sy nie używa tych samych składników w każdym z państw. Na przykład w Stanach Zjednoczonych wykorzystywane barwniki są bardzo szkodliwe, podczas gdy w Europie nieco dostosowano ich paletę.

Przyjrzyjmy się im zatem bliżej.

Czerwony: zakazany już w latach siedemdziesiątych

Firma Mars Inc. już w 1976 roku w wyniku nałożonego zakazu wycofała kolor czerwony.

I nie bez powodu… czerwony barwnik amarant E123 jest klasyfikowany jako „prawdopodobnie lub zdecydowanie” rakotwórczy przez ARTAC (z fr. Stowarzyszenie na rzecz Terapeutycznych Badań Przeciwnowotworowych)2.

Ale w 1986 roku przywrócono czerwone draże z użyciem innego sztucznego barwnika: czerwieni allura E129.

Z tym barwnikiem nie ma żartów. U myszy prowadzi on do raka pęcherza moczowego3. Przyczynia się on także do nadpobudliwości u predysponowanych do niej dzieci4.

We Francji i w Polsce czerwone m&m’sy uzyskuje się z użyciem naturalnego barwnika – kwasu karminowego E120, znanego również jako koszenila5. Otrzymuje się go z małych czerwonych owadów, czerwców kaktusowych, żerujących na kaktusach w Meksyku. (Ich czerwone ubarwienie ma za zadanie chronić je przed drapieżnikami)6.

Owady wykorzystuje się do produkcji barwnika E120, który można znaleźć w wielu produktach przemysłowych: w parówkach7, kiełbasie merguez, taramosalacie (paście z ikry), truskawkowych słodyczach Tagada, napojach Oasis, gruszkach w winie, skórce sera do raclette czy napojach alkoholowych itd. (trudno się przed E120 uchronić…).

Francja jest największym konsumentem kwasu karminowego E120 na świecie. U niektórych ludzi wywołuje on reakcje alergiczne, takie jak astma czy wysypka8.

Niebieski: najgorszy ze wszystkich

Jeśli chodzi o niebieski, istnieją dwa mieszane barwniki sztuczne:

Indygotyna (E132) i błękit brylantowy FCF (E133).

Indygotyna E132 to barwnik bazujący na ropie naftowej. Przyczynia się on do rozwoju anormalnych komórek, a dokładniej: guzów mózgu u szczurów. Z kolei u dzieci powoduje nadpobudliwość.

Spożywanie błękitu brylantowego FCF (E133) wywołuje nowotwory złośliwe u szczurów. Należy mieć się na baczności z tym kolorem, jeśli jest się wrażliwym na aspirynę. E133 powoduje reakcje alergiczne i podejrzewa się, że – podobnie jak inne barwniki – powoduje on nadpobudliwość u dzieci predysponowanych9.

We Francji i w Polsce wykorzystuje się tylko jeden niebieski barwnik – błękit brylantowy FCF5 E133, który jest bardzo szkodliwy dla zdrowia!

Jest to – moim zdaniem – kolor, którego należy unikać za wszelką cenę!

Żółty: rozwiązanie jest dość proste

Barwnik stosowany w żółtych m&m’sach to żółcień pomarańczowa E110. Jest to, moim zdaniem, najgorszy ze wszystkich barwników.

E110 wiąże się z:

  • nowotworami (guzami nerek),
  • nadpobudliwością,
  • uszkodzeniami chromosomów,
  • biegunką,
  • nudnościami i wymiotami,
  • bólami brzucha,
  • reakcjami alergicznymi,
  • zapaleniami błony śluzowej nosa (katarem),
  • pokrzywką (swędzące płaty na skórze),
  • migrenami,
  • obrzękami skóry.

Odradza się podawanie go dzieciom10.

W Norwegii i Finlandii E110 jest zakazany, a we Francji, jak również i w Polsce na szczęście został on zastąpiony przez E100, czyli kurkuminę (tak po prostu!).

Jakie kolory nam pozostały?

W opakowaniu zwykłym m&m’sów można też znaleźć drażetki w kolorze zielonym, brązowym i pomarańczowym.

A jednak lista składników nie wspomina o tych kolorach.

Dr Frank Walmsley z Uniwersytetu Trinity w Teksasie zauważa: „Jak to możliwe, że w paczce są zielone m&m’sy, choć w składnikach nie znajdziemy zielonego barwnika?”.

Jeśli przypomnisz sobie lekcje fizyki (i plastyki), trzy podstawowe kolory to czerwony (magenta), niebieski (cyjan) i żółty (synteza subtraktywna).

Mieszając je, można uzyskać wszystkie kolory tęczy.

  • zielony = niebieski + żółty,
  • pomarańczowy = czerwony + żółty,
  • brązowy = niebieski + żółty + dużo czerwonego.

Zatem – wszystkie inne kolory m&m’sów to mieszanki szkodliwych barwników syntetycznych, których należy unikać.

Mimo że m&m’sy zawierają olej palmowy, znajdujący się w nich beta-karoten pochodzi z palmy o dojrzałych pomarańczowych owocach. Barwnik ten jest zatem nieszkodliwy, o ile nie bierze się pod uwagę zagrożenia dla środowiska wynikającego z eksploatacji palm olejowych.

Źródło: wrm.org.uy 

β-Apo-8′-karotenal prawdopodobnie pochodzi od szpinaku11.

Śmiertelny w skutkach składnik m&m’sów

Aby warstwa koloru na zewnątrz drażetki lepiej się utrzymywała, biała cukrowa powłoczka we francuskich w polskich m&m’sach zawiera biały pigment, dwutlenek tytanu E171.

Od dawna wiadomo, że E171 jest najprawdopodobniej rakotwórczy dla ludzi.

Jednak w ostatnich latach zaczęto wykorzystywać dwutlenek tytanu w nanocząsteczkach niewidocznych gołym okiem – cóż za świństwo! Można go znaleźć nie tylko w m&m’sach, ale także w gumach do żucia, pastach do zębów i filtrach przeciwsłonecznych.

Te mikroskopijne nanocząstki pokonują wszystkie filtry i bariery ludzkiego ciała: płuca, wątrobę, skórę… Docierają wszędzie, w tym do mózgu12.

Nanocząstki mogą złamać helisy DNA13, przyczyniając się do obumierania komórek i powodując zapalenie płuc, jamy ustnej i jelit14.

Według niektórych badań stosowanie filtrów przeciwsłonecznych zawierających dwutlenek tytanu na oparzenia słoneczne przyspiesza starzenie skóry i przyczynia się do pojawienia się raka skóry.

Mimo tego, odpowiedzailni za zdrowie publiczne we Francji utrzymują, że nanocząsteczki dwutlenku tytanu są bezpieczne.

Aby dać pełne wyobrażenie sytuacji, wspomnę, że niektóre osoby odzyskują dwutlenek tytanu z m&m’sów15 i wykorzystują go do produkcji… paneli słonecznych16!

Mówię całkiem poważne…
… i moim zdaniem nie wróży to nic dobrego.

Czy zagrożenie jest realne?

Ilość barwnika w każdej drażetce pozostaje bardzo mała.

Maksymalna zalecana dzienna dawka każdego barwnika wynosi około 5 mg na kilogram, czyli 350 mg dla osoby dorosłej ważącej 70 kg.

Problem polega na tym, że barwniki są absolutnie wszędzie, a zwłaszcza tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy: w chlebie, wędzonych rybach, wędlinach, korniszonach, skórce serów, owocach w syropie.

Zatem dawki się kumulują. Trzeba przyznać, że naukowcy są przytłoczeni złożonością efektów takich „mieszanek”. Dlatego z czystej ostrożności najlepiej jest unikać dodatków.

Zawsze ta sama historia

Zagrożenia żywieniowe i sanitarne takie jak dwutlenek tytanu naukowcy odkrywają dosłownie każdego dnia.

Musi minąć wiele lat, zanim opinia publiczna zostanie o tym poinformowana. Aby media podały tego typu informacje do powszechnej wiadomości, zwykle potrzeba, aby najpierw jakaś znana osoba zainteresowała się tematem.

System ten sprawia, że ​​uciekają cenne lata.

Z poważaniem,
Eric Müller

PS Jeśli myślisz, że komuś z Twoich bliskich przydałyby się te porady, możesz je przesłać dalej.

Źródła

1) How many „M&M’s”® are consumed and produced each day? https://la.utexas.edu/users/jmciver/350K/NOTES/
M&Ms_FAQ.pdf

2) Additifs alimentaires, E123. http://www.additifs-alimentaires.net/E123.php

3) E129. http://www.ivyroses.com/Define/E129

4) E129: Allura Red. http://www.food-info.net/uk/e/e129.htm

5) M&Ms Peanut – Mars Chocolat France – 330 g. https://fr.openfoodfacts.org/produit/5000159452595/m-ms-
peanut-mars-chocolat-france

6) Il y a un bug dans vos blinis au tarama. http://www.acheterbio.net/2014/04/il-y-bug-vos-
blinis-au-tarama/

7) E120 – Acide carminique.
https://fr.openfoodfacts.org/additif/e120-acide-carminique

8) A.I. Tabar et al., Asthma and allergy due to carmine dye; PMID 13679965; An Sist Sanit Navar. 2003;26 Suppl 2:65–73.

9) Additifs alimentaires, E133. http://www.additifs-alimentaires.net/E133.php

10) E110, Sunset Yellow, FCF Orange Yellow S, FD&C Yellow 6. http://www.ukfoodguide.net/e110.htm

11) Wikipedia, Apocaroténal. https://fr.wikipedia.org/wiki/Apocarot%C3%A9nal

12) Amélie Padioleau, E171: ce poison ne se cache pas que dans les bonbons…, Alternatif Bien-Être, N°109, octobre 2015, SNI Editions.

13) Schiestl R.H., Trouiller B., Reliene R., Westbrook A., Solaimani P., Titanium Dioxide Nanoparticles Induce DNA Damage and Genetic Instability In vivo in Mice, Cancer Res November 15, 2009 69:8784-8789; Published OnlineFirst November 3, 2009.

14) Hussain, Salik, et al. «Research Carbon black and titanium dioxide nanoparticles elicit distinct apoptotic pathways in bronchial epithelial cells.» (2010).

15) How do you get the Titanium Dioxide Out of M and M’s? http://www.answers.com/Q/How_do_you_get_the_
Titanium_Dioxide_Out_of_M_and_M’s

16) Vidéo : Make a Solar Cell – TiO2/Raspberry based. https://www.youtube.com/watch?v=WHTbw5jy6qU


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Możesz cofnąć zegar biologiczny

Codziennie milionom ludzi podaje się leki, które mają niebezpieczne skutki uboczne, podczas gdy istnieją naturalne sposoby na wiele powszechnych dolegliwości, bez leków lub przy ich minimalnym wykorzystaniu.
Zacznij młodnieć już teraz!
Jeśli nie jesteś osobą niepełnosprawną, możesz natychmiast cofnąć zegar biologiczny w sposób całkowicie naturalny, poprzez zwiększenie aktywności fizycznej. Niewątpliwie sprzyja ona zachowaniu organizmu w dobrej formie i zahamowaniu procesu starzenia.
Nawet jeśli na razie prowadzisz siedzący tryb życia, możesz odzyskać swoją formę z czasów młodości. A także radość życia, witalność i dobre samopoczucie, które się z nią wiążą.
Jednak musisz wiedzieć, że niektóre ćwiczenia są niewskazane, a nawet szkodliwe dla osób w średnim wieku. Nieprawidłowo wykonywane mogą spowodować nieodwracalne szkody. Warto więc wiedzieć, z jakich ćwiczeń zrezygnować, a które są bezpieczne, zdrowe i korzystne.
Błędy żywieniowe których należy unikać
Aktywność fizyczna to jeden z krytycznych obszarów, w których łatwo o poważne błędy – takie, które mogą zaszkodzić Twojemu organizmowi, odbierając Ci miesiące, a nawet lata życia w dobrym zdrowiu.
Kolejnym takim obszarem jest odżywianie.
Wielu z nas popełnia niebezpieczny błąd, jedząc zbyt wiele podczas jednego posiłku. Czy Ty również?
Kolejny zły nawyk żywieniowy powoduje, że składniki odżywcze nie docierają do tkanek, które wymagają odnowy lub naprawy. Przez to Twoje tkanki – a więc i Twój organizm – starzeją się zbyt szybko.
Jednym z najbardziej poważnych skutków nieprawidłowego żywienia, który pojawia się w wieku średnim i niewątpliwie skraca długość życia, jest cukrzyca.
Jeśli ktoś z Twoich krewnych cierpi na tę chorobę, Twoje ryzyko zachorowania rośnie. Jeśli masz nadwagę, Twoja podatność też się zwiększa.
Ale niezależnie od skłonności, cukrzyca po 50. roku życia zawsze jest poważnym niebezpieczeństwem. Warto wiedzieć, jaką dietę stosować, aby przeciwdziałać zachorowaniu.
A jeśli już masz stwierdzoną tę chorobę, jak można wyleczyć ją dietą (tak, badania naukowe pokazały już, że to możliwe!).
Jak pozbyć się uzależnienia od cukru?
Cukier jest ściśle powiązany zarówno z cukrzycą, jak i innymi problemami zdrowotnymi. W rzeczywistości wiele osób jest od niego uzależnionych. Jeśli i Ty na to cierpisz, mało prawdopodobne, żebyś wytrzymał więcej niż 2–3 dni bez słodyczy.
Na szczęście są sposoby, aby pozbyć się tego uzależnienia.
Najlepiej jest zacząć dzień posiłkiem zrównoważonym, w skład którego wchodzi produkt mleczny, owoc i napój – to porady zaczerpnięte wprost z oficjalnych zaleceń żywieniowych.
Na pozór śniadanie złożone z kanapki z masłem i dżemem, soku pomarańczowego i szklanki mleka wydaje się więc dobrym rozwiązaniem. 
To jednak bomba cukru!
Większość ludzi nie jest świadoma, że cukier jest dodawany do wielu pokarmów, po które sięgają na co dzień, myśląc, że odżywiają się zdrowo.
Nie wierz w oficjalne 
zalecenia żywieniowe. 
Są przestarzałe i błędne!
Wmawia nam się ponadto, że mleko jest dobre dla kości, chociaż nie ma najmniejszego dowodu na to, żeby wpływało na twardość kości albo chroniło przed złamaniami. Nowe badania przeprowadzone na Harvardzie pokazują, że jest wręcz przeciwnie (to już kolejne informacje naukowe, które to stwierdzają).
Kolejnym zalecanym błędem jest spożywanie niskokalorycznych produktów light, z których usunięto tłuszcz, ale w zamian za to, dla poprawy smaku, dodano substancje szkodliwe dla zdrowia jak syrop glukozowo-fruktozowy, cukier lub sztuczne słodziki, takie jak aspartam.

Podobnych zaleceń na co dzień słyszę dziesiątki i jeśli się do nich stosujesz, to nieświadomie szkodzisz swojemu zdrowiu.
A gdy już wyeliminuję te błędy, to co?
Po wyeliminowaniu błędów żywieniowych i tych dotyczących aktywności fizycznej, jest jeszcze jedna istotna rzecz – uważność.
Powinieneś uważać na siebie.
Nie chodzi jednak o to, żeby z osoby beztroskiej stać się hipochondrykiem. Moim celem jest, żebyś był beztroski, cieszący się doskonałym zdrowiem i to jeszcze długo po swoich 100. urodzinach.
Zapobieganie nie wymaga bowiem ciągłego martwienia się o swoje zdrowie – tylko wiedzy i odrobiny uwagi poświęconej własnemu organizmowi w odpowiednim czasie.
Warto więc wiedzieć, jakie są rzeczywiste sygnały ostrzegawcze i co należy od czasu do czasu kontrolować, a także, w jaki sposób.
Pomoc w dokonywaniu właściwych wyborów
Dożycie w dobrym zdrowiu setnych urodzin jest bardzo realne. Nawet jeśli Twoi rodzice zmarli młodo… Nawet jeśli jesteś w grupie ryzyka wielu chorób przewlekłych… Nadal masz ogromną szansę, że podobnie jak inni będziesz żyć ponad 100 lat.
Ale musisz wiedzieć, na co jesteś podatny… i jakich konkretnie błędów powinieneś unikać.
Wbrew pozorom uzyskanie takich informacji nie jest tak łatwe, jakby się wydawało. Bo trzeba oddzielić ziarno od plew. Prawdziwą wiedzę naukową i rzeczywiście przełomowe odkrycia od pseudomedycznego bełkotu marketingowego. Zdrowie stało się obecnie modnym tematem, którym zajmuje się niemal każdy. Już nie tylko ekspert, ale też stażyści w redakcjach różnych pism czy bloggerzy. Jesteśmy zasypywani setkami mniej lub bardziej rozsądnych porad, jak uniknąć zachorowań i jak się leczyć.
Część ich jest całkowicie wyssana z palca. Część to powtarzanie nieprawdziwych mitów medycznych. Ogromna część to kryptoreklama leków i suplementów produkowanych przez firmy farmaceutyczne.
W tym całym chaosie informacyjnym bardzo trudno jest zorientować się, co jest prawdą, a co mrzonką.
Dlaczego lekarze o tym nie mówią?
Głównym powodem jest fakt, że lekarze w naszej części świata nie są w tym zakresie przeszkoleni.
Uczy się ich, jak leczyć choroby, szczepić, wstawiać protezy, przeprowadzać operacje.
Masz złamaną nogę? Zestawiają ją.
Raka? Usuwają go.
Chore serce? Naprawiają je.
Ten rodzaj medycyny jest rzeczywiście skuteczny, szczególnie w nagłych przypadkach i sytuacjach zagrażających życiu. Ale jego ciemną stroną jest to, że nie pomaga pacjentom zachować pełni zdrowia.
I smutne jest to, że gdy się starzejesz, musisz czekać, aż pewne objawy nasilą się, a nawet dojdzie do znaczącego pogorszenia stanu Twojego zdrowia, żeby lekarz w ogóle się Tobą zajął.
Tylko że w tej sytuacji zastosowane przez niego leczenie może okazać się niewystarczające, bo zostało zaordynowane zbyt późno.
Chirurgia i leki chemiczne, choć nieocenione w wielu sytuacjach, zawsze niosą za sobą ryzyko poważnych skutków ubocznych.
Wiele osób czuje się bardziej osłabionych w wyniku leczenia i przeprowadzanych zabiegów medycznych niż z powodu, dla którego poddali się leczeniu.
Na szczęście nie musisz podążać tą drogą.

Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Lekarze o tym nie mówią

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia
Szanowny Czytelniku,
wiele osób po 50. roku życia jest przekonanych, że dba o swoje zdrowie wystarczająco, gdyż wykonuje zlecane przez lekarza badania.
Ale czy wiesz, że najnowsze badania naukowe dowodzą, że coroczne wykonywanie mammografii może przynieść więcej złego niż dobrego?
Podobnie jest z przesiewowym wykonywaniem badań w przypadku prostaty.
To tylko niektóre informacje z największych światowych instytutów badawczych, o których prawdopodobnie nie dowiesz się od swojego lekarza.
Lekarze na studiach otrzymywali zupełnie inne zalecenia, które dopiero teraz rzeczywistość weryfikuje. Szkoleni są zaś dziś głównie przez firmy farmaceutyczne i medyczne – które nie mają żadnego interesu w przekazywaniu im takich informacji.
Dużo prościej jest im ufać temu, co znane i powtarzalne, powielając schematy postępowania wyuczone na studiach i szkoleniach sponsorowanych.
Wystarczy zidentyfikować jednostkę chorobową i wypisać receptę na lek rekomendowany przez koncern farmaceutyczny.
Aż 9 na 10 starszych dorosłych ma jakiś typ przewlekłej choroby, a prawie 8 na 10 ma więcej niż jeden. Są więc duże szanse, że prędzej czy później jakaś choroba dotknie również Ciebie.
To co ma Ci pomóc, może Cię zabić
Nie licz na to, że o długość i jakość Twojego życia zadba służba zdrowia.
Czy wiedziałeś, że leki na receptę są 4. najczęstszą przyczyną zgonówna świecie. Brzmi to niewiarygodnie, a jednak to przerażająca prawda.
Już w kwietniu 1998 roku Washington Post alarmował: 106 000 osób w USA umiera co roku z powodu prawidłowo przepisanych leków!
To leki na serce, leki rozrzedzające krew i chemioterapeutyki – przepisywane przez lekarzy na najczęstsze choroby drugiej połowy życia – powodują wśród pacjentów najwięcej zgonów.
To, że Twój lekarz przepisał Ci lekarstwa, nie musi oznaczać, że są one bezpieczne.
Bardzo groźne dla zdrowia mogą być nawet popularne leki dostępne bez recepty.
Paracetamol reklamowany jest jako bezpieczny i jest zawarty w wielu lekach przeciwbólowych i lekach na przeziębienie. Tymczasem każde opakowanie zawiera jego śmiertelną dawkę i z łatwością możemy go przedawkować, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Już po zażyciu 4 g paracetamolu (to raptem 4 tabletki przy dawce 1000 mg) może wystąpić konieczność pilnego przeszczepu wątroby. Grozi to szczególnie osobom starszym lub spożywającym dużo alkoholu.
Ibuprofen powoduje uszkodzenia jelit, szczególnie po wysiłku fizycznym, a zjawisko to może zwiększać ryzyko zachorowania na choroby autoimmunologiczne, takie jak:
  • cukrzyca typu 1,
  • stwardnienie rozsiane,
  • reumatoidalne zapalenie stawów,
  • choroba Leśniowskiego-Crohna i inne
Inne popularne leki przeciwbólowe (koksyby i diklofenak) aż o 30% zwiększają częstość występowania incydentów sercowo-naczyniowych.
Podobnie wygląda problem z przyjmowanymi powszechnie lekami na cholesterol, cukrzycę typu 2, osteoporozę czy lekami przeciwlękowymi.
Codziennie milionom ludzi podaje się leki, które mają niebezpieczne skutki uboczne, podczas gdy istnieją naturalne sposoby na wiele powszechnych dolegliwości, bez leków lub przy ich minimalnym wykorzystaniu. Przemysł farmaceutyczny jest dzięki temu jednym z najbardziej dochodowych biznesów na świecie. 
Na szczęście nie musisz podążać tą samą drogą
Pomóż swojemu organizmowi regenerować się całkowicie naturalnie.
Choroby, które najczęściej rozwijają się z wiekiem, takie jak artroza, choroby układu sercowo-naczyniowego, demencja, rak, problemy ze wzrokiem i słuchem, można powstrzymać, a nawet pokonać, tylko dzięki uruchomieniu naturalnych procesów regeneracji Twojego organizmu.
Organizm człowieka nie jest maszyną, która zużywa się w miarę upływu lat.
Czy wiesz, że większość komórek w Twoim ciele ma mniej niż dwa lata?
Komórki w Twoich jelitach odnawiają się co 3 dni. Te w siatkówce oka – co 10 dni. Twoja wątroba, nerki, śledziona i płuca całkowicie odnawiają się co 300–500 dni. Nawet Twój szkielet odnawia się całkowicie co 10 lat.
Starzenie się nie oznacza „zużywania” się Twojego ciała. Jeśli się starzejesz, to tylko dlatego, że istnieją jakieś niedobory lub została zachwiana naturalna równowaga, co hamuje właściwą regenerację Twoich organów.
Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie te niedobory i brak równowagi można korygować.



Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Oczyszczanie

Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Odżywianie

Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Olej konopny. Właściwości, zastosowanie.

Olej konopny (Cannabis Sativa), to kombinacja wielu witamin i minerałów. Polecany jest każdemu, ponieważ stanowi ważny element zdrowej i zbilansowanej diety.

Nie zawiera cholesterolu, wspomaga metabolizm komórek oraz układ odpornościowy. Jest bardzo ważną substancją dla organizmu, ponieważ gwarantuje mu prawidłowe funkcjonowanie.

Posiada lekko orzechowy smak z korzennym posmakiem. Kolor zielony, klarowny z ewentualnym osadem. Sprzedawany w ciemnej szklanej butelce. Ze względu na wysoką zawartość kwasów omega, wymaga przechowywania w lodówce.

Substancje psychoaktywne występują tylko w kwiatostanie, liściach i łodygach konopi, dlatego też olej tłoczony z nasion jest wolny od tych substancji.

Największym atutem oleju konopnego jest jego silne działanie przeciwnowotworowe oraz wspomagające naturalną odporność organizmu. Dzięki korzystnej proporcji kwasów omega 3 do omega 6 (1:3) reguluje gospodarkę lipidową organizmu, oraz wspomaga usuwanie toksyn z organizmu. Zawiera witaminę E działającą antyrodnikowo i przeciwzapalnie; witaminę D niezbędną do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu; Witaminę A odpowiedzialną za prawidłowe widzenie oraz witaminę K, która odpowiada za prawidłową krzepliwość krwi, zapobiega pękaniu naczynek krwionośnych, przyspiesza gojenie się ran, jak również zapobiega osteoporozie i hamuje rozwój nowotworów. Zawiera naturalnie występujący w nasionach chlorofil, który działa przeciwzapalnie i łagodząco. Olej konopny zawiera w swoim składzie niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe w tym bardzo cenną frakcję kwasu linolenowego – kwas gamma-linolenowy GLA, który działa anty zapalnie, przeciw nowotworowo, wzmacniająco i kardioprotekcyjnie.

Olej konopny ma zbawienny wpływ na nasze zdrowie.

  • Układ odpornościowy: za sprawą obecności kwasów omega-3 i omega-6, olej konopny zwiększa naturalną odporność organizmu wzmacniając florę jelitową, która chorobni przed dostępem groźnych bakterii.
  • Układ sercowo-naczyniowy: zmniejsza stężenie lipidów we krwi, dzięki czemu zapobiega miażdżycy, wzmacnia naczynia krwionośne i usprawnia przepływ krwi. Dodatkowo zapobiega zatorom, ponieważ hamuje agregację, czyli sklejanie się krwinek, co powoduje powstawanie zakrzepów i czopów, które zatykają naczynia krwionośne.
  • Ochrona przed nowotworami: olej konopny jest bogaty w przeciwutleniacze, które aktywnie przeciwdziałają rozwojowi nowotworów. Zielony kolor nadaje mu chlorofil, który blokuje przemianę zdrowych komórek w tkanki nowotworowe.
  • Działanie przeciwbólowe: olej konopny łagodzi stany zapalne organizmu, łagodzi bóle stawów oraz obrzęki mięśni przyspiesza regenerację błon śluzowych i skóry.
  • Układ hormonalny: jednym z kluczowych składników oleju konopnego jest kwas gamma-linolenowy, który nie tylko zmniejsza poziom cholesterolu, ale również reguluje gospodarkę hormonalną organizmu po przekształceniu w hormon prostaglandyny PGE1. Miedzy innymi dzięki temu spożywanie oleju konopnego łagodzi syndromu napięcia przedmiesiączkowego.
  • Inne działania: olej konopny wykazuje działanie moczopędne, sprzyja eliminacji toksyn z organizmu oraz działa uspokajająco i nasennie.

Skład oleju konopnego pod względem chemicznym jest bardzo zbliżony do tłuszczu ochronnego jaki wydziela ludzka skóra dlatego też jest bardzo cenionym suplementem diety, coraz częściej wykorzystywanym przez przemysł kosmetyczny.

Co daje naszej cerze

  • Dzięki swojemu bogatemu składowi, a w szczególności obecności w nim kwasów tłuszczowych wpływa na jakość stanu naszej skóry. Dzięki nim staje się ona zdrowsza.
  • Olej konopny reguluje gospodarkę lipidową skóry co jest bardzo istotne w przypadku cery mieszanej i tłustej.
  • Jest łatwo absorbowany przez skórę. Cechuje się dobrym rozprowadzaniem na skórze, nie pozostawiając na niej tłustego filmu.
  • Wykorzystywany w kremach czy maseczkach cechuje się wysokim poziomem nawilżenia skóry. Wykazuje dla niej właściwości regenerujące oraz zapobiega powstawaniu zmarszczek mimicznych, a także leczy stany chorobowe skóry np. łuszczycy.
  • Wzmacnia naturalną odporność skóry na działanie czynników zewnętrznych, takich jak otarcia mechaniczne, ekstremalne temperatury lub silny wiatr.
  • Zmniejsza ryzyko zapaleń, podrażnień i przebarwień i stanów zapalnych.
  • Dzięki zdolności do regulacji gospodarki lipidowej skóry, wspomaga leczenie trądziku i matowi cerę tłustą.
  • Leczy poważne stany chorobowe skóry, takie jak łuszczyca, egzema i łojotok.
  • Wykorzystywany w odżywkach do włosów sprawia, że włosy stają się lśniące i dużo łatwiej się rozczesują.

Olej konopny w kuchni

W kuchni olej konopny może być stosowany jako dodatek do sałatek, aby poprawić smak warzyw. Można polewać nim pieczywo i używać go jako zamiennik masła. Ten dobroczynny olej może być również używany do dań gorących np. zup czy makaronów. Można wykorzystywać go jako dodatek do potraw, aby wzmocnić ich smak. Warto pamiętać o tym, że nie zaleca się używać oleju konopnego do smażenia. Ze względu na swoją strukturę, nie nadaje się do tego.

Żeby zachował charakterystyczny smak i właściwości zdrowotne, olej konopny powinien być tłoczony na zimno i spożywany w formie nierafinowanej. Proces rafinacji służy usunięciu z oleju potencjalnie szkodliwych składników i oczyszczeniu go, dzięki czemu staje się przejrzysty. Ubocznym efektem tego procesu jest jednak redukcja właściwości odżywczych oraz smakowych.

Po olej konopny powinni sięgać również weganie. Ma sporo białka, przyswajalnego lepiej niż to pochodzące z soi, dlatego jest cennym dodatkiem do diety pozbawionej mięsa i nabiału.

Olej konopny – właściwości.

  • CBD wykazuje działanie przeciwnowotworowe – hamuje namnażanie komórek rakowych oraz aktywnie prowadzi do ich obumierania (apoptozy) nie uszkadzając przy tym zdrowych komórek (skuteczność dowiedziono zwłaszcza w odniesieniu do raka piersi, glejaków (guzów mózgu lub rdzenia kręgowego), a także komórek białaczkowych i tych występujących w innych formach raka);
  • Olejek konopny jest stosowany w terapii epilepsji – zwłaszcza ciężkich przypadków np. zespołu Dravet (ciężkiej mioklonicznej padaczki niemowląt). CBD działa przeciwdrgawkowo, zmniejsza częstotliwość i siłę napadów, w odróżnieniu od standardowych leków przeciwpadaczkowych. CBD aktywuje układ kannabinoidowy, który m.in. chroni układ nerwowy przed nadmiernym wzbudzaniem impulsów nerwowych (i szkodliwym napływem jonów wapnia);
  • CBD wykazuje działanie przeciwbólowe (bóle przewlekłe, migrenowe, bóle włókien mięśniowych);
  • Działa przeciwzapalnie (np: zapalenie stawów);
  • Działa uspokajająco, nasennieprzeciwlękowoprzeciwpsychotycznieprzeciwdepresyjnie (łagodzi objawy zespołu stresu pourazowego – PTSD);
  • Zmniejsza ciśnienie wewnątrzgałkowe w oku (jaskra);
  • Działa przeciwwymiotnie i stymuluje apetyt (bulimia, chemioterapia);
  • Ponadto wykazuje działanie neuroprotekcyjne (ochronne na układ nerwowy) i przeciwutleniające (wymiata wolne rodniki tlenowe);
  • Może być stosowany pomocniczo w rekonwalescencji po udarach, w zespole wyniszczenia w przebiegu infekcji HIV, w chorobach neurozwyrodnieniowych tj. Alzheimer, stwardnienie rozsiane i Parkinson.

Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Witamina C. Lek na wszystkie choroby.

Witamina C należy do substancji organizujących nasze zdrowie.

Tworzy podstawy funkcji systemu immunologicznego, wspiera muskulaturę serca, przemianę materii, oddychanie komórek i gospodarkę hormonalną. Wspomaga witalność, elastyczność i wydajność. Hamuje spadek energii w komórkach, stymuluje produkcję interferonu niezwykle pomocnego podczas leczenia w chorobach nowotworowych. Posiada właściwości obronne w stosunku do wielu substancji toksycznych, tj. ołów, dwusiarczek węgla, anilina i inne.

W publikacjach medycznych znajdziemy głęboko ukryte dowody, że witamina C to prosty, wielofunkcyjny eliksir, który może skutecznie leczyć wiele „nieuleczalnych”, śmiertelnych chorób, od polio aż po AIDS, a także różne rodzaje infekcji, tak błahych, jak i poważnych.

Zwierzęta żyjące na wolności bez problemów produkują w swoich organizmach ważną dla życia witaminę C. Tylko człowiek, małpa i kilka egzotycznych zwierząt straciło tę umiejętność. Jesteśmy więc zdani na źródła zewnętrzne.

Ponadto witamina C, jak każda witamina rozpuszczalna w wodzie, nie jest magazynowana w organizmie. Jej nadmiar w ciągu kilku godzin – a przy obciążeniu fizycznym jeszcze szybciej, zostaje wydalony z organizmu.

Nasz organizm przez cały czas narażony jest na działanie różnego rodzaju wirusów i bakterii chorobotwórczych, dlatego obowiązkowo powinniśmy zadbać o stały i odpowiedni jej poziom w naszym organizmie.

Bardzo trudne jest uzyskanie odpowiednio dużej dawki witaminy C z pożywienia. Wybór produktów zawierających tę witaminę jest ograniczony, a jej zawartość niska. Witamina C jest niezwykle wrażliwa na działanie światła, wysokiej temperatury i wilgoci. Wielu ekspertów jest zdania, że poprzez transport, magazynowanie, bezpośrednie działanie tlenu, gotowanie i fabryczne przetwarzanie żywności, może ulec zniszczeniu do 90 % pierwotnej witaminy C.


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Choroba zwyrodnieniowa stawów – co trzeba wiedzieć

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Szanowny Czytelniku,

choroba zwyrodnieniowa stawów (artroza) jest bardzo powszechną dolegliwością, z powodu której co roku miliony ludzi udają się do lekarza (we Francji cierpią na nią aż 4 miliony osób, w Polsce – ok. 2 milionów).

Dla przemysłu farmaceutycznego jest kurą znoszącą złote jaja, wykorzystywaną do granic przyzwoitości, co doprowadziło do wybuchu skandalu z lekiem Vioxx (lek przeciwzapalny stosowany w leczeniu bólu wywołanego artrozą, w 2004 r. wycofany z rynku, ponieważ stanowił zagrożenie dla serca).

Choroba zwyrodnieniowa stawów objawia się bolesnością, obrzękiem, upośledzeniem ruchomości jednego lub kilku stawów. Każdy ruch sprawia ból – można więc zapomnieć o grze w piłkę, tańcu, nartach czy tenisie, nie mówiąc już o bieganiu, dżudo, karate czy podnoszeniu ciężarów.

Niektórzy pacjenci nie są w stanie chodzić po schodach, a bywają nawet przypadki całkowitego unieruchomienia. Krótko mówiąc, jest to choroba bardzo uciążliwa i dlatego osoby na nią cierpiące od dawna garściami sięgają po leki przeciwzapalne, kortyzon i chemiczne analgetyki (leki przeciwbólowe).

Leki początkowo przynoszą ulgę. Cud – nagle znów możesz otwierać słoiki, łupać orzechy, uprawiać ogródek! Przez kilka miesięcy – ba, może nawet lat – na nowo odkrywasz drobne życiowe przyjemności.

Po pewnym czasie ataki choroby stają się jednak silniejsze i coraz dłuższe. W dobrej wierze łykasz pigułkę za pigułką – przez siedem, dziesięć, piętnaście dni… aż zauważasz, że nie tylko leki są mniej skuteczne niż wcześniej, ale na domiar złego całkiem rozregulował się Twój układ trawienny. Biegunki, zaparcia, bóle brzucha, wreszcie krwawienia – zaczynasz się niepokoić. Pojawia się pytanie: czy kontynuować leczenie, czy bóle stawów nie były jednak mniejszym złem…

I, niestety, jest to pytanie zasadne. Chorobę zwyrodnieniową stawów wywołuje zapalenie chrząstki – tej „poduszki” chroniącej zakończenia kości i umożliwiającej płynne zgięcia stawów. W przypadku artrozy czynniki zapalne w stawach niszczą chrząstkę, która pęka, wyciera się i może nawet całkowicie zaniknąć, pozostawiając kości zupełnie nieosłonięte. Wówczas przy każdym ruchu kości pocierają o siebie, a to sprawia ból i wręcz zaostrza stan zapalny objawiający się obrzękiem stawów.

Jedynym skutkiem działania leków jest łagodzenie bólu

Dzisiejsze leki, również te najnowocześniejsze, jedynie uśmierzają ból. Zupełnie nie oddziałują na chrząstkę, która ulega postępującej degeneracji.

To dlatego działają jedynie na krótką metę. W dłuższym okresie ich skuteczność maleje i wreszcie całkowicie zanika, wraz z zanikiem tkanki chrzęstnej. Wówczas leki powodują tylko skutki uboczne, a te potrafią być niebezpieczne. Jest jednak i dobra wiadomość: ostatnie badania naukowe wykazały, że medycyna naturalna oferuje bardzo ciekawe sposoby na chorobę zwyrodnieniową stawów.

Niewykluczone wręcz, że artroza jest jednym ze schorzeń, które rokują największe nadzieje. Wielu pacjentów zdołało już całkowicie uwolnić się od bólu dzięki rozwiązaniom zgodnym z naturą.

Opiszę dziś kilka możliwych kuracji, które powinny przynieść ulgę większości pacjentów. Proszę się jednak nie niepokoić, jeśli żadna z nich się nie sprawdzi – będę w newsletterze Poczta Zdrowia często wracać do tematu choroby zwyrodnieniowej stawów, aby omówić wszystkie jej aspekty, a przy okazji podpowiedzieć wiele skutecznych metod leczenia.

Przeciwbólowo: hakorośl

Bardzo proszę znawców medycyny naturalnej o wybaczenie, że zaczynam od tak „oczywistej oczywistości”. Hakorośl można dziś kupić na każdym rogu. Nie występuje już chyba tylko w dworcowych automatach z przekąskami (ale pewnie i tam wkrótce zagości). Roślina ta robi ostatnio taką furorę, że jej uprawy w Afryce stają się przyczyną (kolejnej) katastrofy ekologicznej.

Hakorośl uprawia się na piaszczystych pustyniach Republiki Południowej Afryki i Namibii. Z jej korzeni wytwarza się żelatynowe kapsułki zawierające główne substancje czynne: harpagozyd, harpagid, prokumbozyd, prokumbid, substancje o działaniu przeciwzapalnym i przeciwbólowym.

Kuracja tą rośliną działa zazwyczaj szybko i spektakularnie w przypadku reumatyzmu, przynosząc choremu ulgę i umożliwiając zmniejszenie dawek zażywanych leków. Wiele osób przyznaje, że już nie potrafi się bez niej obejść.

W badaniu opublikowanym w 2003 r. wykazano zdecydowane złagodzenie bólu i innych objawów choroby zwyrodnieniowej stawów u 75 pacjentów leczonych hakoroślą. Ból zmniejszył się o 25 do 45% i o tyle samo wzrosła mobilność pacjentów1. Wyniki wszystkich badań poświęconych temu zagadnieniu sugerują, że hakorośl jest równie skuteczna jak środki farmaceutyczne w łagodzeniu stanów zapalnych i bólów związanych z artrozą.

Weźmy na przykład zupełnie niedawno przeprowadzone badanie francuskie, którym objęto 122 osoby z chorobą zwyrodnieniową stawu biodrowego i kolanowego. Przez cztery miesiące jedna grupa ochotników stosowała hakorośl w dawce 435 mg na dobę, a druga przyjmowała lek przeciwzapalny pod nazwą diacereina. Obie grupy uzyskały takie same rezultaty pod względem redukcji bólu, jednak po zakończeniu badania pacjenci przyjmujący hakorośl stosowali mniejsze dawki leków niż przed badaniem. Również na biegunkę skarżyli się rzadziej (o 26%) niż pacjenci poddani chemicznej terapii przeciwzapalnej2.

W innym badaniu z 2003 r. na 44 przypadkach porównano skuteczność hakorośli i rofekoksybu. Pacjenci mogli równolegle kontynuować swoje standardowe leczenie lub przerwać je, gdyby poczuli się lepiej. Po sześciu tygodniach od rozpoczęcia badania 10 pacjentów zdołało dzięki hakorośli przerwać swoje standardowe leczenie na dłużej niż 5 dni. W grupie rofekoksybu było to możliwe tylko u 5 pacjentów. W pozostałych przypadkach redukcja bólu była porównywalna w obu grupach, z tym że u osób zażywających rofekoksyb wystąpiło dwa razy więcej efektów niepożądanych3.

I po bólu…

Imbir – nieznane właściwości przeciwzapalne

Jak już wiemy, pozbycie się bólu to za mało. Trzeba jeszcze zredukować stan zapalny wywołany przez czynniki zwane interleukinami, które wpływają niszcząco na chrząstkę.

Medycyna ajurwedyjska stosuje imbir (Zingiber officinale) jako podstawową roślinę do zwalczania wszelkiego rodzaju stanów zapalnych. W przeprowadzonych niedawno badaniach potwierdzono właściwości przeciwzapalne substancji zawartych w imbirze. Niektórzy naukowcy twierdzą wręcz, że mógłby on z powodzeniem konkurować z lekami najnowszej generacji4.

To właśnie wielowiekowa tradycja leczenia imbirem skłoniła w 1992 r. naukowców do próby zastosowania jego sproszkowanego korzenia w leczeniu choroby zwyrodnieniowej stawów. Po 3 miesiącach stosowania trzy czwarte pacjentów odczuło poprawę. Część z nich kontynuowała kurację opartą na imbirze przez ponad dwa i pół roku bez żadnych istotnych działań niepożądanych5.

W opiniotwórczym czasopiśmie medycznym „Arthritis and Rheumatism” ostatnio opublikowano wyniki ciekawego badania klinicznego: osobom cierpiącym na chorobę zwyrodnieniową stawu kolanowego przez 6 tygodni podawano imbir i placebo. Uczestnicy mogli zażywać farmaceutyki chemiczne, gdyby ból był zbyt silny. W trakcie badania ani lekarze prowadzący, ani pacjenci nie wiedzieli, kto zażywa imbir, a komu podaje się pigułki o działaniu obojętnym (placebo). Taki rodzaj badania nazywa się fachowo „badaniami kontrolowanymi o podwójnie ślepej próbie”, a ich wyniki uznaje się za najbardziej wiarygodne.

Pod koniec badania naukowcy stwierdzili, że pacjenci zażywający imbir (w odróżnieniu od tych, który otrzymywali placebo) poruszają się z większą swobodą, słabiej odczuwają ból i mają mniej zesztywniałe stawy, co oznacza, że imbir okazał się bardzo skuteczny w leczeniu artrozy6. To jednak dopiero początki badań nad stosowaniem imbiru jako leku na chorobę zwyrodnieniową stawów i trzeba jeszcze poczekać na potwierdzenie tych wyników, aby mieć pewność co do skuteczności tej terapii.

Spowolnienie postępu choroby dzięki kwasom omega-3

Trzecią strategiczną bronią w walce z chorobą zwyrodnieniową stawów są substancje, które pomagają spowolnić postęp choroby, a mianowicie kwasy tłuszczowe omega-3.

Kwasy omega-3 to kolejny „szlagier” medycyny naturalnej, którego skuteczność jest już niezaprzeczalnie uznana nawet przez medycynę konwencjonalną. Jest to rodzina kwasów tłuszczowych występujących w zielonych roślinach, orzechach, tłustych rybach (sardela, śledź, makrela, sardynka, łosoś), siemieniu lnianym, oleju rzepakowym, orzechowym i lnianym. Po ich spożyciu z kwasów tłuszczowych powstają związki o silnych właściwościach przeciwzapalnych.

Doktor Bruce Caterson z uniwersytetu w Cardiff (Walia) już od 1998 r. zgłębia wraz z zespołem potencjalne korzyści ze stosowania suplementacji kwasów omega-3 w chorobie zwyrodnieniowej stawów. Po kilku udanych eksperymentach przeprowadzonych w laboratorium na zwyrodniałej tkance chrzęstnej naukowcy opublikowali właśnie wyniki swoich pierwszych prób na ludziach.

Również one okazują się bardzo obiecujące. W badaniu uczestniczyło 31 osób z chorobą zwyrodnieniową stawów zakwalifikowanych do operacji wszczepienia protezy stawu kolanowego. Połowa uczestników przez 10 do 12 tygodni przed zabiegiem przyjmowała 2 razy na dobę kapsułki zawierające 1 g oleju z wątroby dorsza wzbogaconego w kwasy omega-3. Druga połowa otrzymywała placebo. Po operacji przebadano usuniętą chrząstkę.

Wyniki: w 86% przypadków z grupy kwasów omega-3 – w porównaniu do 26% z grupy placebo – w chrząstce nie było śladu (lub były niewielkie ilości) niszczycielskich enzymów. Zdaniem autora badania, profesora Catersona, „jest to konkretny dowód na to, że suplementacja kwasów tłuszczowych omega-3 może spowolnić lub nawet powstrzymać degenerację chrząstki i złagodzić stan zapalny oraz ból towarzyszący artrozie”. Również w tym przypadku mamy jednak jeszcze za mało danych, choć są one obiecujące.

Odbudowa chrząstki:
glukozamina i chondroityna

Najlepsze zostawiłem na deser: dwie naturalne substancje, które mogą przyczynić się nawet do odwrócenia procesu chorobowego w artrozie, czyli – innymi słowy – odbudować chrząstkę i odmłodzić nasze stawy o kilka lat.

W chrząstce zawarte są cząsteczki, które działają jak gąbka: wchłaniają i przechowują wodę, zapewniając w ten sposób giętkość i elastyczność tkanek stawowych. Są to tak zwane proteoglikany (choć mniejsza o nazwę) – bez nich chrząstka nie jest odporna na uderzenia, marszczy się, pęka i może całkowicie zaniknąć.

Aby komórki naszych stawów mogły wytwarzać proteoglikany, potrzebują dwóch substancji: glukozaminy i chondroityny. Zwykle wytwarzane są one przez chondrocyty z glukozy dostarczanej w diecie w wyniku kilku reakcji biochemicznych. Jednak w przypadku artrozy chondrocyty, nawet dobrze zaopatrzone w glukozę, nie są już w stanie właściwie wywiązywać się z tego zadania.

Naukowcy zauważyli, że dużo lepsze rezultaty otrzymuje się, dostarczając do chondrocytów gotową glukozaminę i chondroityny w postaci doustnych suplementów. W niektórych przypadkach substancje te stymulują wytwarzanie proteoglikanów i normalizują metabolizm tkanki chrzęstnej. Nie tylko zatrzymuje się jej degeneracja, ale nawet może się zacząć odbudowa nowej chrząstki.

Większość prowadzonych od ponad 20 lat badań potwierdza skuteczność suplementacji glukozaminy w łagodzeniu bólu towarzyszącego lekkim lub niezbyt ciężkim przypadkom choroby zwyrodnieniowej stawów. Poprawa następuje po 2 do 8 tygodni leczenia i utrzymuje się przez kilka tygodni po jego zaprzestaniu. Wynika to z właściwości przeciwzapalnych glukozaminy7.

Ponadto – i na tym właśnie opiera się przewaga glukozaminy nad lekami przeciwzapalnymi – w niektórych przypadkach może ona ustabilizować proces degeneracji chrząstki. Dwa badania kliniczne z udziałem chorych na artrozę stawu kolanowego wykazały, że przyjmowanie 1500 mg siarczanu glukozaminy codziennie przez 3 lata pomaga powstrzymać postęp choroby8, 9. Nie zgłoszono żadnych istotnych działań niepożądanych.

Ta terapia wymaga jednak, by w stawie nadal istniały komórki chrząstkotwórcze, czyli by tkanka chrzęstna nie była jeszcze całkowicie zniszczona. Stąd tak ważne jest wczesne podjęcie działań profilaktycznych, na przykład po odniesionym wskutek upadku na nartach urazie kolana, ponieważ tego typu urazy natychmiast uruchamiają proces zapalny, który ostatecznie prowadzi do uszkodzenia chrząstki.

A co z chondroityną? Nawet jeśli nie jest tak dogłębnie przebadana jak glukozamina, dysponujemy wynikami badań klinicznych, które sugerują, że może uśmierzać ból. Może również przyczyniać się do powstrzymania lub spowolnienia postępu choroby.

W pewnym kontrolowanym badaniu z podwójnie ślepą próbą naukowcy obserwowali 120 osób z chorobą zwyrodnieniową stawu kolanowego. Leczenie, które porównywano ze stosowaniem placebo, polegało na przyjmowaniu 800 mg siarczanu chondroityny codziennie przez 3 miesiące. Taką kurację podejmowano raz do roku. Po pierwszym roku pacjenci zgłaszali wyraźnie mniejsze dolegliwości, a prześwietlenia wykazywały niewielkie zmiany w ubytkach tkanki chrzęstnej. Podobnie jak w przypadku glukozaminy również pozytywne działanie chondroityny utrzymywało się po zakończeniu kuracji10.

Naukowcy wykazali również, że wyższą skuteczność leczenia osiąga się, stosując glukozaminę i chondroitynę łącznie.

Zdrowia życzę!
Jean-Marc Dupuis

Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia/

Leczenie bez skutków ubocznych:

Jednym z problemów dzisiejszej medycyny jest fakt, że lekarze o wiele za rzadko proponują pacjentom terapie naturalne. A przecież doskonale wiadomo, że są one bardzo skuteczne, jeśli chodzi o leczenie bólu i wielu chorób! Nie mają groźnych skutków ubocznych, ani nie są tak kosztowne, jak większość leków syntetycznych. Trzeba tylko wiedzieć, co i jak stosować. Tutaj znajdziesz informacje na ten temat.

********************

Źródła:

1. T. Wegener, Treatment of patients with arthrosis of hip or knee with an aqueous extract of Devil’s Claw (Harpagophytum procumbens DC.), „Phytother Res” 2003, 17(10):1165-1172.
2. D. Leblan, Harpagophytum procumbens in the treatment of knee and hip osteoarthritis. Four-month results of a prospective, multicenter, double-blind trial versus diacerhein, „Joint Bone Spine”, 2000, 67(5):462-427.
3. S. Chrubasik, A randomized double-blind pilot study comparing Doloteffin and Vioxx in the treatment of low back pain. Rheumatology, Oxford, 2003, 42(1):141-148.
4. F. Kiuchi, Inhibition of prostaglandin and leukotriene biosynthesis by gingerols and diarylheptanoids, Chem Pharm Bull 1992, 40(2):387-391.
5. K.C. Srivastava., Ginger (Zingiber officinale) in rheumatism and musculoskeletal disorders, „Med Hypotheses”, 1992, 39(4):342-348.
6. R.D. Altman, Effects of a ginger extract on knee pain in patients with osteoarthritis, „Arthritis Rheum” 2001, 44(11):2531-2538.
7. C.T. Jr Vangsness, W. Spiker, J. Erickson, A review of evidence-based medicine for glucosamine and chondroitin sulfate use in knee osteoarthritis. Arthroscopy, 2009 Jan; 25(1):86-94. Epub 2008 Sep 30. Review. PubMed PMID: 19111223.
8. J.Y. Reginster, R. Deroisy, L.C. Rovati, R.L. Lee, E. Lejeune, O. Bruyere, G. Giacovelli, Y. Henrotin, J.E. Dacre, C. Gossett, Long-term effects of glucosamine sulphate on osteoarthritis progression: a randomised, placebo-controlled clinical trial. Lancet 2001 Jan 27;357(9252):251-6.
9. K. Pavelka, J. Gatterova, M. Olejarova, S. Machacek, G. Giacovelli, L.C. Rovati, Glucosamine sulfate use and delay of progression of knee osteoarthritis: a 3-year, randomized, placebo-controlled, double-blind study. Arch Intern Med 2002 Oct 14;162(18):2113-23.
10. D. Uebelhart, Intermittent treatment of knee osteoarthritis with oral chondroitin sulfate : a one-year, randomized, double-blind, multicenter study versus placebo, Osteoarthritis Cartilage, 2004 Apr;12(4):269-76.


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Jak jeść zdrowo i nie pójść z torbami

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Szanowny Czytelniku,

z roku na rok ceny żywności rosną, ale to nie powinno być powodem, żeby źle się odżywiać. Po pierwsze dlatego, że jeśli faktycznie grozi Ci zapaść finansowa, dobre zdrowie będzie na wagę złota. A po drugie, ponieważ to nieprawda, że fast foody są tańsze niż zdrowa żywność, i to niezależnie od wzrostu cen.

Problem w tym, że dobrego odżywiania – podobnie jak dobrego pisania, śpiewania czy mówienia – trzeba się nauczyć.

Oto jak lepiej się odżywiać za niewielkie pieniądze:

Poświęć trochę czasu

W epoce mrożonek, mikrofalówek i fast foodów zdążyliśmy zapomnieć o tym, że jedzenie wymaga czasu. Jest on potrzebny, by wybrać pokarmy, przygotować je i spożyć. Na każdym z tych etapów możesz oszczędzić na czasie, jednak odbędzie się to kosztem Twojego zdrowia i portfela.

Jeśli chcesz lepiej się odżywiać, nie zwiększając przy tym wydatków, musisz sobie obiecać, że poświęcisz na to więcej czasu. Gdy tylko Ci się to uda, przejdź do drugiego etapu.

Wybierz produkty

Przygotowując jadłospis z wyprzedzeniem, kupisz tylko to, czego naprawdę potrzebujesz.

Doświadczenie pokazuje, że więcej wydajesz, kupując wszystkiego po trochu, by następnie skomponować z tego jakąś potrawę, niż wtedy, gdy zaplanujesz posiłek wcześniej i kupisz tylko to, co potrzebne do jego przygotowania. Obmyślając z wyprzedzeniem zbilansowane jadłospisy, zjesz dokładnie to, co trzeba, i skorzysta na tym Twój organizm. Poza tym dobrze skomponowany posiłek składa się z różnorodnych dań, dzięki czemu szybciej zaspokajasz uczucie głodu.

Jedz lepiej, ale odrobinę mniej

Badania na zwierzętach wykazały, że jedzenie mniej obfitych posiłków wydłuża życie i zwiększa odporność na choroby – jeśli tylko dostarcza się organizmowi niezbędnych witamin i składników odżywczych w ilościach odpowiadających normalnemu dziennemu zapotrzebowaniu. Doktor Richard Weindruch z Narodowego Ośrodka Badań nad Naczelnymi w Wisconsin, opublikował w 2009 r. wyniki ciekawego badania na ten temat1.

W 1989 r. przebadał dwie grupy makaków liczące po 15 osobników. Pierwsza otrzymywała racje żywnościowe pomniejszone o 30% w porównaniu ze zwykłymi porcjami. Małpy z drugiej grupy mogły jeść do woli. W 1994 roku do obu grup dołączyło w sumie jeszcze 46 makaków. Na zakończenie badania dr Weindruch przeanalizował przyczyny zgonów w kolejnych latach. Zaledwie 13% małp z grupy otrzymującej mniej jedzenia (ograniczenie kaloryczne) padło z powodu chorób związanych ze starzeniem się, podczas gdy w drugiej grupie było to 37%.

Prawdopodobnie w przypadku ludzi rezultaty byłyby takie same. Jedzenie nieco mniejszych porcji niż zwykle nie tylko pomoże Ci zaoszczędzić pieniądze, ale również może Ci pozwolić dłużej cieszyć się życiem i zdrowiem.

Wykorzystuj resztki

Ilość jedzenia, które dziś trafia do śmietników wyłącznie z powodu niedbalstwa, lenistwa i złej organizacji, jest zatrważająca. Raport FAO, Agendy ONZ do Spraw Rolnictwa i Wyżywienia, szacuje, że w skali świata marnuje się blisko 50% produkcji sektora spożywczego.

Czy to oznacza, że resztki z niedzielnego obiadu mogą stać się kolacją w kolejny piątek?

Być może wyda Ci się to szokujące, ale fakt że żywność wysycha, zmienia kolor, staje się lepka, a nawet zaczyna brzydko pachnieć, nie ma zupełnie nic wspólnego z tym, czy jest niebezpieczna dla zdrowia. Być może takie jedzenie nie będzie Ci smakować, ale wcale nie musisz się od niego rozchorować. Jest tak dlatego, że istnieje ogromna różnica między bakteriami powodującymi psucie się żywności, a patogenami wywołującymi choroby.

Bakterie powodujące psucie się jedzenia tworzą śliską powłokę na mięsie, rozmiękczają owoce i przyprawiają kurczaka o paskudny zapach. Tymczasem chorobotwórcze patogeny są bezzapachowe, bezbarwne i niewidoczne.

Skoro nie możesz polegać na zmysłach wzroku i węchu, warto zapamiętać regułę czterech: 4 dni w 4°C.

Tylko przez trzy dni możesz w temperaturze 4°C przechowywać surowego kurczaka albo mięso mielone. Resztki gotowych potraw mogą natomiast poleżeć w lodówce aż cztery dni.

Na nowo odkryj zupy

Nie, nie mówię o gotowych zupach z supermarketu, nawet o tych „ekologicznych” – kupując je, nic nie zaoszczędzisz, a nigdy nie będziesz tak do końca pewny, co zawierają.

Zawsze, gdy nie masz pomysłu na obiad, pamiętaj, że zupę można zrobić dosłownie ze wszystkiego. Wystarczy zagotować w garnku dowolny składnik z dużą ilością wody, cebulą, ząbkiem czosnku, jakimiś ziołami, solą i pieprzem.

Nawet jeśli pod ręką masz tylko jedno lub dwa warzywa (kilka nędznych marchewek, starego kalafiora) – wystarczą Ci do zrobienia zupy, która nie tylko będzie smaczna, ale i dobra dla zdrowia. Nie otwieraj chipsów i nie zamawiaj pizzy – jeśli został Ci kawałek starego chleba. Możesz go pokroić go na małe kawałki i, podsmażając na oliwie z czosnkiem i solą, zrobić sobie grzanki.

A jeśli zupa jest za rzadka, zagęści ją garść ryżu.

Jedz kapustę

Aż do odkrycia Ameryki nasi przodkowie nie znali fasoli, kukurydzy ani pomidorów. Nawet ziemniaki przybyły do Europy dopiero pod koniec XVIII wieku.

Zajadali się za to kapustą – i to w każdej postaci.

Dziś kapusta wyszła z mody, młodzi ludzie rzadko po nią sięgają, a to ogromny błąd.

Kapusta ma bardzo wiele różnych odmian, a bogactwo wspaniałych przepisów na jej przygotowanie jest nieprzebrane – od bigosu, przez kapustę faszerowaną i zupę kapuścianą, po sałatkę z szatkowanej kapusty.

Kapusta jest tania przez cały rok. Ma silne właściwości detoksykacyjne i chelatujące (wiąże się z metalami ciężkimi, by usunąć je z organizmu). Jest wprost naszpikowana składnikami odżywczymi: witaminami A, C i E, przeciwutleniaczami spowalniającymi starzenie się komórek, błonnikiem, potasem i siarką.

W niedawnych badaniach udowodniono, że kapusta, dzięki dużej zawartości siarki i przeciwutleniaczy, ma działanie antynowotworowe. Również brokuły hamują rozwój raka (raka prostaty). I nie zapomnij, proszę, także o brukselce, kapuście pekińskiej, brokułach, wszelkich odmianach kapusty białej, zielonej, czerwonej, włoskiej czy o jarmużu.

Polub rośliny strączkowe

Podobnie jak kapusta na powrót do łask czeka soczewica, fasola i fasolka szparagowa, bób i wszelkie rodzaje grochu. Rośliny strączkowe są niedrogie i doskonale nadają się na pyszne zupy, przeciery i sałatki na ciepło lub na zimno. Mogą stanowić danie główne, bez żadnych dodatków. Występują w tylu różnych odmianach, że można je jeść nawet codziennie i nigdy się nie znudzić.

Jeden szybki przykład: otwierasz puszkę groszku konserwowego (nie musi być „extra drobny”), przekładasz go razem z sokiem do garnka i podgrzewasz. Następnie wystarczy go zmiksować, dodać sól, pieprz i łyżeczkę gęstej śmietany, by otrzymać wyśmienitą zupę krem.

Ogranicz spożycie mięsa

Mięso czerwone (jeśli je jadasz), zwłaszcza duże sztuki, zarezerwuj na specjalne okazje.

Za podstawę codziennych posiłków w zupełności wystarczą opisane wyżej warzywa. Okazuje się, że możesz jeść jarsko i nawet tego nie zauważyć. Jeśli nie potrafisz się obejść bez mięsa, do dań z warzyw dodaj odrobinę słoniny lub kawałek wędzonej kiełbasy. Aby urozmaicić smak, możesz poeksperymentować z przyprawami i ziołami, począwszy od tych najprostszych i najpowszechniejszych: czosnku, gałki muszkatołowej, liści laurowych, kminku…

Wybieraj ryby

Ryby są bardzo zdrowe i szkoda byłoby z nich rezygnować. Nikt jednak nie każe Ci się zajadać astronomicznie drogim miętusem, labraksem czy solą. Znacznie tańsze są małe, tłuste ryby morskie, które można kupić w puszce. Są one dużo lepsze także z punktu widzenia wartości odżywczych, ponieważ zawierają duże ilości kwasów omega-3 i są w niewielkim stopniu skażone rtęcią.

Postaw na jajka

I wreszcie, doskonały produkt spożywczy przy chudym portfelu: jajko.

W latach 90. XX wieku padło ono ofiarą koszmarnej pomyłki: naukowcy niesłusznie oskarżyli żółtko (to, co najlepsze!) o podnoszenie poziomu cholesterolu. W ostatnich latach jajka zostały jednak całkowicie oczyszczone z zarzutów, głównie za sprawą badaczy z Uniwersytetu Yale2.

Teraz już wiesz, że dwa jajka dziennie w diecie osoby zdrowej nie będą miały negatywnego wpływu na poziom cholesterolu. Oczywiście, jeśli jesteś na specjalnej diecie zaleconej przez lekarza, nie należy nic w niej zmieniać bez porozumienia z nim.

W innych przypadkach nie ma żadnego powodu, żeby odmawiać sobie tego pysznego źródła wysokiej jakości białka – pożywnego, łatwostrawnego i niedrogiego (bo nawet jajka ze sklepów ze zdrową żywnością, wzbogacane w kwasy omega-3, nie kosztują więcej niż 1,40 zł za sztukę).

Zdrowia życzę!

Jean-Marc Dupuis

Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia/

Źródła:
1. R.J. Colman et al., Science, 325, 201, 2009.

2. D.L. Katz, M.A. Evans, H. Nawaz, V.Y. Nickelll, W. Chan, B.P. Comeford, M.L. Hoxley, Egg consumption and endothelial function: a randomized controlled crossover trial, „International Journal of Cardiology”, Vol. 99. No 1, 10 Mars 2005, 65–70.


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Zaparcia. Babka płesznik to najlepsze rozwiązanie.

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Szanowny Czytelniku,

babkę płesznik (psyllium) kupuje się w postaci proszku lub płatków w sklepach ze zdrową żywnością lub w aptece.

Stosuj ją po 5 g, popijając dużą szklanką wody trzy razy dziennie, a po dwóch – trzech dniach Twoje problemy z zaparciami się skończą: stolec zmięknie, po blokadach nie będzie nawet śladu.

Wreszcie koniec z niepowodzeniami na sedesie, i ogromna ulga, jeśli dodatkowo dokuczają Ci hemoroidy lub pęknięcia odbytu, które jeszcze podwajają męczarnie przy wydalaniu dużych i twardych kawałków!

Sekret psyllium

Psyllium to nie lekarstwo ani nawet suplement diety.

Jest to roślina (zwana zresztą również indyjską babką lub babką płesznik). A dokładniej – to niestrawne nasiona tej rośliny.

Ale w otoczce tych nasion znajduje się nadzwyczajna substancja roślinna zwana śluzem.

Śluz to swego rodzaju błonnik, który pęcznieje w kontakcie z wodą, w wyniku czego powstaje żel. Następnie żel ten miesza się z trawionymi pokarmami, uelastyczniając je i popychając w kierunku odbytu.

Istnieje psyllium czarne i psyllium białe, ale obydwie rośliny mają takie samo działanie, ponieważ obydwie zawdzięczają swoje właściwości temu samemu śluzowi znajdującemu się w otoczce ich nasion.

Same pozytywne „skutki uboczne”

Śluz psyllium tworzy ochronny żel na błonie żołądkowej i jelitowej: nie drażni jej więc, a wręcz przeciwnie. Łagodzi choroby zapalne w jelitach: zespół jelita drażliwego, zapalenie uchyłków, wrzody dwunastnicy.

Nie wywołuje wzdęć ani gazów, w przeciwieństwie do błonnika, np. w postaci otrębów, które zaleca się na zaparcia, i jest od nich skuteczniejszy.

Nie działa stymulująco na jelita, dzięki czemu można uniknąć męczącego zjawiska uzależnienia się od aptecznych środków przeczyszczających lub herbatek z senesu albo rokitnika, które – jeśli pije się zbyt często – dezaktywują naturalne mechanizmy ruchów w jelitach (w języku medycznym zwane „perystaltyką”), a zatem na dłuższą metę – pogarszają zaparcia. Natomiast na krótką metę śluz psyllium działa mniej intensywnie w przypadku ostrego zaparcia.

Nie ma zagrożenia przedawkowania. W razie zaparcia można stosować nawet do trzech łyżek dziennie, pod warunkiem, że pije się równocześnie dużo wody. W najgorszym razie, nawet jeśli połkniesz mnóstwo psyllium, a następnie popijesz litrami wody, to wszystko spęcznieje i spowoduje ból brzucha. Ale nie ma ryzyka zatrucia.

Babka płesznik ma również mnóstwo innych zalet dla zdrowia:

  • Zmniejsza apetyt, wspomagając odchudzanie u osób z nadwagą.
  • Leczy biegunkę: to może się wydawać całkowicie dziwne w przypadku środka przeczyszczającego, ale dzieje się tak dlatego, że wchłania nadmiar płynu znajdującego się w jelitach. Działa więc raczej poprzez „regulowanie pasażu jelitowego” niż tak jak prawdziwy środek przeczyszczający.

Ponadto obniża indeks glikemiczny pokarmów, a to znaczy, że spowalnia prędkość, z jaką glukoza przedostaje się do krwi, co może zainteresować diabetyków. Po sześciu miesiącach jego stosowania obniża również ciśnienie u osób cierpiących na nadciśnienie.

Botaniczne pochodzenie psyllium

Moich Czytelników – mam nadzieję, że licznych, którzy interesują się botaniką – na pewno zainteresuje to, że psyllium to rodzaj babki wywodzący się z Indii i Iranu.

Jeśli znasz babkę rosnącą na naszych trawnikach, to z pewnością zwróciłeś uwagę na maleńkie nasionka przyczepione do kwiatu. To jest właśnie to: pięćset tych nasionek waży łącznie jeden gram. Ponieważ są czarne, to z daleka przypominają pchły, stąd nazwa psyllium, z greckiego psyllia, czyli pchła.

Anegdota na temat zaparcia

Psychologowie z pewnością znajdą jakieś tego wytłumaczenie, obciążające mnie bardziej lub mniej, ale tak się składa, że wszystkie moje dzieci miały w wieku około trzech lat niepokojące zaparcia, blokując się nawet na siedem dni.

Można by pomyśleć, że to drugorzędny problem: otóż nie.

To je boli brzuszek i pupa. A wy, rodzice, cierpicie!

Przy pierwszych dzieciach jeszcze nie stosowaliśmy psyllium i do tej pory z drżeniem wspominam te chwile nieznośnego oczekiwania i dziecięce lęki związane z zaparciem. Dziecko stęka, kładąc się mówi: „Kupa nie idzie”, „Kupa stop” i robi zakłopotaną minę. A wy, jako rodzice, cierpicie znacznie bardziej, niż gdyby to was dotyczyło.

Podajecie mu sok z pomarańczy, z jabłek, z gruszek, ze śliwek suszonych. Testujecie sałatę, szpinak, otręby – i nic.

Niecierpliwie wołacie do Niebios, niech to wreszcie wyjdzie. Próbujecie masażu, rozważacie płukanie przegotowaną wodą, oliwą z oliwek, gliceryną. To staje się obsesją. Dopóki dziecko się nie załatwi, nie jesteście w stanie cieszyć się życiem, blaskiem słońca i śpiewem ptaków. Wiecie, że to nierozsądne, że mały w gruncie rzeczy nie czuje się źle, ale to jest silniejsze od Was! Rośnie napięcie i irytacja. Za każdym razem, kiedy mijasz swojego współmałżonka, z nadzieją pytasz: I co? Udało się? Znowu nie?!

Zresztą przeczytałem pewien wymowny komentarz jednego z internautów (podpisane przez boubou3724 na forum Auféminin, zatytułowany Silne zaparcie, ratunku!) i potwierdzam – dokładnie tak jest:

Cześć, chciałam powolutku zacząć uczyć czystości moją córeczkę w wieku 25 miesięcy i wcale nie musiałam. Już nawet nie śmiem z nią o tym rozmawiać, gdyż ma bardzo silne zaparcia. Cierpiała na nie niemal od urodzenia, ale teraz bijemy wszelkie rekordy.

Potrafi nie załatwiać się przez 4 lub 5 dni, aż wreszcie ryczy, żeby cokolwiek z niej wyszło.

Próbowałam mnóstwo rzeczy, które wcześniej działały, ale teraz już nie. Woda wysoko zmineralizowana, czopki glicerynowe, których zresztą już nie pozwala sobie wkładać.

Płukanie zapisane przez lekarza, którego nie pozwala mi wykonać, a jeśli się siłujemy, to częstuje mnie kopniakami itd.

Sok ze śliwek suszonych, ale moim zdaniem ma po tym gazy, i to wszystko, a dla niej to jeszcze gorzej, bo płacze. Jaśnie pani nie chce śliwek suszonych ani w kawałkach, ani w deserze.

Wstyd mi, gdziekolwiek pójdziemy. Zatrzymuje się, nie chce, żeby ktokolwiek na nią patrzył i mówi „kupa, boli kupa”.

Próbowałam wszystkiego, mój mąż wyjechał służbowo na miesiąc, więc dzień i noc sama słucham jej płaczów, kupa, boli… NIE MOGĘ JUŻ! No tak, nocą budzi się z bólu… Jeśli macie jakieś sposoby, podzielcie się…”

No jasne, psyllium! To właśnie przećwiczyliśmy z naszymi dziećmi, które wyszły z tego jak złoto.

Środki ostrożności przy stosowaniu psyllium

Na opakowaniu Métamucil (francuska marka) podano, że preparat ten można podawać dzieciom od szóstego roku życia. W rzeczywistości podawanie go niemowlętom razem z mlekiem z butelki w małych ilościach (mniej niż pół łyżeczki) nie jest niebezpieczne, ale można to robić maksymalnie trzy razy dziennie.

Jedyne niebezpieczeństwo związane z podawaniem psyllium dzieciom to zagrożenie uduszeniem się proszkiem. Nie wolno więc zostawiać opakowania w zasięgu ich rączek. Trzeba również pamiętać, by podawać im psyllium dobrze wymieszane z płynem i obficie je poić; w przeciwnym razie skutek będzie odwrotny: psyllium wchłonie wodę z trawionych pokarmów, dodatkowo je utwardzając.

Nie można również zapominać, że zaparcie to mimo wszystko nie jest normalny stan: może być objawem ciężkiej choroby.

Bezwzględnie należy odwiedzić lekarza w przypadku wystąpienia krwi w stolcu, gorączki, nudności, torsji albo bardzo ciemnego stolca – być może objawu krwawienia jelitowego.

Dziecko może także mieć zaparcie związane z zaleganiem mas kałowych, czyli taki ogromny korek odchodów, którego nie może się pozbyć, a który blokuje pasaż jelitowy. Tu także trzeba odwiedzić lekarza, by pomóc dziecku, a przede wszystkim nie podawać wtedy psyllium, które spowodowałoby dalsze pęcznienie żołądka i jelit, zwiększając ból.

Powyższe środki ostrożności obowiązują również w przypadku dorosłych.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia/

Źródła:


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.