Zaparcia. Babka płesznik to najlepsze rozwiązanie.

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Szanowny Czytelniku,

babkę płesznik (psyllium) kupuje się w postaci proszku lub płatków w sklepach ze zdrową żywnością lub w aptece.

Stosuj ją po 5 g, popijając dużą szklanką wody trzy razy dziennie, a po dwóch – trzech dniach Twoje problemy z zaparciami się skończą: stolec zmięknie, po blokadach nie będzie nawet śladu.

Wreszcie koniec z niepowodzeniami na sedesie, i ogromna ulga, jeśli dodatkowo dokuczają Ci hemoroidy lub pęknięcia odbytu, które jeszcze podwajają męczarnie przy wydalaniu dużych i twardych kawałków!

Sekret psyllium

Psyllium to nie lekarstwo ani nawet suplement diety.

Jest to roślina (zwana zresztą również indyjską babką lub babką płesznik). A dokładniej – to niestrawne nasiona tej rośliny.

Ale w otoczce tych nasion znajduje się nadzwyczajna substancja roślinna zwana śluzem.

Śluz to swego rodzaju błonnik, który pęcznieje w kontakcie z wodą, w wyniku czego powstaje żel. Następnie żel ten miesza się z trawionymi pokarmami, uelastyczniając je i popychając w kierunku odbytu.

Istnieje psyllium czarne i psyllium białe, ale obydwie rośliny mają takie samo działanie, ponieważ obydwie zawdzięczają swoje właściwości temu samemu śluzowi znajdującemu się w otoczce ich nasion.

Same pozytywne „skutki uboczne”

Śluz psyllium tworzy ochronny żel na błonie żołądkowej i jelitowej: nie drażni jej więc, a wręcz przeciwnie. Łagodzi choroby zapalne w jelitach: zespół jelita drażliwego, zapalenie uchyłków, wrzody dwunastnicy.

Nie wywołuje wzdęć ani gazów, w przeciwieństwie do błonnika, np. w postaci otrębów, które zaleca się na zaparcia, i jest od nich skuteczniejszy.

Nie działa stymulująco na jelita, dzięki czemu można uniknąć męczącego zjawiska uzależnienia się od aptecznych środków przeczyszczających lub herbatek z senesu albo rokitnika, które – jeśli pije się zbyt często – dezaktywują naturalne mechanizmy ruchów w jelitach (w języku medycznym zwane „perystaltyką”), a zatem na dłuższą metę – pogarszają zaparcia. Natomiast na krótką metę śluz psyllium działa mniej intensywnie w przypadku ostrego zaparcia.

Nie ma zagrożenia przedawkowania. W razie zaparcia można stosować nawet do trzech łyżek dziennie, pod warunkiem, że pije się równocześnie dużo wody. W najgorszym razie, nawet jeśli połkniesz mnóstwo psyllium, a następnie popijesz litrami wody, to wszystko spęcznieje i spowoduje ból brzucha. Ale nie ma ryzyka zatrucia.

Babka płesznik ma również mnóstwo innych zalet dla zdrowia:

  • Zmniejsza apetyt, wspomagając odchudzanie u osób z nadwagą.
  • Leczy biegunkę: to może się wydawać całkowicie dziwne w przypadku środka przeczyszczającego, ale dzieje się tak dlatego, że wchłania nadmiar płynu znajdującego się w jelitach. Działa więc raczej poprzez „regulowanie pasażu jelitowego” niż tak jak prawdziwy środek przeczyszczający.

Ponadto obniża indeks glikemiczny pokarmów, a to znaczy, że spowalnia prędkość, z jaką glukoza przedostaje się do krwi, co może zainteresować diabetyków. Po sześciu miesiącach jego stosowania obniża również ciśnienie u osób cierpiących na nadciśnienie.

Botaniczne pochodzenie psyllium

Moich Czytelników – mam nadzieję, że licznych, którzy interesują się botaniką – na pewno zainteresuje to, że psyllium to rodzaj babki wywodzący się z Indii i Iranu.

Jeśli znasz babkę rosnącą na naszych trawnikach, to z pewnością zwróciłeś uwagę na maleńkie nasionka przyczepione do kwiatu. To jest właśnie to: pięćset tych nasionek waży łącznie jeden gram. Ponieważ są czarne, to z daleka przypominają pchły, stąd nazwa psyllium, z greckiego psyllia, czyli pchła.

Anegdota na temat zaparcia

Psychologowie z pewnością znajdą jakieś tego wytłumaczenie, obciążające mnie bardziej lub mniej, ale tak się składa, że wszystkie moje dzieci miały w wieku około trzech lat niepokojące zaparcia, blokując się nawet na siedem dni.

Można by pomyśleć, że to drugorzędny problem: otóż nie.

To je boli brzuszek i pupa. A wy, rodzice, cierpicie!

Przy pierwszych dzieciach jeszcze nie stosowaliśmy psyllium i do tej pory z drżeniem wspominam te chwile nieznośnego oczekiwania i dziecięce lęki związane z zaparciem. Dziecko stęka, kładąc się mówi: „Kupa nie idzie”, „Kupa stop” i robi zakłopotaną minę. A wy, jako rodzice, cierpicie znacznie bardziej, niż gdyby to was dotyczyło.

Podajecie mu sok z pomarańczy, z jabłek, z gruszek, ze śliwek suszonych. Testujecie sałatę, szpinak, otręby – i nic.

Niecierpliwie wołacie do Niebios, niech to wreszcie wyjdzie. Próbujecie masażu, rozważacie płukanie przegotowaną wodą, oliwą z oliwek, gliceryną. To staje się obsesją. Dopóki dziecko się nie załatwi, nie jesteście w stanie cieszyć się życiem, blaskiem słońca i śpiewem ptaków. Wiecie, że to nierozsądne, że mały w gruncie rzeczy nie czuje się źle, ale to jest silniejsze od Was! Rośnie napięcie i irytacja. Za każdym razem, kiedy mijasz swojego współmałżonka, z nadzieją pytasz: I co? Udało się? Znowu nie?!

Zresztą przeczytałem pewien wymowny komentarz jednego z internautów (podpisane przez boubou3724 na forum Auféminin, zatytułowany Silne zaparcie, ratunku!) i potwierdzam – dokładnie tak jest:

Cześć, chciałam powolutku zacząć uczyć czystości moją córeczkę w wieku 25 miesięcy i wcale nie musiałam. Już nawet nie śmiem z nią o tym rozmawiać, gdyż ma bardzo silne zaparcia. Cierpiała na nie niemal od urodzenia, ale teraz bijemy wszelkie rekordy.

Potrafi nie załatwiać się przez 4 lub 5 dni, aż wreszcie ryczy, żeby cokolwiek z niej wyszło.

Próbowałam mnóstwo rzeczy, które wcześniej działały, ale teraz już nie. Woda wysoko zmineralizowana, czopki glicerynowe, których zresztą już nie pozwala sobie wkładać.

Płukanie zapisane przez lekarza, którego nie pozwala mi wykonać, a jeśli się siłujemy, to częstuje mnie kopniakami itd.

Sok ze śliwek suszonych, ale moim zdaniem ma po tym gazy, i to wszystko, a dla niej to jeszcze gorzej, bo płacze. Jaśnie pani nie chce śliwek suszonych ani w kawałkach, ani w deserze.

Wstyd mi, gdziekolwiek pójdziemy. Zatrzymuje się, nie chce, żeby ktokolwiek na nią patrzył i mówi „kupa, boli kupa”.

Próbowałam wszystkiego, mój mąż wyjechał służbowo na miesiąc, więc dzień i noc sama słucham jej płaczów, kupa, boli… NIE MOGĘ JUŻ! No tak, nocą budzi się z bólu… Jeśli macie jakieś sposoby, podzielcie się…”

No jasne, psyllium! To właśnie przećwiczyliśmy z naszymi dziećmi, które wyszły z tego jak złoto.

Środki ostrożności przy stosowaniu psyllium

Na opakowaniu Métamucil (francuska marka) podano, że preparat ten można podawać dzieciom od szóstego roku życia. W rzeczywistości podawanie go niemowlętom razem z mlekiem z butelki w małych ilościach (mniej niż pół łyżeczki) nie jest niebezpieczne, ale można to robić maksymalnie trzy razy dziennie.

Jedyne niebezpieczeństwo związane z podawaniem psyllium dzieciom to zagrożenie uduszeniem się proszkiem. Nie wolno więc zostawiać opakowania w zasięgu ich rączek. Trzeba również pamiętać, by podawać im psyllium dobrze wymieszane z płynem i obficie je poić; w przeciwnym razie skutek będzie odwrotny: psyllium wchłonie wodę z trawionych pokarmów, dodatkowo je utwardzając.

Nie można również zapominać, że zaparcie to mimo wszystko nie jest normalny stan: może być objawem ciężkiej choroby.

Bezwzględnie należy odwiedzić lekarza w przypadku wystąpienia krwi w stolcu, gorączki, nudności, torsji albo bardzo ciemnego stolca – być może objawu krwawienia jelitowego.

Dziecko może także mieć zaparcie związane z zaleganiem mas kałowych, czyli taki ogromny korek odchodów, którego nie może się pozbyć, a który blokuje pasaż jelitowy. Tu także trzeba odwiedzić lekarza, by pomóc dziecku, a przede wszystkim nie podawać wtedy psyllium, które spowodowałoby dalsze pęcznienie żołądka i jelit, zwiększając ból.

Powyższe środki ostrożności obowiązują również w przypadku dorosłych.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia/

Źródła:


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

O-zdrowiu

Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Naturalne metody zwalczania stresu.

Codzienne życie pokazuje, że nie jesteśmy w stanie uniknąć stresu. Jednak to, w jaki sposób będziemy sobie z nim radzić, zależy wyłącznie od nas samych.

Istnieje wiele bezpiecznych i przede wszystkim naturalnych sposobów, które pomagają pokonać stres i skutecznie zniwelować jego objawy.

Przede wszystkim postaraj się unikać sytuacji które go wywołują.

Podstawową zasadą walki ze stresem jest unikanie sytuacji, które go wywołują. Jednak każdy zdaje sobie sprawę z tego, że we współczesnym świecie, jest to dość trudne. Dlatego, jeśli stres się pojawi, trzeba spróbować go złagodzić. Przede wszystkim należy zidentyfikować przyczynę jego powstawania, aby móc w przyszłości się na nią przygotować lub po prostu jej uniknąć. Następnie warto zastosować kilka technik relaksacyjnych, wyciszyć się, spowolnić oddech, odpocząć w ciszy i spokoju, wybrać się na orzeźwiający spacer. Dobra na stres jest także relaksująca kąpiel z dodatkiem olejków eterycznych. Istnieje również wiele naturalnych terapii, które mogą pomóc: muzykoterapia, aromaterapia, masaż relaksacyjny, medytacja, joga czy ziołolecznictwo.

Od wieków wiadomo, że wiele roślin ma działanie uspokajające.

Ziele Męczennicy (Passiflorae herba), czyli passiflora. Zawiera flawonoidy i alkaloidy, które działają uspokajająco na ośrodkowy układ nerwowy, przeciwlękowo i spazmolitycznie na mięśnie gładkie przewodu pokarmowego i naczyń krwionośnych, obniżając w ten sposób ciśnienie krwi.

Liść Melisy (Melissae folium) jest jednym z najpopularniejszych ziół stosowanych na uspokojenie nerwów. Łagodzi też problemy gastryczne związane ze stresem, ponieważ rozkurcza mięśnie gładkie. Ułatwia zasypianie. Działanie swoje zawdzięcza olejkom eterycznym i garbnikom.

Korzeń Kozłka Lekarskiego (Valerianae radix), nazywany walerianą. Zawiera walepotriaty, olejki eteryczne i flawonoidy. Działa uspokajająco, rozkurcza mięśnie gładkie przewodu pokarmowego, dróg żółciowych i naczyń krwionośnych. Ułatwia zasypianie.

Szyszka Chmielu (Lupuli strobilus). Głównym surowcem jest lupulina. Chmiel zawiera przede wszystkim olejki eteryczne, działa uspokajająco, rozluźnia mięśnie gładkie przewodu pokarmowego, pobudza wydzielanie soków  trawiennych.

Kwiat Lawendy (Lavendulae flos). Wyciąg z lawendy działa łagodnie uspokajająco oraz przeciwskurczowo.

Styl życia.

Warto pamiętać, że także styl życia wpływa na to, jak stres zadziała na organizm. Na przykład osoby aktywnie uprawiające sporty, są mniej podatne na sytuacje stresogenne, ponieważ ruch pomaga im rozładować wszystkie napięcia. Ważny jest też optymizm, śmiech, kontakty z naturą i przyjaciółmi. Nie bez znaczenia jest zdrowa zbilansowana dieta. Jednak przewlekłego stresu nie wolno lekceważyć i jeśli jego objawy długo się utrzymują, warto skontaktować się z lekarzem.


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Naturalne sposoby na spokojny sen. Zwalcz bezsenność.

Coraz więcej osób szuka sposobów na spokojny sen. W czasie snu organizm się regeneruje, albo przynajmniej powinien to robić. Współczesne tempo życia powoduje, że wiele osób zapomniało jak wygląda spokojny sen. Bezsenność to zaburzenie prawidłowego rytmu, głębokości, czasu trwania i czuwania. Sen nie spełnia wtedy swojej podstawowej roli. Gdy jest on płytki, organizm nie odpoczywa. Przyczyn związanych z brakiem snu jest wiele. Człowiek nie może spać w sytuacjach stresowych i konfliktowych, przy silnym napięciu emocjonalnym, przeciążeniu organizmu obowiązkami, jak również jako powikłanie przy chorobach połączonych z cierpieniem i zaburzeniach psychicznych.

Skutki braku snu to nie tylko przekrwione oczy, sińce pod oczami i uczucie zmęczenia. Przewlekły brak snu może doprowadzić do rozwoju wielu chorób, takich jak otyłość, cukrzyca, depresja a nawet nowotwory.

W leczeniu farmakologicznym stosowane są leki nasenne i uspokajające. Najważniejsze jest dopasowanie leków do rodzaju bezsenności. Osobom, które mają trudności z zaśnięciem, podaje się najkrócej działający lek. Jeśli problem dotyczy przewlekłej bezsenności, zalecane jest branie leku tylko co kilka nocy, ponieważ codzienne stosowanie może skutkować uzależnieniem. Z kolei nagłe odstawienie, może spowodować wzmożony lęk, bezsenność, drażliwość nerwową i inne dolegliwości.

Zdecydowanie polecam zastosowanie najnowszych osiągnięć medycyny kwantowej.

Można też wybrać naturalne metody wspierania snu.

Proponuję zacząć od rozpoznania i wyeliminowania przyczyny. Prawie wszyscy żyjemy dzisiaj problemami, ale sypialnia nie jest dobrym miejscem na ich rozwiązywanie. Kiedy kładziesz się do łóżka to Twoim jedynym celem jest zaśnięcie i spokojny sen. Dlatego ostatni posiłek należy spożywać przynajmniej półtorej godziny przed snem. Spacer, książka, miły wieczór przy świecach, zabawa lub rozmowa z dziećmi na neutralne tematy, ewentualnie rozmowa z sobą samym, afirmacje i snucie planów, powinny dać Ci poczucie bezpieczeństwa. Jak może wyglądać Twój sen po zestresowaniu się dziennikiem lub kretyńskim dreszczowcem? Na pewno kilka ćwiczeń oddechowych i ruchowych, najlepiej we dwoje, będzie bardzo pomocnych, a na koniec afirmacja:

Pogodzony ze światem żegnam ten piękny dzień i z miłością opadam w spokojny sen wiedząc, że czeka na mnie piękne jutro, które samo zadba o siebie.

Ideą tego powtarzania jest zapisanie w Twojej podświadomości, że nie musisz się martwić o jutro, bo jest Twój Anioł Stróż, który Ci jutro pomoże, ale pod warunkiem, że się dobrze wyśpisz i z radością powitasz kolejny dzień. Bez względu na sytuację w której się znajdujesz, ponieważ z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, które przyjdzie jutro, pojutrze lub za jakiś czas. Czasami będzie wymagało zmian Twoich wzorców myślowych, czego Ci serdecznie życzę.


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Lepszy miód czy cukier

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Wiele osób unika miodu, ponieważ zawiera on bardzo dużo fruktozy. Niektórzy dietetycy posuwają się wręcz do stwierdzenia, że nie jest lepszy niż biały cukier.

To prawda, że około 40% całkowitej masy miodu stanowi fruktoza.

Jest to cukier, który bardzo łatwo ulega przekształceniu w tłuszcz w wątrobie. W przemyśle rolnospożywczym powszechnie stosuje się tanią fruktozę wytwarzaną z kukurydzy i pszenicy (syrop z pszenicy) i w dużej mierze to fruktozę posądza się obecnie o odpowiedzialność za wzrost otyłości i zachorowalności na cukrzycę.

Ale spożywanie fruktozy w przetworzonych produktach żywnościowych to zupełnie co innego niż jedzenie miodu bogatego we fruktozę. Miód to autentyczny i naturalny pokarm, po który ludzie sięgali od zawsze. Zasługuje na obecność na naszych stołach i na to, byśmy go lepiej poznali.

Skąd się bierze miód?

Pszczoły oblatują kwiaty, zbierając nektar – bogaty w cukier płyn, który w przełyku przenoszą do ula.

Produkcja miodu odbywa się w ulu. To zbiorowa praca polegająca na wielokrotnym połykaniu, trawieniu i zwracaniu nektaru z dróg trawiennych.

Po kilku takich cyklach nektar zamienia się w miód, który pszczoły zaczynają ogrzewać, aby odparować z niego nadmiar wody. Skład i właściwości odżywcze miodu zależą od pochodzenia nektaru, czyli od tego, jakie kwiaty znajdują się w sąsiedztwie ula.

Skład miodu jest zazwyczaj następujący:

  • ogólnie cukier stanowi 82% wagi;
  • od 30 do 50% to fruktoza, przy czym miody najbardziej płynne zawierają jej najwięcej,
  • niewielkie ilości witamin i minerałów,
  • mieszanina przeciwutleniaczy,
  • nadtlenek wodoru (woda utleniona, o właściwościach silnie utleniających i antyseptycznych),
  • enzymy, kwasy organiczne, aminokwasy i peptydy.

Miód zawiera wiele rzadkich i ciekawych dla zdrowia składników

Na temat miodu przeprowadzono ponad 4000 badań naukowych.

Wykazały one właściwości zabliźniające i przeciwbakteryjne miodu przy stosowaniu zewnętrznym. Miód działa na kilkadziesiąt rodzajów zarazków i na niektóre szczepy bakterii opornych na antybiotyki. Można go zwłaszcza stosować w infekcjach wywołanych przez E. Coli, Staphyloccocus aureus, Helicobacter pylori i Salmonellę.

Swoje zalety zawdzięcza przede wszystkim składowi: jest kwaśny, więc zapobiega rozmnażaniu się bakterii, zwłaszcza, że przyciąga i wchłania wodę, której one potrzebują do życia. Zawiera również nadtlenek wodoru (o właściwościach przeciw utleniających i przeciwgrzybiczych), defensyny, tj. peptydy mające wpływ na rozwój zarazków, oraz przede wszystkim flawonoidy i wiele enzymów, które niszczą mikroorganizmy, „trawiąc” je.

Miód jest zatem żywą i bardzo aktywną substancją. Nie dziwi więc to, że sam z siebie może być lekarstwem na wiele chorób, zwłaszcza laryngologicznych, żołądkowo jelitowych oraz skórnych.

Wpływ miodu na skład krwi

Wiesz już bardzo dobrze, że miód zawiera bardzo dużo cukru i kalorii. Dlatego prawdopodobnie zadasz sobie to powtarzające się pytanie: czy jedzenie miodu nie spowoduje tycia, podwyższenia poziomu cukru we krwi czy poziomu trójglicerydów.

Aby na nie odpowiedzieć, przeprowadzono badanie na 48 osobach chorych na cukrzycę. Z pewnością ucieszysz się, słysząc, że u osób, które jadły miód przez 8 tygodni, nastąpił spadek masy ciała oraz poziomu trójglicerydów i całkowitego cholesterolu.

Natomiast poziom HbA1c (markera poziomu cukru we krwi) wzrósł, co już jest gorszą wiadomością.

Jeszcze inne badanie przeprowadzone na trzech grupach osób: zdrowych, chorych na cukrzycę i chorych na hiperlipidemię (nadmiar tłuszczu we krwi) wykazało, że miód:

mniej podnosi poziom cukru we krwi niż dekstroza (glukoza) i sacharoza (cukier stołowy, chemicznie formowany poprzez łączenie cząsteczek glukozy i fruktozy);

– a także obniża poziom:

  • białek C-reaktywnych, markera stanów zapalnych i zagrożenia zaburzeniami czynności serca;
  • cholesterolu i trójglicerydów;
  • homocysteiny – jeszcze innego markera krwi związanego z ryzykiem zmian miażdżycowych.

Przeciwutleniacze w miodzie

Nieprzetworzony miód zawiera bogactwo ważnych dla zdrowia przeciwutleniaczy. Włączanie przeciwutleniaczy do diety wiąże się z lepszym zdrowiem i mniejszym ryzykiem chorób.

Dwa badania na ludziach wykazały, że spożycie miodu akacjowego podwyższa poziom przeciwutleniaczy we krwi.

Wybieraj miód ciemny

Naturalnie przyciąga nas złoty kolor miodu i mamy zwyczaj myśleć, że im miód jaśniejszy, bielszy, tym lepszy.

Prawdą jest, że na przykład miód lawendowy, bardzo jasny i kremowy, jest wyśmienity.

Natomiast w zależności od gatunku miodu, różna jest zawartość przeciwutleniaczy – od 1 do 20. Ogólnie im ciemniejszy miód, jak miód kasztanowy, tym lepszy pod względem wartości odżywczych.

Najbardziej ceniony ze względu na swoje właściwości lecznicze kanadyjski miód gryczany występuje w Ameryce Północnej. Brunatny, zawiesisty i gęsty, o charakterystycznym smaku miód gryczany uwalnia z czasem zapach lasu i ziemi, choć przy pierwszym zetknięciu jego aromat wydaje się dyskretny.

Warto zaznaczyć, że Polska ma bardzo szeroką paletę miodów i miód gryczany jest jednym z najczęściej wytwarzanych.

Miód: tylko jeśli nie masz skłonności do cukrzycy

Jeść miód? Decyzja należy do Ciebie i, jak w przypadku innych pytań związanych z żywieniem, odpowiedź jest wymijająca: to zależy.

Zależy od gatunku miodu, który może mieć niski lub wysoki indeks glikemiczny.

Ale przede wszystkim zależy od Ciebie: jeśli jesteś zdrowy, prowadzisz aktywny tryb życia i nie masz skłonności do cukrzycy, miód będzie zdrowy, gdy będziesz spożywać go oszczędnie (na przykład do śniadania).

Natomiast osoby z nadwagą, które już mają tendencję do jedzenia nadmiaru słodyczy i węglowodanów (pieczywa, makaronu, ziemniaków, ciast), powinny unikać miodu. Z tymże, stojąc przed wyborem: kopiasta łyżeczka miodu czy garść cukierków, bez wątpienia miód wyrządzi im mniej szkody!

Przygotowując słodkości, zastąp cukier miodem. To doskonała alternatywa, która nada im bogatszy aromat, gładszą konsystencję oraz doda swoją porcję przeciwutleniaczy.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Minimalny wysiłek fizyczny dla zdrowia

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Szanowny Czytelniku,

Czytelnicy Poczty Zdrowia o tym wiedzą: regularna aktywność fizyczna jest niezbędna dla zdrowia. Ale choć nie starasz się o złoty medal olimpijski ani o sylwetkę Arnolda Schwarzeneggera, to być może zastanawiasz się:

 

Przy jakiej minimalnej ilości aktywności fizycznej pozostanę zdrowy?

Innymi słowy: bez walki o osiągnięcia ani o poprawę sylwetki, co minimum powinienem zrobić, by nie groziły mi choroby związane z brakiem ruchu?

Dzięki najnowszemu badaniu naukowemu mamy wreszcie w zasięgu ręki odpowiedź na to zasadnicze i powracające pytanie.

Wydaje się, że odpowiedź brzmi: cztery minuty.

Badanie to, opublikowane niedawno w medycznym czasopiśmie PLOS ONE, zostało zrealizowane przez naukowców z Norweskiego Uniwersytetu Naukowo-Technologicznego w Trondheim1.

Ustalono w nim, że najkorzystniejsza dla zdrowia aktywność fizyczna polega na „intensywnych ćwiczeniach interwałowych”.

Nowe UFO na horyzoncie: „intensywne ćwiczenia interwałowe”

To dziwaczne wyrażenie pochodzi od angielskiego wyrażenia: High Intensity Interval Training (HITT).

Jest to metoda treningowa, która polega na bardzo intensywnym i krótkotrwałym wysiłku przeplatanym z również bardzo krótkimi okresami odpoczynku.

Możesz wchodzić po schodach, biegać, skakać na skakance, pływać czy pedałować tak szybko, jak dasz radę, przez bardzo krótki czas (maksymalnie kilka minut), a następnie przez tyle samo czasu odpoczywać.

Taką sekwencję należy powtórzyć od czterech do siedmiu razy, co powoduje, że łącznie jest bardzo krótkie ćwiczenie.

W ciągu ostatnich lat wiele badań na ten temat wykazało taką samą fizjologiczną skuteczność tego rodzaju treningu dla zdrowia co długotrwałych treningów wytrzymałościowych.

Prywatne życie małp

Ale kiedy się nad tym zastanowić, to czy rzeczywiście jest to tak zaskakujące?

Człowiek należy do rzędu naczelnych, do którego należą duże i małe małpy (a także lemury, choć z przykrością muszę stwierdzić, że nie o nich będzie dziś tu mowa).

A czy pamiętasz swoją ostatnią wizytę w zoo?

W przeciwieństwie do małp widywanych w przyrodniczych filmach dokumentalnych w telewizji, filmowanych w chwilach aktywności, gdyż to wtedy są najbardziej interesujące, małpy w zoo lub w naturze praktycznie zawsze siedzą, leżą lub zwieszone huśtają się powoli

Stoisz obok, obserwując je… Nic się nie dzieje.

Dzieci zaczynają się niecierpliwić. Wołają, żeby się ruszyły. Stukają w szyby, rzucają kamyczki lub kawałek kanapki (rzadziej banany: jeśli je mają ze sobą, wolą je same zjeść).

Ale dzielny szympans, orangutan czy goryl nie przejmują się tym. Mają minę, jakby uważały, że nikt im nie płaci za robienie z siebie małpy.

Po kilku minutach postanawiasz iść dalej, do zakątka bobrów, gdzie masz nadzieję, że będzie się więcej działo.

Ale gdy tylko się odwrócisz, podnosi się wrzawa. Słychać przeraźliwe okrzyki, ochy i achy!

Nie wiadomo, dlaczego małpa się obudziła. Wszystko dzieje się bardzo szybko. W kilka zaledwie sekund wspina się na wysokość dziesięciu metrów. Zdążyłeś tylko dostrzec, jak łapie za linę, robi przyprawiające o zawrót głowy dwa kroki na gałęzi, a następnie znów zwija się w swoim kąciku.

Tłum przeszywa dreszcz szczęścia. Wszystkie twarze się rozjaśniają. Ale, niestety, już po pokazie.

A jednak ta sytuacja zmotywowała Cię do czekania. Dzieci znów są zainteresowane małpami. Wszyscy mają nadzieję, że za chwilę się to powtórzy.

Mija minuta. Potem dwie. Potem pięć.

Ciągle nic. Zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie trafiłeś na jedyny moment w ciągu dnia, gdy małpa się poruszyła…

Idziesz dalej.

Istoty ludzkie zachowują się podobnie

Jasne, niektórzy z naszych przodków rozwinęli techniki polowania polegające na pogoni za zwierzętami godzinami w sawannie, aż do wyczerpania ofiary. Ludy Khoikhoi z terenów Namibii i Afryki Południowej (pustynia Kalahari) w ten właśnie sposób rozwinęły niewiarygodną wytrzymałość.

Ale ogólnie rzecz biorąc, człowiek nie jest taki. On także lubi się przede wszystkim posnuć, zrobić sjestę. Przesiadując w kawiarni i przeczekując mijający czas…

Mamy to w genach!

Jeśli dasz mu wybór, wolałby (ogólnie rzecz biorąc) posiedzieć na swojej kanapie przed telewizorem… pojechać samochodem zamiast iść… pojechać wyciągiem krzesełkowym zamiast wdrapywać się na stok z nartami na plecach…

Może nam się to wydawać smutne, ale tak jest.

Z drugiej jednak strony, człowiek może błyskawicznie zareagować w sytuacji zagrożenia lub kiedy jest zmotywowany. Powiedz mu, że wygrał w lotto, a zerwie się jak z procy.

Krzyknij „Pali się!” albo wytłumacz mu, że na latarni schowany jest skarb, a rzuci się biegiem, być może wykazując zaskakującą zwinność.

Jakiś czas temu mój najmłodszy syn, Lucien, 2 lata, obudził się przed szóstą rano. Wszyscy jeszcze spali, a on wdrapał się na barierkę, którą zainstalowaliśmy, żeby uchronić go przed upadkiem ze schodów, i zszedł na dół, do kuchni (a raczej do lodówki).

Na nieszczęście dla niego na parterze domu włączony był alarm na noc i włączył się, kiedy Lucien pojawił się na dole schodów. Cała rodzina się obudziła i wszyscy znaleźliśmy się na podeście pierwszego piętra. Zdążyliśmy tylko zobaczyć, jak Lucien dosłownie wbiegł po schodach, a następnie jednym skokiem pokonał barierkę (metr wysokości!), tak bardzo przeraziła go wyjąca za nim syrena.

Nigdy w życiu nie przyszłoby nam do głowy, że ten mały człowiek mógłby wykonać taki skok. Mistrz!

Wszyscy znamy też matki, które przerosły graczy w rugby, łapiąc spadające lub biegnące przez ruchliwą ulicę dziecko.

My, istoty ludzkie, zostaliśmy stworzeni do krótkotrwałych i intensywnych wysiłków.

I nie jest dziwne, że w końcu nauka odkryła, że to najlepsze, co mogłoby nam się przydarzyć, by pozostać w formie.

Aktywność fizyczna bez bólu

Intensywny wysiłek fizyczny nie jest wskazany, jeśli od lat nie uprawiałeś sportu, zwłaszcza jeśli chorujesz na serce. Zacznij powoli. Wybierz jakiś umiarkowany wysiłek fizyczny.

Ale kiedy już zaczniesz wracać do formy, takie ćwiczenia będą skuteczniejsze dla zdrowia niż ćwiczenia wytrzymałościowe.

Jednym z głównych powodów, dla których ludzie rezygnują z aktywności fizycznej, jest poczucie, że nie mają czasu – podkreśla Arnt Erik Tjonna ze studiów podoktoranckich na norweskim Uniwersytecie Naukowo-Technologicznym, który kierował badaniem2.

Wraz z kolegami wybrał dwadzieścia sześć osób z nadwagą prowadzących siedzący tryb życia, aby na nich przetestować czterominutowe intensywne ćwiczenia interwałowe.

Po krótkiej rozgrzewce, poprosili ich o bieg na 90% ich maksymalnego rytmu pracy serca – intensywny wysiłek, podczas którego „nie jesteś w stanie mówić całych zdań, tylko pojedyncze wyrazy” – przez cztery razy cztery minuty, na przemian z trzyminutowymi okresami odpoczynku podczas wolnego marszu, i tak trzy razy w tygodniu przez dziesięć tygodni.

Po zakończeniu programu, mężczyźni zwiększyli swoją wytrzymałość o 10% więcej niż ci, którzy wykonywali zwykłe ćwiczenia wytrzymałościowe, dużo bardziej długotrwałe i cięższe.

Poprawił się także ich metabolizm i stan sercowo-naczyniowy: niższy poziom cukru we krwi (glikemia) i niższe ciśnienie tętnicze, nawet jeśli nie stracili wiele tłuszczu.

Nie jest to dieta odchudzająca – wyjaśnił dr Tjonna. – Celem jest lepsza forma, kiedy nie masz czasu na więcej.

W sumie – to dobra wiadomość.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia/



Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Wegetarianizm

Wegetarianizm to nie tylko dieta eliminująca mięso, to także zdrowy styl życia, który opiera się na swoistej filozofii, moralności i poglądach dotyczących żywienia. Dieta wegetariańska jest zdrowa, pod warunkiem że wiesz, jak prawidłowo komponować jadłospis.

Pomoże w tym przestrzeganie poniższych zasad.

1. Pamiętaj, żeby urozmaicać posiłki

Oprócz owoców i warzyw jedz produkty zbożowe, mleczne i wysokobiałkowe. Każdy dostarcza innych składników odżywczych. Urozmaicając dietę, zmniejszysz niebezpieczeństwo, że eliminując mięso z diety, czegoś ci zabraknie. W miesięcznym jadłospisie zdrowego człowieka powinno się znaleźć ok. 60 różnych artykułów.

2. Wybieraj produkty zbożowe z grubego przemiału

Jedz razowe pieczywo z dodatkiem soi, orzechów lub słonecznika, ciemny ryż, kaszę jaglaną i gryczaną, białą mąkę zastąp tą z grubego przemiału. Dodawaj do potraw kiełki, zarodki i otręby pszenne. Możesz też jeść je same.

3. Codziennie zjadaj ok. 80 dag warzyw i owoców

Najlepiej na surowo. Surówki przyrządzaj tuż przed spożyciem. Pij świeże soki. Pamiętaj, że obróbka termiczna niszczy witaminy. Gotuj więc warzywa i owoce, najlepiej w skórce, na parze albo w małej ilości wody i jak najkrócej. Nie obieraj warzyw, tylko je oskrobuj.

4. Jadaj nasiona roślin strączkowych

Bób, groch, ciecierzyca (czyli cieciorka, zwana także włoskim grochem), soja, soczewica i wszystkie odmiany fasoli zawierają dużo białka oraz niezbędne składniki mineralne, witaminy z grupy B, a także cenny błonnik.

5. Nie przesadzaj z jedzeniem soi

Stosuj ją zamiennie z jajkami i innymi warzywami strączkowymi. Jedz z dużą ilością sałatek, warzyw i owoców, żeby zapewnić organizmowi właściwe proporcje białka i węglowodanów. Wybieraj produkty fermentowane, ponieważ są lepiej trawione niż nasiona.

6. Pogryzaj w ciągu dnia pestki i orzechy

Ziarna słonecznika, dyni, sezamu, orzechy i migdały są źródłem witamin, w tym z grupy B, oraz mikroelementów, np. cynku, wapnia, żelaza. Orzechy włoskie dostarczają też dużo nienasyconych kwasów tłuszczowych.

7. Używaj tłuszczów roślinnych

Zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminę E i prowitaminę A. Kupuj oleje tłoczone na zimno. Kukurydziany, słonecznikowy i sojowy łatwo się utleniają w czasie smażenia i tracą swoje właściwości. Smaż na oleju rzepakowym i oliwie. Wszystkich używaj na surowo.

8. Jedz nabiał

Mleko jest doskonałym źródłem wapnia, a jego przefermentowane produkty także przyjaznych dla przewodu pokarmowego pałeczek kwasu mlekowego. Zjadaj przynajmniej 4 jajka w tygodniu od kur biegających po podwórku, pod warunkiem że nie masz podwyższonego poziomu cholesterolu we krwi.

9. Parz domowe ziołowe herbatki

Przygotuj je z liści malin, poziomek, jeżyn, czarnej porzeczki, kwiatów czarnego bzu, akacji, owoców dzikiej róży, czarnej jagody i jarzębiny, odpowiednio ususzonych i połączonych w ulubione kompozycje. Z herbat tradycyjnych wybieraj zielone i białe – są mniej przetworzone.

10. Pij przynajmniej 2-3 litry wody dziennie

Jest potrzebna do wszystkich przemian metabolicznych, rozpuszcza sole mineralne i witaminy, oczyszcza organizm z toksyn, reguluje temperaturę. Nawilża skórę, zapobiegając jej starzeniu.

11. Bez soli i cukru

Sól występuje w większości produktów. Dlatego nie ma potrzeby dosalania potraw. Używaj ziół, warzyw przyprawowych, wodorostów. A jeśli nie możesz się obyć bez słonego smaku, wybierz sól ziołową lub morską. Zamiast cukru wykorzystuj miód, syrop klonowy, melasę.

12. Kupuj produkty ekologiczne

Staraj się kupować żywność z upraw biodynamicznych, owoce i warzywa niepryskane, hodowane na nawozach naturalnych. Zaopatruj się w sklepach ze zdrową żywnością, bezpośrednio u rolników. Wybieraj żywność bez polepszaczy i środków konserwujących.

Autor: Magdalena Moraszczyk – artykuł pochodzi z miesięcznika „Zdrowie”


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Wady i zalety jedzenia mięsa

Mięso zawiera dużo niezdrowego tłuszczu, ale jednocześnie jest świetnym źródłem cennego białka i żelaza. Warto je jadać, ale nie każde – lepiej wybierać kurczaka, indyka albo cielęcinę, a z wieprzowiny i wołowiny zrezygnować. W nadmiarze czerwone mięso może doprowadzić do zawału serca, nowotworów, RZS i cukrzycy.

Spór pomiędzy zwolennikami kotleta a wegetarianami trwa nieprzerwanie od lat. Ci pierwsi nie wyobrażają sobie obiadu bez kawałka mięsa, wegetarianie uważają, że jest ono szkodliwe, więc trzeba go unikać.

A co na to nauka?

Zdaniem większości żywieniowców mięso jest nam potrzebne, ale w niewielkich ilościach i nie każde.
Poza cennymi składnikami odżywczymi dostarcza, niestety, dużo nasyconych kwasów tłuszczowych, które są niezdrowe. Na czarnej liście znajduje się mięso czerwone. Z golonki, kotleta, zwłaszcza panierowanego, boczku i żeberek najlepiej całkowicie zrezygnować.

Podział mięsa na białe i czerwone budzi wiele wątpliwości. Dlaczego żywieniowcy zaliczają udo indyka do mięs białych, chociaż ma ciemną barwę? Dietetycy dzielą mięso na białe i czerwone, biorąc pod uwagę zawartość i rodzaj tłuszczu. Mięsem białym jest kurczak i indyk bez skórki, cielęcina, królik i struś, mimo że ma ciemne mięso. Do mięs czerwonych należą: wieprzowina, wołowina, baranina, konina, kaczka i gęś. Mięsa białe zawierają nie tylko mniej tłuszczu, ale więcej w nich korzystnych dla zdrowia kwasów tłuszczowych nienasyconych niż szkodliwych nasyconych. Nasycone kwasy tłuszczowe spożywane w dużych ilościach wpływają na podwyższenie stężenia cholesterolu we krwi. Konsekwencją tego może być rozwój miażdżycy, wystąpienie niedokrwiennej choroby serca i zawału. Nienasycone kwasy tłuszczowe działają przeciwnie: chronią organizm przed zmianami miażdżycowymi.

Dla porównania: 100 g indyka dostarcza średnio tylko 2 g nasyconych kwasów tłuszczowych, podczas gdy taka sama ilość kaczki – 7 g, łopatki wieprzowej – 8 g, żeberek wieprzowych – 10 g. Mięsa białe są też mniej kaloryczne od czerwonych. Np. 100 g łopatki wieprzowej to 259 kcal, natomiast taka sama porcja piersi indyka tylko 85 kcal!

Mięso ma kilka zalet.

Mięso, obok innych produktów pochodzenia zwierzęcego (np. mleko, ser), jest najlepszym źródłem pełnowartościowego białka. Zawiera ono wszystkie niezbędne aminokwasy, tzn. takie, których organizm nie potrafi sam wytworzyć, a które są potrzebne do budowy tkanek. Ma również tę zaletę, że jest lepiej przyswajalne niż białko roślinne. Najwięcej białka dostarcza mięso chude, bez ścięgien, nieżylaste, np. kurczak i rostbef wołowy (ok. 22 g/100 g produktu). Średnio potrzebujemy 1 g białka na 1 kg masy ciała. Zjedzenie 100 g chudej gotowanej wołowiny pokrywa połowę dziennego zapotrzebowania osoby dorosłej na ten składnik.

Mięso dostarcza też składników mineralnych. Jest bezkonkurencyjne, jeśli chodzi o zawartość żelaza. Pod tym względem prym też wiedzie wołowina. Żelazo pochodzenia zwierzęcego (hemowe) jest lepiej przyswajalne niż roślinnego (niehemowe), które znajduje się w warzywach zielonych, strączkowych i suszonych owocach. Wchłanianie żelaza roślinnego zwiększa towarzystwo żelaza pochodzenia zwierzęcego. Dlatego warto je łączyć, np. kurczaka z buraczkami, pieczeń ze szpinakiem.

Mięso zawiera mało wapnia, za to dużo fosforu i cynku, a także miedź, magnez, siarkę. Jest bardzo dobrym źródłem wszystkich witamin z grupy B, które odpowiadają za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego i przemiany metaboliczne białek, tłuszczów i węglowodanów. Niektóre z tych witamin rozkładają się pod wpływem światła, witamina B6 ulega zniszczeniu w czasie zamrażania. Dlatego najlepiej przyrządzać posiłki ze świeżego mięsa.

Autor: Magdalena Wróblewska / PoradnikZdrowie.pl


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Darmowy Ebook

Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca, … tylko my ludzie

Rewelacyjne odkrycia w dziedzinie medycyny komórkowej.

Jak się uchronić przed zawałem serca, udarem mózgu, nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą i jej powikłaniami, niewydolnością serca, arytmią i wieloma problemami układu krążenia?

Wydane przez Fundację Zdrowia dra. Ratha.

Rath Educacjon Services B. V.

Niniejsza książka dokumentuje naukowy przełom, który otwiera drogę do zakończenia chorób serca i układu krążenia.

Głównym powodem choroby sercowo-naczyniowej jest niestabilność ścian naczyń krwionośnych, a nie jak się uważa – za wysoki poziom cholesterolu. Odkrycie dr. Ratha wyjaśnia po raz pierwszy, dlaczego miliony ludzi dostają zawału serca.

Autor książki dr. Rath przedstawił swoje pionierskie odkrycie w sposób dostępny i zrozumiały dla każdego.

Drodzy czytelnicy.

Największa epidemia na świecie, spowodowana została przez zawały serca, udary mózgu i inne formy choroby sercowo-naczyniowej i pochłonęła już miliony ludzkich istnień. Dziś wiemy, że ta sercowo-naczyniowa epidemia nie jest tak naprawdę chorobą, lecz skutkiem długotrwałego niedoboru witamin i innych niezbędnych składników odżywczych w milionach komórek naszego ciała. Wiemy również że można temu zapobiec.

Do pobrania: Każdy rozdział jest osobnym plikiem PDF

Spis treści – Słowo wstępne

Rozdział I Wstęp

Rozdział II Miażdżyca, zawał serca i udar mózgu

Rozdział III Cholesterol i inne czynniki ryzyka w chorobie sercowonaczyniowej

Rozdział IV Nadciśnienie tętnicze

Rozdział V Niewydolność serca

Rozdział VI Arytmia

Rozdział VII Cukrzyca

Rozdział VIII Wybrane problemy chorób serca i układu krążenia

Rozdział IX Zewnętrzne i dziedziczone czynniki ryzyka

Rozdział X Medycyna komórkowa

Rozdział XI Eliminacja chorób serca

Rozdział XII Dokumentacja


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.

Zanieczyszczone jelita

Wpis pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia

Jeden z moich przyjaciół ma dziecko, które cierpiało na wszystkie dolegliwości świata: alergie, astmę, wypryski, biegunki, zatwardzenia. Łapało infekcję za infekcją.

Mój przyjaciel zaczął więc odstawiać w jego diecie kolejno: mleko, gluten, wędliny, jajka, ale bez skutku. Dziecko nadal chorowało…

Ale wróćmy od początków – dziewczynka urodziła się przez cesarkę.

Kiedy się o tym od niego dowiedziałem, nie zastanawiałem się nawet sekundę. Natychmiast pomyślałem: „flora jelitowa”.

„Śmierć zaczyna się w okrężnicy”

Źle pracujące jelita, zanieczyszczone złą żywnością, wypełnione potencjalnie patogennymi bakteriami i grzybami (np. Candida albicans) oraz zalegającymi toksynami mogą stać się czynnikiem powodującym niestabilność organizmu i problemy różnej natury.

W szczególności, możesz cierpieć na uciążliwe zaparcia, wzdęcia, biegunki, różnorakie zapalenia, podrażnienia skóry, huśtawki nastroju lub jeszcze cięższe choroby, takie jak zespół jelita drażliwego, krwawa biegunka lub rak okrężnicy (ostatniej części jelita, tuż przed odbytem).

Podczas autopsji często widać, że okrężnica zmarłej osoby jest wypełniona długo zalegającymi, toksycznymi resztkami pokarmowymi. Stąd właśnie pochodzi powiedzenie: „śmierć zaczyna się w okrężnicy”.

Źle funkcjonujące jelita to zagrożenie dla całego układy odpornościowego. Będziesz więc cierpieć na najgorsze przypadłości, choroby zakaźne i zapalne dotykające sfery trawiennej, oddechowej, moczowej itp.

Ponadto „chora” okrężnica jest także czynnikiem wpływającym na problemy emocjonalne: niewiele osób, nawet wśród lekarzy, o tym wie, ale to właśnie komórki znajdujące się w jelicie produkują 80% serotoniny, która znajduje się w naszym organizmie (serotonina to hormon szczęścia).

Twoje jelita są w pewien sposób Twoim „drugim mózgiem”. Musisz więc o nie zadbać jak najlepiej.

Wspieraj swój układ trawienny

Wszędzie w Internecie znajdziesz bardziej lub mniej uczciwe oferty produktów mających na celu oczyszczenie Twojego przewodu pokarmowego. Należy jednak pamiętać, że Twoje jelita nie są ani kominem, który wystarczy przeczyścić szczotką, ani rurą, którą przetkasz przy pomocy „Kreta”. To sprawa dużo bardziej subtelna, ale także dużo prostsza.

Normalnie nie musiałbyś nic robić. Matka natura wszystko przewidziała: armię złożoną z milionów mikroorganizmów, które zasiedlają Twoją okrężnicę. Ich zadaniem jest w dzień i w noc ochraniać jelita, czyścić je i powstrzymywać szkodliwe bakterie i drożdże.

W Twoim organizmie jest sto razy więcej takich mikrobów niż komórek w ciele, około 100 000 miliardów (to 14 zer!).

Ta potężna armia walczy pod wspólną nazwą „flora jelitowa” lub „bakteryjna”.

Słowo „flora” w tym znaczeniu odnosi się do dużej liczby gatunków bakterii i drożdży (przynajmniej 200), które współistnieją niczym rośliny w ogrodzie botanicznym. Ich kombinacja w Twoim organizmie jest tak samo unikalna jak odciski palców.

Tylko od Ciebie zależy pielęgnowanie tego wspaniałego ogrodu, musisz go regularnie podlewać i plewić z chwastów, dostarczając im jednocześnie odżywczych ziaren… lub też możesz zostawić go na pastwę losu. W tym drugim przypadku piękny park w stylu angielskim szybko przemieni się w przerażające składowisko śmieci, zbiorowisko toksycznych gatunków, które sprzyjają rozwojowi chorób.

Brzydkie zapachy nie są normalne

W Twojej okrężnicy zachodzi fermentacja błonnika pokarmowego, niestrawionego w jelicie cienkim. Kiedy jest zdrowa ona i dobrze funkcjonuje, pozostają tylko niepotrzebne resztki, które są regularnie wydalane i nie powodują brzydkiego zapachu.

Zupełnie odwrotnie dzieje się, gdy masz w organizmie szkodliwe bakterie i drożdże. Wówczas pasaż jelitowy jest zaburzony, dochodzi do zaparć lub biegunek, a resztki pokarmowe zaczynają wydzielać bardzo nieprzyjemny zapach. Ponadto, kiedy złe trawienie na dobre zagości w Twoim organizmie, zakłóca optymalne wchłanianie składników odżywczych pochodzących z pokarmów. Jeśli nic z tym nie zrobisz, Szanowny Czytelniku, zaczniesz cierpieć na stałe niedobory żywieniowe.

Poza tym taka szkodliwa flora produkuje również dwutlenek węgla, metan oraz nadmiar wodoru. Jeśli pozostawisz to w ten sposób, to sytuacja będzie się pogarszać, aż doprowadzisz do tego, że cała Twoja okrężnica będzie pełna gazów, aż odniesiesz wrażenie, że zaraz eksploduje.

Wiatry i wzdęcia nie są wcale śmieszne. Wskazują jedynie, że Twoje odżywianie jest złe i że Twoja okrężnica potrzebuje pomocy. To błędne koło spowodowane jest brakiem dobrych bakterii sprzyjających trawieniu.

Po tym krótkim wprowadzeniu pozwolę sobie powrócić do historii córki mojego przyjaciela, która urodziła się przez cesarkę.

Twoja flora bakteryjna kształtuje się od chwili narodzin

Skład Twojej flory bakteryjnej zależy przede wszystkim od sposobu, w jaki się urodziłeś.

Kiedy przebywałeś w brzuchu matki, Twój przełyk był sterylny. Nie było w nim żadnych mikrobów.

Dokładnie w momencie Twoich narodzin pojawiły się bakterie i drożdże: 72 godziny później Twój przełyk zawierał już 1000 miliardów bakterii i drożdży!

Należy sobie zadać pytanie, skąd się wzięły te bakterie i drożdże? Niewiele osób wie, że u dzieci urodzonych drogą naturalną pochodzą one z flory pochwowej ich matki (a dopiero później z pokarmu).

Ze względu na to, że flora dziecka w dużej mierze zależy od flory bakteryjnej matki, musi ona zachować dobrą florę w ostatnich tygodniach swojej ciąży, ponieważ przekazuje w spadku dobre gatunki mikrobów, aby wypełnić nimi jelita swojego malucha. Jeśli, dla odmiany, jelita matki są skażone przez złe i patogenne bakterie, to przyszły potomek również otrzyma je w spadku, niestety.

Stąd mówi się, że cześć predyspozycji do chorób jest związana z mikrobami przekazywanymi dzieciom przez matki w momencie narodzin. Chodzi tutaj przede wszystkim o takie schorzenia jak astma i wypryski.

Jeśli w ciągu ostatnich tygodni ciąży matka zregeneruje swoją florę (za chwilę zobaczymy, w jaki sposób), to dziecko nie zostanie obciążone chronicznym zapaleniem oskrzeli, astmą lub wykwitami skórnymi. Ten prosty środek uchroni więc nowonarodzonego przed deficytami niosącymi nawet ryzyko upośledzenia.

Jednak przypadkiem problematycznym są dzieci urodzone przez cesarkę.

Dziecko wyjęte bezpośrednio z łożyska (sterylnego) nie ma żadnego kontaktu z florą swojej matki. W zamian otrzymuje florę środowiska, a jest to mało sprzyjające środowisko szpitalne, często bogate w bakterie odporne na antybiotyki, a w szczególności okryty złą sławą gronkowiec złocisty (Staphylococcus aureus).

Taka flora bakteryjna o szpitalnym pochodzeniu może mieć dla takiego dziecka przykre konsekwencje do końca życia, jeśli na czas się jej nie skoryguje.

Dlatego też dla mam zmuszonych do rodzenia przez cesarkę ważne jest, by zasiedlały przewód pokarmowy swojego dziecka dobrymi bakteriami od momentu narodzin. Jednakże nawet dobra flora bakteryjna może zostać zakłócona przez opisane niżej przyczyny.

Jak równowaga Twojej flory może zostać zakłócona?

Od chwili narodzin równowaga mikroflory bakteryjnej podlega ciągłej ewolucji. Chodzi o dynamiczną równowagę, ktora może zostać zakłócona przez różne czynniki endogenne i egzogenne:

  • czynniki endogenne (czyli wewnętrzne): może się zdarzyć, że masz niedobory w systemie immunologicznym lub utajoną chorobę metaboliczną, która powoduje zmianę Twojej flory bakteryjnej. W przypadku rany lub ingerencji chirurgicznej, zapalenia, chronicznego zaparcia lub guzów jelita, Twoja mikroflora może być również poważnie zaburzona, co wpłynie na objawy Twojej choroby i opóźni podjęcie właściwego leczenia;
  • czynniki egzogenne (czyli zewnętrzne): niezrównoważone odżywianie, zakażenie metalami ciężkimi, pestycydy stosowane w rolnictwie i dodatki żywieniowe, antymikrobowe, infekcje wywołane zarazkami, intensywny stres, kuracja antybiotykowa, szczepienia mogą przyczynić się do zniszczenia Twoich dobrych bakterii, a ich miejsce zajmą namnażające się szybko zarazki patogenne (odpowiedzialne za choroby).

Konsekwencje mogą być różne: od prostych problemów trawiennych aż po zupełne zachwianie bariery ochronnej organizmu. W tym przypadku ryzykujesz rozmnażaniem się zarazków, aż do sepsy (ogólnego zakażenia), a co za tym idzie – do potencjalnej śmierci.

To pokazuje, że zrównoważona flora bakteryjna odgrywa kluczową rolę dla Twojego zdrowia i Twojej odporności na choroby. Trzeba zrobić wszystko, aby utrzymać tę florę w dobrym stanie mikrobiologicznym.

Oczywiście, pokażę Ci za chwilę, jak to zrobić.

Utrzymywanie i ulepszanie swojej flory bakteryjnej

Niektóre z bakterii w Twojej florze, mają dobry wpływ na zdrowie oraz ogólnie na Twoje życie: to dlatego naukowcy ochrzcili je „probiotykami” (czyli sprzyjającymi życiu). Stymulują one układ odpornościowy, zmniejszają alergie, uspokajają zapalenie jelit. Zapobiegają produkcji toksyn mogących przeciążyć wątrobę, poprawiają pracę jelit, redukują zakażenia, przeciwdziałają problemom pokarmowym (zaparciom lub biegunce).

Jednak, aby probiotyk zasłużył na swoją nazwę, jego zbawienne działanie musi być potwierdzone naukowo.

Pozostałe bakterie są niebezpieczne i patogenne: przyczyniają się do rozwoju problemów zdrowotnych wszelkiego typu takich jak alergie, grzybice i inne choroby.

Spośród chorób grzybiczych niezwykle jest groźna drożdżyca wywołana przez Candida albicans, ponieważ rozmnażanie się tych zarazków w organizmie zmienia system odpornościowy, otwierając drogę innym chorobom, nawet nowotworom.

Twoje wyzwanie jest następujące: wzmacniać swoje zdrowie poprzez zaszczepianie dobrych gatunków bakterii. Zapobiegać rozwojowi gatunków patogennych (przyczyn infekcji).

Oto środki, które możesz podjąć w celu ochrony i wzmocnienia Twojego systemu immunologicznego, poprawienia Twojego samopoczucia.

Ograniczanie spożycia żywności wysoko przetworzonej

Wysoko przetworzone mięso, sery, tłuszcze i cukry spożywaj z umiarem, ponieważ w nadmiarze mogą one zakłócić równowagę mikroflory.

Zależność jest prosta: od 1950 roku znacząco wzrasta spożycie żywności przetworzonej, a wraz z nim – rozwój tak zwanych chorób cywilizacyjnych: problemów kardiologicznych, trawiennych, metabolicznych, nerwowych, kostnych itp.

Weźmy na przykład zwiększone spożycie cukrów: sacharozy, fruktozy, maltozy, laktozy, glukozy.

Wszystkie słodzone produkty lub szybko przekształcające się w cukry proste (włączając w to soki owocowe), sprzyjają rozmnażaniu flory grzybicznej, która wpływa na odporność, wprowadza ryzyko cukrzycy, otyłości, chorób serca i wszelkiego rodzaju nowotworów.

Być może wydaje Ci się, że trochę przesadzam, ale lekarze nie mają już co do tego żadnych watpliwości: duże spożycie cukrów powoduje hiperglikemię, potem hiperinsulinemię, co z kolei przyspiesza rozwój komórek rakowych i prowadzi do tworzenia się guzów nowotworowych.

Polacy spożywają aż 42 kilogramy cukru rocznie (czyli ponad 115 gramów dziennie). Liczba ta jest niebezpiecznie wysoka. Powinna być zredukowana przynajmniej o trzy czwarte, to znaczy spaść poniżej 10 kg rocznie. Możesz zminimalizować spożycie mięsa, tłuszczów i produktów mlecznych.

Pierwszeństwo w Twoim żywieniu powinny mieć owoce, warzywa, płatki pełno zbożowe, tłuste ryby morskie bogate w odżywcze składniki (kolagen, minerały, witaminy spalające tłuszcz, kwasy tłuszczowe omega-3). Ponadto – odrobina mięsa, nabiału (zwłaszcza mleka koziego i owczego), olejów roślinnych (najlepiej oleju z orzechów i oleju rzepakowego) oraz mniej tłuszczów nasyconych i mało słodyczy.

Jedz więcej błonnika, to są „probiotyki”

Współczesne odżywianie, zbyt bogate w produkty przetworzone (mięso, ser, tłuszcze i słodycze) jest ubogie w błonnik. Choć błonnik nie jest podstawowym pokarmem dla naszego organizmu, to mimo wszystko należy go dostarczać, ponieważ jest on odpowiedzialny za florę bakteryjną i przekształca się w kwasy organiczne, które chronią błonę śluzową.

Niektóre rodzaje błonnika są rozpuszczalne, ponieważ mają niską masę molekularną. Nazywa się je zatem probiotykami, ponieważ stymulują wzrost bakterii probiotycznych lub dobrych bakterii w Twoim ekosystemie jelitowym.

A ponieważ Twoja flora bakteryjna odżywia się błonnikiem, nie możesz jej pozbawić rozpuszczalnych typów błonnika. Znajdują się one w dojrzałych owocach sezonowych, w dużej ilości warzyw (pierwszeństwo mają rośliny strączkowe) i zbożach o niskiej zawartości glutenu (ryż, proso, gryka, orkisz).

Wybieraj ekologiczne warzywa i owoce, ponieważ nie zawierają one (rakotwórczych) pestycydów ani konserwantów (działających przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, zmieniających florę jelitową).

Ponadto unikaj łączenia w jednym posiłku związków skrobi i produktów zawierających kwasy (np. płatki i cytrusy, płatki lub rośliny strączkowe polane octem lub sokiem cytrynowym, pomidory i ryż), ponieważ kwasy neutralizują oddziaływanie na skrobię enzymów znajdujących się w ślinie, co może wywołać produkcję toksyn w jelitach.

Odkryj produkty kiszone

Wszystkie produkty kiszone zawierają grupę bakterii kwasu mlekowego: Lactococcus, Enterococcus, Leuconostoc, Pediococcus, Streptococcus, Lactobacillus.

Nasi przodkowie intuicyjnie wiedzieli, że kiszenie produktów i ich konsumpcja sprzyja zdrowiu. Od początku ubiegłego wieku mikrobiolodzy stopniowo udowadniają, że niektóre bakterie, które rozwijają się w produktach kiszonych, spełniają funkcję probiotyków, dając wiele korzyści zdrowotnych.

Kiszona kapusta jest stosowana od czasów rzymskich, a potrawy z kapusty są ważne w kuchni w Europie Środkowej, od Alzacji do Ukrainy. W krajach azjatyckich kiszenie kapusty jest również popularne, w takich daniach jak koreańskie „kimchi”.

W Polsce sok z kiszonych buraków stanowi podstawę naszej narodowej zupy – barszczu, ale w formie kiszonej można jeść większość warzyw: ogórki, paprykę, pomidory, marchew…

W naszej diecie warto wykorzystać oliwki, ogórki, buraki, rzepę itp. Mogą one zostać przyrządzone w formie kiszonki. Należy jednak pamiętać, że im bardziej przemysł spożywczy wykorzystuje do ich produkcji solankę lub ocet, tym bardziej niszczone są dobre bakterie. Dzisiejsze piwo choć podlega fermentacji, zazwyczaj jest pasteryzowane i zawiera bardzo niewiele bakterii i drożdży.

Również sfermentowane mleko jest bogate w dobre bakterie probiotyczne w zależności od gatunku i biotypu używanych bakterii.

Przykładem tego mogą być jogurty (fermentowane z Lactobacillus bulgaricus i Streptococcus thermophilus), mleko acidophilus (fermentowane przez Lactobacillus acidophilus), mleko bifidus (fermentowane przez Bifidobacteriumbifidum, longum, breve lub lactis), kefir (fermentowany przez kilka gatunków Lactococcus, Lactobacillus, Leuconostoc, Saccharomyces, Kluyveromyces itp.).

Wszystkie te rodzaje mleka pomagają chronić zdrowie, zwłaszcza gdy surowcem jest mleko kozie lub owcze. Odnośnie jogurtów konwencjonalnych to budzą one coraz mniejsze zainteresowanie, ponieważ coraz więcej ludzi cierpi na nietolerancję krowiego mleka, powodującą stany zapalne (katar, zapalenie zatok, astma, choroba zwyrodnieniowa stawów itp.).

Zmień sposób jedzenia

Staraj się dobrze żuć i nawilżać pożywienie śliną, szczególnie to bogate w skrobię (zboża, owoce i warzywa). Proces żucia gwarantuje, że pierwszy etap trawienia w ustach następuje pod wpływem amylazy ślinowej, która niweluje nieprzyjemny oddech i toksyny.

Nie przesadzaj z jedzeniem, ponieważ może to powodować reakcje immunologiczne u niektórych osób: nietolerancję mleka krowiego i jego pochodnych oraz zmodyfikowanych zbóż bogatych w gluten i ich pochodnych.

„Nie” dla wody chlorowanej

Chlor jest dodawany do wody, ponieważ zabija szkodliwe bakterie.

Jest to duże osiągnięcie dla ludzkości, ponieważ dzięki temu zniknęły takie choroby jak czerwonka i cholera.

Trzeba jednak wiedzieć, że chlor działa tak samo w przewodzie pokarmowym: ma tendencję do dezynfekcji, masowego zabijania mikroorganizmów, zarówno tych dobrych, jak i złych.

Tak więc należy unikać niepotrzebnego kontaktu z substancjami bakteriobójczymi (które zabijają bakterie) lub fungicydów (które zabijają drożdże i grzyby), w tym produktów do dezynfekcji rąk i skóry, ponieważ zabijają „na oślep” dobre i złe szczepy drobnoustrojów. Skóra oraz narządy płciowe są pokryte mikroflorą, dlatego należy je chronić.

Te środki ostrożności warto stosować w celu ochrony swojej mikroflory. Wtedy jeśli Twoja dieta i styl życia są zrównoważone, możesz cieszyć się zdrowiem.

Aby ułatwić ten proces, warto również dodać kilka rzeczy – mam tu na myśli dobre probiotyki. Problem polega na tym, że są one trudne do zdobycia. Większość probiotyków dostępnych na rynku po prostu nie działa, ponieważ zabijają one dobre bakterie.

Tymczasem życzę dobrego i pięknego życia,

Jean-Marc Dupuis

Redaktor naczelny newslettera Poczta Zdrowia


Na blogu publikowane są artykuły z zakresu zdrowia i urody różnych autorów, dostępne w necie. Nie służą one jednak diagnozowaniu, leczeniu czy sugerowaniu metod leczenia. Udostępniam je, by pokazać problem i zwrócić uwagę na różnorodność stosowanych terapii.