Zawał serca

przez | 21 stycznia, 2020

Zawał serca nie pojawia się znikąd

Najczęściej „pracuje się” na niego latami, dzień po dniu, wykonując określone czynności. Przeciętnie od pierwszych symptomów choroby wieńcowej do tragicznego finału w postaci zawału upływa od 10 do 15 lat, niekiedy nawet dłużej.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Chociaż w przypadku Waldemara dużo lepiej byłoby napisać mądry Polak po szkodzie. Waldemar miał 57 lat, kiedy z rozpoznanym zawałem serca wylądował na OIOM-ie, chociaż ta historia zaczęła się dużo wcześniej…

Był rok 2001.

Czas, który Waldemar wspomina jako jeden z najbardziej burzliwych w swoim życiu. Po niespokojnych latach 90. sytuacja w firmie, w której pracował, uspokoiła się. Nie musiał martwić się o pracę, tylko pilnować, żeby zrobić tak zwany wynik. W firmie ustawiony był na tyle dobrze, że wiedział, jak zdobywać kolejne zamówienia i jak dobrze wypaść w rankingach.

Nie przewidział tylko jednego – że realizacja narzuconych planów zajmie mu więcej niż 40 godzin w tygodniu.

W domu stał się gościem, zdarzało się, że wychodził w poniedziałek rano i wracał z pracy po dwóch lub trzech dniach. Czasami wyjeżdżał nawet na tydzień, bo musiał odwiedzić klientów z obszaru większego niż pół Polski.

Wieczny pośpiech, niewyspanie, stres, jedzenie w przydrożnych barach i papieros wypalany za papierosem po kolejnej kłótni z żoną, która miała wiecznie pretensje o to, że nie ma go w domu – to najbardziej zapamiętał z tamtego okresu.

Sytuacja wyglądałaby nieciekawie, gdyby nie regularnie wypłacana wysoka pensja. Harował jak wół, ale zarabiał więcej niż przyzwoicie.

Stać go było na to, by zapewnić rodzinie bardzo wygodne życie. Własny dom, samochód dla żony (sam miał wypasione auto służbowe) i oczywiście wakacje w tropikach w opcji all inclusive. Waldemar bez problemu mógł sobie na to wszystko pozwolić.

Nie pamiętał dokładnie, kiedy zaczął tyć, ale na 40. urodziny nie mieścił się już w żadne z dotychczasowych ubrań. Nawet specjalnie mu to nie przeszkadzało, bo właściwie wszyscy jego koledzy mieli już mniejszy lub większy „mięsień piwny”.

Waldemar lubił pić piwo. Najlepiej smakowało mu wieczorem, kiedy po całodziennej harówce mógł w spokoju obejrzeć sobie telewizję. Jeśli pamiętał, żeby wcześniej kupić chipsy lub paczkę solonych orzeszków, nic nie było w stanie zmącić jego radości. O tak – piwo, chipsy i mecz w telewizji, to był zestaw, który zdecydowanie poprawiał mu nastrój.

Awansował tuż przed 45. urodzinami, obejmując stanowisko dyrektora regionalnego. Nie musiał już tyle jeździć po Polsce, ale nie spędzał wcale więcej czasu z rodziną, chociaż wszystkim wydawało się, że teraz będzie inaczej. Odpowiedzialność była jego chlebem powszednim – przytłaczała go mocno, chociaż się do tego nie przyznawał. Zaciskał zęby i szedł do przodu, jeśli trzeba było – to „po trupach do celu”.

Prezes to docenił, bo tuż po 50. urodzinach dostał miejsce w zarządzie. To chyba wtedy zauważył, jak ciężko wchodzi mu się po schodach. Firma zmieniła siedzibę, a nowy budynek nie miał windy. Chociaż było to tylko pierwsze piętro, miał wrażenie, że zdobywa alpejskie szczyty.

Tłumaczył to sobie nadwagą, bo ważył już ponad 120 kg, co nawet przy jego wzroście (185 cm) było zdecydowanie za dużo.

Waldemar próbował odchudzać się wielokrotnie, ale nigdy nie mógł wytrzymać na żadnej diecie dłużej niż 4 dni. Dobijały go te wszystkie ograniczenia, zakazy i nakazy, a próba wykonania jakichkolwiek ćwiczeń powodowała jeszcze większą zadyszkę i jeszcze większą niechęć.

W końcu się poddał i przestał zwracać najmniejszą uwagę na to, jak wygląda.

W tym czasie dużo pracował. Naprawdę dużo, chyba nawet więcej niż w 2001 r., dlatego uporczywe bóle głowy tłumaczył przepracowaniem, a duszności, które mu się przytrafiały od czasu do czasu, stresującą sytuacją w domu.

Niczego więcej nie pamięta, chociaż organizm wysyłał mu coraz więcej sygnałów, że dzieje się coś złego. Lekceważył je wszystkie, a umówione przez żonę wizyty u lekarza przekładał na później, bo szkoda mu było na nie czasu. Nie chciał kolejny raz usłyszeć, że powinien schudnąć…

Tamtego dnia czuł się całkiem nieźle. Kiedy skończyło się posiedzenie zarządu, poszli na wykwintną służbową kolację. A było co świętować, bo spółka pozyskała kluczowego partnera w Chinach.

Do domu wrócił dość wcześnie i jeszcze zdążył obejrzeć coś w telewizji. Miał zamiar odpowiedzieć na kilka maili, ale poczuł nieznośny ból brzucha. Krople miętowe tym razem nie pomogły, ale Waldemar tłumaczył to sobie przejedzeniem. W nocy obudził go silny ból zębów i głowy. W zasadzie bolało go wszystko, tylko jakoś inaczej niż zwykle, mocniej i bardziej intensywnie. Pomyślał, że to grypa.

Odruchowo sięgnął po aspirynę w podwójnej dawce, nie będąc świadomym, że to właśnie uratuje mu życie.

Chociaż był jedną nogą na tamtym świecie, po interwencji chirurgów w 30 minut otrzymał drugie życie.

Jest sierpień 2019 r.

Waldemar nie przypomina siebie sprzed roku. Zawał był tak rozległy, że duża część komórek mięśniowych obumarła. Przed nim długa rehabilitacja. Musi radykalnie zmienić dietę, schudnąć, rzucić palenie i ruszać się regularnie. Jeśli tego nie zrobi, czeka go kolejny zawał.

Nie może ot tak po prostu wrócić do domu, do starych nawyków, pracoholizmu, nieprzespanych nocy i stresu.

Czy można było tego uniknąć?

Zawał serca to przerażające przeżycie. Każdy, kto go przeżył, prawdopodobnie zrobi wszystko, aby w przyszłości go uniknąć.

Patrząc na statystyki, widać, że szybka interwencja kardiologiczna jest skuteczna. Jeśli tylko chory nie zwleka zbyt długo z zadzwonieniem po karetkę, szansa, że zostanie uratowany, jest naprawdę bardzo duża.

Problematyczne jest to, że w Polsce lekarze najczęściej rozpoznają chorobę u pacjentów dopiero w chwili zawału!

A miażdżyca, która prowadzi do zawału, rozwija się latami.

Proces zapalny prowadzący do zawału rozpoczyna się w naczyniach krwionośnych. Wewnątrz nich zaczynają się tworzyć blaszki miażdżycowe, które stopniowo zmniejszają światło naczynia. Pogrubione ściany naczyń tracą elastyczność. Blaszka nie dość, że zwęża średnicę naczynia, może pęknąć.

Pęknięta blaszka zatyka naczynie, krew nie może swobodnie płynąć i serce w mniejszej bądź większej części jest niedotlenione.

Właśnie tak wygląda zawał.

Epidemia, której można uniknąć

Co roku zawał serca dotyka 100 tys. Polaków. W pierwszym roku po zawale umiera co piąty pacjent, ale… Jeśli chory w ciągu 6 miesięcy od wyjścia ze szpitala po zawale serca rozpocznie leczenie w poradni specjalistycznej i będzie systematycznie stosował się do wytyczonych zasad, jego szanse na dłuższe życie w zdrowiu wzrastają.

Statystyk nie da się oszukać

Zawał nie pojawia się przypadkiem, a choroba niedokrwienna rozwija się z powodu naszych codziennych złych wyborów, często sięgających nawet 20 lat wstecz.

Rok po roku, miesiąc po miesiącu, dzień po dniu możesz prowadzić tryb życia nieuchronnie prowadzący do zawału, nawet o tym nie wiedząc.

Jak daleko jesteś od zawału? Lub jak blisko?

Możesz to sprawdzić łatwiej niż Ci się wydaje.

Możesz przewidzieć własny zawał.

Kiedy poznasz prawdę o sobie, o tym, w jakim stanie jest Twoje serce i jakie jest rzeczywiste ryzyko zachorowania, możesz być w szoku.

Ale lepiej wiedzieć i zacząć działać, póki jeszcze masz czas.

„Wyprzedzić zawał”

Gdyby Waldemar wiedział, jakie są czynniki ryzyka zachorowania na zawał serca…

Gdyby znał chociażby podstawowe czynniki, które to ryzyko zmniejszają…

Gdyby umiał właściwie odczytać sygnały, jakie wysyłał mu organizm…

Gdyby zmienił chociaż jedną rzecz w swoim codziennym życiu…

…miałby szansę uniknąć zawału!

On nie zmieni swojej przeszłości, jego naczynia krwionośne i serce już nigdy nie wrócą do pełnego zdrowia. Miał zawał, więc jest w grupie podwyższonego ryzyka. Wystarczy, że zaprzestanie działań rehabilitacyjnych, a historia może się powtórzyć. A jak się skończy, nie wiadomo.

Ty jesteś w tym momencie w o wiele lepszej sytuacji. Masz wszystkie karty przed sobą i tylko od Ciebie zależy, czy wykorzystasz tę wiedzę.

Zawału nie trzeba się bać, bo strach Cię przed niczym nie uchroni.

Zawał to taka konsekwencja choroby, której można zapobiec.

Najbardziej optymistyczna wiadomość jest taka, że możesz to zrobić już dzisiaj. Nie musisz czekać, aby wprowadzić do swojego życia zmiany, które uchronią Cię przed rozwojem miażdżycy i w konsekwencji przed zawałem serca.

„Wyprzedzić zawał”

To książka, która może Cię wprawić w osłupienie, jak i sprawić, że poczujesz ulgę, gdy dowiesz się, jak łatwo zminimalizować ryzyko wystąpienia zawału serca.

Bez względu na to, ile masz lat… I jaki prowadzisz tryb życia…

Bez względu na to, czy kiedykolwiek udało Ci się zadbać o siebie tak, jak planowałeś…

To książka, która zdejmie Ci klapki z oczu i nie pozwoli myśleć, że zawał akurat Ciebie nie dotyczy. Dzięki niej poznasz medyczne wskazówki przekazane w bardzo przystępny i zrozumiały sposób.

  • Czy Twoja osobowość sprzyja wystąpieniu zawału, czy nie. I jaki jest związek pomiędzy typem charakteru człowieka a zawałem?
  • Dlaczego nieleczone zęby zwiększają ryzyko wystąpienia zawału?
  • Dlaczego smog jest tak bardzo groźny dla Twojego serca?
  • Lekarze często powtarzają, że trzeba prowadzić zdrowy tryb życia. Zdrowy tryb życia, czyli jaki konkretnie? Co on oznacza dla Ciebie?

„Wyprzedzić zawał”

Ta książka jest dla Ciebie, jeśli chcesz sprawdzić, czy jesteś w grupie ryzyka, korzystając z naukowych metod opracowanych przez lekarzy kardiologów. Gdyby służba zdrowia funkcjonowała normalnie, wszystkie te informacje powinieneś usłyszeć od swojego lekarza. I to on powinien z Tobą usiąść i tak, jak jest w tej książce, przystępnie to wszystko z Tobą omówić.

Tylko który lekarz poświęci Ci 90 minut, skoro statystycznie pacjent spędza w gabinecie 10 do 15 minut? A czasem nawet mniej?

Jeśli sam nie zainwestujesz w wiedzę, nikt nie zrobi tego za Ciebie.

Książka ta sprawi, że pomyślisz o swoim zdrowiu inaczej i zobaczysz je z innej perspektywy. Pomoże Ci zrozumieć, jak ważne są Twoje codzienne wybory – co jesz, co kupujesz, jak spędzasz wolny czas, a nawet to, jak odnosisz się do innych ludzi.